Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Recenzja: Essence Everybunny Needs Somebunny Lip Balm – mały kosmetyk, który naprawdę daje radę 🐰

kwietnia 29, 2026

Recenzja: Essence Everybunny Needs Somebunny Lip Balm – mały kosmetyk, który naprawdę daje radę 🐰

Essence Everybunny Needs Somebunny Lip Balm 🐰💋


Balsamy do ust to jedne z tych kosmetyków, które zawsze gdzieś mi towarzyszą — w torebce, kieszeni kurtki czy kosmetyczce. Lubię mieć je pod ręką, bo moje usta szybko się przesuszają, zwłaszcza gdy jest chłodniej albo wieje wiatr. Tym razem w moje ręce trafił Everybunny Needs Somebunny Lip Balm od Essence i muszę przyznać, że już na pierwszy rzut oka zwrócił moją uwagę.

Ciężko nie zauważyć tego opakowania — mały króliczek w formie breloczka wygląda naprawdę uroczo i zdecydowanie wyróżnia się spośród innych balsamów. To taki kosmetyk, który można przypiąć do kluczy albo torebki i mieć zawsze pod ręką, co jest bardzo wygodne. Przyznam szczerze, że początkowo myślałam, że to bardziej gadżet niż produkt, który faktycznie dobrze działa.

Na szczęście szybko zmieniłam zdanie.

Sam balsam ma bardzo przyjemną formułę. Dobrze rozprowadza się na ustach, daje odczuwalne nawilżenie i nie zostawia lepkiej warstwy, czego osobiście bardzo nie lubię. Jest lekki, komfortowy i praktycznie niewyczuwalny, a jednocześnie sprawia, że usta są miękkie i wygładzone.

Najbardziej podoba mi się to, że efekt nawilżenia nie znika po kilku minutach. Wiele balsamów działa tylko chwilowo, a potem mam wrażenie, że usta są jeszcze bardziej suche niż wcześniej. Tutaj tego nie zauważyłam — usta przez dłuższy czas wyglądają dobrze i są po prostu bardziej komfortowe.



Nie jest to mój pierwszy produkt do ust od Essence i kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że ta marka naprawdę dobrze wypada pod względem jakości w stosunku do ceny. Ich produkty są przystępne cenowo, a jednocześnie często dorównują dużo droższym kosmetykom.

Myślę, że ten balsam to fajna opcja dla osób, które lubią praktyczne kosmetyki, ale zwracają też uwagę na wygląd opakowania. W tym przypadku dostajemy jedno i drugie — coś, co dobrze działa i jednocześnie po prostu cieszy oko.

Dla mnie to bardzo udany zakup i na pewno będę po niego sięgać regularnie. Czasem takie małe kosmetyki okazują się naprawdę miłym zaskoczeniem — i tutaj właśnie tak było.

Denko kwiecień 2020.

maja 07, 2020

Denko kwiecień 2020.

Denko kwiecień 2020.
Czas na kolejne denko. Tym razem mini recenzje produktów podzielone są tygodniami. Zdecydowanie łatwiej mi tak stworzyć podsumowanie miesiąca. Patent od dziewczyn z DressCloud. Jestem zadowolona z tego denka. Jedyne co chciałabym zmienić to fakt, by pojawiło się w nim więcej maseczek do twarzy, bo notorycznie zapominam o ich stosowaniu.


DressCloud – recenzje, testowanie i kosmetyczne nowinki.

kwietnia 20, 2020

DressCloud – recenzje, testowanie i kosmetyczne nowinki.


Kwarantanna nadal trwa. Dziś znoszą obostrzenia dotyczące lasów i parków, czyt. rząd „ratuje” gospodarkę. Bardziej nazwać by się to chciało: zrobiliśmy coś, czego nie powinniśmy robić, bo zamknęliśmy Was w czterech ścianach i łamiemy Wasze prawa na każdym możliwym kroku, ale już możecie wyjść na spacer w maseczce. Podobno w lasach nie ma obowiązku ich noszenia, ale tutaj wolałabym nie spekulować na ten temat, bo nie sięgnęłam do pewnego źródła. Ja za to wiem, że pierwszy raz w życiu w zeszłym tygodniu miałam problem z zapięciem spodni. Tak, dobrze przeczytałyście pierwszy raz i był on dla mnie szokiem. Dlatego jutro przy okazji niezbędnych już zakupów spożywczych, bo w sklepie nie byłam już ponad 1,5 tygodnia i parę rzeczy się skończyło, a w lodówce już coraz bardziej panoszy się światło, planujemy kupić zestaw do badmintona i wyjść do pięknego parku na naszym osiedlu. Przecież jak wrócę do pracy to moja zerowa na ten moment kondycja od razu da mi się we znaki. Koniecznie muszę zacząć coś robić. Z akcji posprzątaj dom, 1000 rzeczy mniej itp. przeszłam w taki letarg. Jak w połowie marca, na początku tego koszmaru szło mi całkiem dobrze to teraz nie mam na nic energii. Mam nadzieję, że to zmiany pogody i chwilowy brak motywacji, a nie coś poważniejszego.
Nowości w mojej kosmetyczce – marzec 2020.

kwietnia 19, 2020

Nowości w mojej kosmetyczce – marzec 2020.

Denko marca mamy już za sobą, więc kolej na nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce. W czasach obecnej pandemii zakupów dokonuję głównie online z odbiorem w paczkomatach. Dobrze, że wiele firm wychodzi z inicjatywą bezpłatnej wysyłki, a na allegro usługa smart jest dostępna już drugi miesiąc bezpłatnie, dlatego nawet pojedyncze braki w kosmetykach możemy bez problemu uzupełnić.
8 marca z okazji dnia kobiet otrzymałam od swojego kochania Voucher do drogerii Hebe, jedna z paczek pochodzi z akcji Zajączka Wielkanocnego z portalu DressCloud , zakupy z Rossmanna, kilka produktów z promocyjnej oferty ziaji i uwaga miesiąc bez kupienia palety cieni. Przejdźmy do przeglądu produktów. W podsumowaniu napiszę ile z produktów zostało ze mną i jak wygląda bilans miesiąca.

Denko marzec 2020.

kwietnia 17, 2020

Denko marzec 2020.


Sporo czasu minęło od ostatniego posta. Mam nadzieję, że dzielnie się trzymacie w obecnych czasach. Ja niestety nie pracuję, a chciałabym już bardzo. Myślałam, że może dziś dowiem się kiedy dane będzie mi wrócić do moich obowiązków, ale niestety jedyne w czym mnie uświadomiono to fakt, że moje miejsce pracy zostanie otwarte znajduję się w etapie trzecim „powrotu do normalności”. Nie jestem tu jednak, by pisać o polityce, bo tu wszyscy się zgodzą, że jej mamy po dziurki w nosie. Myślę, że mam jej bardziej dość niż siedzenia w domu, a uwierzcie mi nie przebywałam tyle w swoim mieszkanku chyba od podstawówki, kiedy to dość ciężko przeszłam ospę wietrzną. 
Przejdźmy do denka, którego wieki nie było na blogu, a produkty jednak stale są przeze mnie zużywane. Podzielone jest na dwie części, bo w ferworze początkowego sprzątania mieszkania cyknęłam zdjęcie i w połowie miesiąca bezmyślnie wyrzuciłam wszystkie opakowania, więc niestety zdjęcia zbiorczego nie będzie.
Recenzja: Sephora Favourites Lips Selection.

maja 21, 2019

Recenzja: Sephora Favourites Lips Selection.




Sephora Favourites Lips Selection.
Dostępny był jedynie stacjonarnie w Sephora. Teraz na półki drogeryjne wkroczył podobny zestaw czerwonych klasyków. Zastanawiam się nad jego zakupem, ale rzadko ten kolor gości na moich ustach.
Bardzo cieszy mnie fakt, że takie zestawy pojawiają się w polskiej Sephorze. W USA takie zestawy są bardzo popularne i tam wybór jest naprawdę spory, od zapachów przez zestawy do pełnego makijażu.

Przejdźmy do przedstawianego zestawu:
Cena: ok. 135 zł (ja ze zniżką 10% na karcie Sephora Black zapłaciłam 121,50 zł).

Co zawiera zestaw?:
- 1 Cream Lip Stain, Marvelous Mauve, Sephora Collection (full size),
- 1 Lip Injection, Too Faced
- 1 Artist Rouge M400, Make Up For ever (full size),
- 1 Liquid Matte Bombshell, Huda Beauty (full size),
- 1 Mini Studded Kiss Creme Lovecraft, Kat Von D (format podróżny).

Dwie matowe pomadki w płynie, 2 klasyczne pomadki (nude i klasyczna czerwień) oraz błyszczyk, który ma za zadanie powiększenie naszych ust. Idealny zestaw dla każdej kobiety. Klasyczne odcienie nude oraz elegancka czerwień na specjalne okazje.

Swatche pomadek z zestawu od góry:
1. Liquid Matte Bombshell, Huda Beauty.
2. Lip Stain, Marvelous Mauve, Sephora Collection.
3. Artist Rouge M400, Make Up For ever.
4. Lip Injection, Too Faced .
5. Mini Studded Kiss Creme Lovecraft, Kat Von D.

Krótkie recenzje produktów do ust:
Huda Beauty Liquid Matte Bombshell to matowa, płynna pomadka, która już na dobre zagościła w moich codziennych makijażach. Jest trwała, bo bez problemu zostaje na ustach do kilku godzin. Jedyne, o czym musimy pamiętać przy tego typu produktach to fakt, że przy nakładaniu go ponownie musimy usunąć jego resztki przed ponowną aplikacją. Nie można dokładać produktu, ponieważ tworzy nieestetyczny efekt. Produkt przyjemnie pachnie wanilią.

Sephora Collection Lip Stain, Marvelous Mauve w odcieniu mocno zabrudzonego różu to również matowa pomadka w płynie. Zapach tego produktu nie jest zbyt przyjemny, ale przynajmniej nie utrzymuje się długo. Trwałość nie jest zbyt dobra, bo znika po pierwszym jedzeniu lub piciu. Aplikacja prosta.

Klasyczna szminka w odcieniu krwistej czerwieni od Make Up For ever. Użyłam jej może raz. Jak dla mnie zbyt drapieżny kolor i rzadko uczestniczę w okazjach, na które taki makijaż byłby stosowny. Trwałość bardzo dobra. Ja jednak zawsze staram się nieco przypudrować tak intensywne odcienie. Przy tego typu pomadkach zdecydowanie preferuję te w płynie, które mają łatwiejszą aplikację.

Błyszczyk powiększający usta od Too Faced o nazwie Lip Injection to ciekawy produkt. Po nałożeniu pachnie nieco jak napój energetyczny, a przy jego aplikacji na ustach możemy poczuć mrowienie, a nawet lekkie szczypanie. Niestety nie należy do zbyt przyjemnych rzeczy, ale efekt jest zadowalający. Usta są zdecydowanie bardziej powiększone. Przy używaniu trzeba pamiętać o dobrym nawilżaniu ust na noc.

Szminka w formacie podróżnym od Kat Von D w odcieniu ciemnego nude. Nawet w minimalistycznej wersji opakowanie jest dopracowane jak te pełnowymiarowe czarne z wypustkami. Bardzo dobrze się aplikuje, a jej trwałość można porównać z tą od Hudy Beauty. Nie przesusza ust.

W takiej cenie jest to bardzo dobra okazja, bo po pierwsze możemy wypróbować produkty, nad których zakupem się zastanawiamy i mamy trzy pełnowymiarowe produkty, za które trzeba by zapłacić o wiele więcej w normalnej, drogeryjnej cenie (przykładowo pełnowymiarowa pomadka od Huda Beauty to koszt ok. 100 zł). Bardzo jestem zadowolona z zakupu i jak tylko będzie okazja, chętnie kupię kolejne takie zestawy.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tego typu zestawów?
Moja kolekcja palet cieni GRUDZIEŃ 2018 cz. 1.

grudnia 22, 2018

Moja kolekcja palet cieni GRUDZIEŃ 2018 cz. 1.

Tak prezentuje się pierwsza część palet, na których dziś się skupimy. Drugą część postaram się Wam przestawić jak najszybciej. Jednak podział wydaje mi się tu najtrafniejszym rozwiązaniem.
Mamy tu 18 różnych palet cieni. Podzielę je ze względu na marki i pokażę wnętrza, bo to ono jest tu najważniejsze.
Zacznijmy od mojej ulubionej ostatnio marki, czyli od Hudy Beauty. Nie ukrywam, że na nową paletę NUDE czekam z niecierpliwością.


Denko koniec roku 2017.

maja 01, 2018

Denko koniec roku 2017.



Rok 2017 daleko już za nami, a zaczęłam pisać dla Was tego posta, jak chylił się ku końcowi. Ostatnio nawet nie wiem co to czas wolny, a moje zajęcia pochłaniają mi tyle energii, że jedyne, o czym marzę to mięciutkie łóżeczko, w którym można zaleźć ukojenie po ciężkiej pracy. Majówka na szczęście nieco luźniejsza niż zwykle i całe dwa dni wolnego. Muszę nadgonić blogowe zaległości, nieco uprzątnąć moją norkę i ogarnąć dwa króliczki. Moje stadko nieco się powiększyło, ale i tym opowiem Wam innym razem.

Przejdźmy do meritum, czyli jakie produkty kosmetyczne udało mi się wykończyć pod koniec zeszłego roku. Jak widzicie na zdjęciu, trochę się tego nazbierało, a sama nie wiem jakim cudem, bo czasu na zużywanie mazideł też nie było zbyt wiele.


Zacznijmy od żeli pod prysznic, idąc od lewej strony:

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 Trolls Poppy.
Jako żel sprawdza się bardzo dobrze. Ma gęstą, mocno pieniącą się konsystencję i obłędnie, trukawkowo pachnie. Wydajność oceniam jako bardzo dobrą, bo starczył mi na około miesiąc codziennego używania. Przy mojej delikatnej skórze głowy nie odważyłam się zastosować go jako szamponu. Poza tym produkty do pielęgnacji włosów dzieci nie są przeznaczone dla osób dorosłych, bo wysuszają skórę głowy. Zawsze po stosowaniu tego typu produktów mam później problem, by moje włosy powróciły do dobrej kondycji.

Żel pod prysznic marki Elkos o zapachu Mango i Ananasa.
Uwielbiam warianty zapachowe tej marki. Opakowania sprawiają, że nie mogę obojętnie przewinąć strony i zawsze przy zamawianiu niemieckich produktów parę tych żeli trafia mi do koszyka. Zwykle zamawiam na mojedrogeria.eu z masą płynów do płukania. Nie jest bardzo gęsty, a jego wydajność to około 2 tygodnia, ale za 4 zł to i tak nie najgorszy wynik. Bardzo ładnie pachnie, ale zapach nie utrzymuje się na długo. Zawsze przy jego stosowaniu towarzyszy mi aromatyczny balsam do ciała, bo uwielbiam wychodzić z łazienki po prysznicu pachnąca. Oceniam jako dobry, ale bez szczególnego zachwytu.

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 edycja limitowana z potworami z Ulicy Sezamkowej.
Tak jak w przypadku żelu i szamponu dla dzieci Trolls używałam go jedynie jako produktu do mycia ciała, a nie włosów. Ładnie truskawkowo pachnie. Dobrze się pieni i jego wydajność jest jak innych żeli pod prysznic tej marki, czyli około 2 tygodnie. Zapach dłużej utrzymuje się na skórze niż wersji standardowych, ale dla mnie wciąż jest zbyt mało intensywny i za szybko się ulatnia.

Żel pod prysznic marki Balea w wersji arbuzowej.
Doskonale wiecie, że jestem fanką tej niemieckiej marki kosmetyków. Zapach tego żelu pod prysznic pobił wszystkie dostępne tu opcje. Jest bardzo orzeźwiający, a w duecie z melonowym peelingiem do ciała tej marki pozostawiał bardzo przyjemny zapach na skórze. Wydajność to około 2 tygodnie. Polecam do stosowania przy porannych prysznicach, bo zapach szybko potrafi obudzić.



Kolejna partia kosmetyków, która umili nam pobyt pod prysznicem. tym razem nieco bardziej naturalniej i zdecydowanie hypoalergicznie:

Hypoalergiczny żel pod prysznic marki Joanna z prowitaminą B5.
Żel w pełni spełnił moje oczekiwania. Jest bardzo delikatny, prawie bezzapachowy oraz wydajny, bo starczył na około miesiąc używania. Dobrze się pieni i sprawia, że nasza skóra jest na prawdę delikatna. Polecam osobom z problemami skórnymi.

Ekologiczny peeling do ciała drobnoziarnisty z olejkiem arganowym od Laboratorium Joanna.
Peeling do ciała, który zdecydowanie polecam. Uwielbiam maluchy od Joanny, które bardzo ładnie pachną i dobrze zdzierają martwy naskórek. Te w wersji BIO czy też EKO stanęły na wysokości zadania i jestem zadowolona zarówno z wersji drobno jak i gruboziarnistych. Ten wariant przyjemnie, ale nienachalnie pachnie. Zdecydowanie polecam stosowanie na noc, bo koi zmysły i przygotowuje nas do odżywczego snu. Po stosowaniu skóra jest bardzo delikatna w dotyku.

Hypoalergiczny szampon marki Joanna z prowitaminą B5.
Niestety w temacie szamponów muszę zdecydowanie uważać, bo wiele marek mnie uczula. Tutaj mogę powiedzieć szczerze, że z pewnością produkt ten może być używany przez alergików oraz osoby z problematyczną skórą głowy. Nie powodował on u mnie swędzenia, pieczenia, łupieżu oraz innych przykrych dolegliwości, które mam przy używaniu np. szamponów marki Garnier czy też Head&Shoulders. Jedynym moim zastrzeżeniem jest fakt, że w duecie do niego konieczna jest dobra odżywka oraz maska do włosów, bo nieco wysusza końce włosów.


Dalej pozostajemy w dziedzinie higieny osobistej:

Mydło do rąk w płynie biedronkowej marki Linda w wariancie oliwkowym.
Muszę przyznać, że polubiłam mydła do rąk marki Linda z Biedronki i chętnie po nie sięgam. Zdecydowanie wolę edycje limitowane, które mają ładne opakowania, ale stwierdziłam, że sięgnę po tę standardową wersję. Kremowe i ładnie pachnące, wydajne, a przede wszystkim tanie. Dobrze myje i ładnie się pieni. Nie wiem, czego jeszcze można wymagać.

Monoi de Tahiti Szampon-żel pod prysznic od Yves Rocher.
Uwielbiam produkty kosmetyczne, które dają nam namiastkę lata w środku zimy. Ten produkt zużywałam w grudniu i jak wszystkie żele marki Yves Rocher obłędnie pachniał, a zapach na długo utrzymywał się na skórze. Polecam używać w duecie z mgiełką do ciała z tej samej serii. Teraz jako nowość marka oferuje na swojej stronie wersję marakuja. Koniecznie muszę spróbować.

Ziaja Intima kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem laktobionowym regenerująco-łagodzący.
Mój zdecydowany must-have, jeżeli chodzi o higienę okolic intymnych. Jestem w trakcie zużywania drugiego opakowania tego żelu. Jego zaletą jest praktyczne opakowanie z pompką, dobra wydajność, a przede wszystkim fakt, że jest idealnie dopasowany do wrażliwej skóry. Jego stosowanie nie powoduje podrażnień.



Kilka produktów do pielęgnacji twarzy:

Ziaja naturalne, oliwkowe mleczko do demakijażu oczu i oczyszczania twarzy.
Bardzo dobre mleczko do demakijażu, które poradzi sobie z wodoodpornymi tuszami, podkładem oraz nawet bardzo trwałym eyelinerem. Łatwo usuwa makijaż i nie powoduje podrażnień. Nie polecam dla osób z wrażliwymi oczami, bo jednak nadmiar produktu, jeśli dostanie się do oczu, to lubi powodować dyskomfort. Produkt bardzo wydajny, bo towarzyszył mi ponad miesiąc.

Maseczka typu Sleeping od marki A'pieu w wersji z wyciągiem z drzewa herbacianego.
Kosmetyki koreańskie zyskały ostatnimi czasy bardzo dużą sławę i to moim zdaniem nie bez powodu. Sama chętnie po nie sięgam. Ten produkt ma konsystencję przeźroczystego żelu, który po aplikację na twarz daję efekt kojący. Pomagał mi w walce z problemami skórnymi. Wyciąg z drzewa herbacianego ma właściwości bakteriobójcze i usprawnia proces regeneracyjny naskórka. Zdecydowanie zauważyłam poprawę kondycji skóry twarzy, lepszą jej elastyczność oraz mniejszą skłonność do wyprysków. Cena też nie była wygórowana, bo zapłaciłam za tą maseczkę około 4 $, czyli jakieś niecałe 20 zł już z wliczoną przesyłką.

Olejek z wyciągiem z drzewa herbacianego od Skinfood.
Kolejny produkt, który wspomagał moją twarz w walce z niechcianymi czerwonymi punkcikami. Bardzo polubiłam ten produkt i stosowany punktowo zdecydowanie zmniejszał zaczerwienienia i pomagał w procesie gojenia. Polecam dla osób ze skórą trądzikową.


Maseczki, maski i paski na nos:

Estemedis, regenerująca maska do dłoni.
Kolejny Biedronkowy produkt w tym zestawieniu. Uwielbiam stosowanie silnie regenerujących specyfików do dłoni, które pozwalają w krótkim czasie przywrócić miękkość naszym rączkom. Produkt ten jak najbardziej spełnił moje oczekiwania, bo po niespełna godzinie w masce, a następnie wtarciu produkty w dłonie i kilkugodzinnym śnie moje łapki były jak nowo narodzone. Zdecydowanie polecam.

Maska do stóp marki It's Sikin z limitowanej edycji z postaciami z Ulicy Sezamkowej.
Maska do stóp z podobizną Elmo. Tak jak w przypadku maseczki do dłoni, o której już pisałam, skarpetki mają na sobie ikonki z serduszkami i podobiznami postaci z Ulicy Sezamkowej. Ładny design i przepiękny morelowy zapach sprawiły, że polubiłam ten produkt. Skóra na naszych stopach po zastosowaniu jest widocznie odżywiona i zregenerowana. Polecam szczególnie po wykonaniu peelingu, żeby produkt lepiej się wchłonął.

Maska w płachcie (sheet mask) z Olafem z edycji limitowanej marki the Saem w wersji Grejpfrutowej.
Miałam do czynienia z tym wariantem zapachowym przy użyciu maseczki w płachcie marki Tony Moly z Pokemonowej edycji. Zapach był identyczny, czyli mocno cytrusowy i orzeźwiający. Po zastosowaniu nasza skóra jest widocznie bardziej napięta, ale co do odżywienia miałabym zastrzeżenia. Fajna maseczka, jeśli chodzi o chwilę relaksu i ładnego zapachu, ale zdecydowanie nie nadaje się dla osób wymagających regeneracji cery.

Paski na nos 3 kroki od marki The Face Shop z edycji limitowanej The Simpsons.
Lubię paski na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z powierzchni naszego nosa. Warianty w trzech krokach są moim zdaniem najlepsze. Pierwszy etap polega na otwarciu porów, drugi na wyciągnięciu zanieczyszczeń, a trzeci na łagodzeniu podrażnień i zamknięciu otworów. Jednak ten wariant niespecjalnie się spisał. Bardziej polecam paski w trzech krokach z marki Elizavecca.

Tako Pore One Shot Nose Pack plastry na nos od Tony Moly.
Tutaj przyznaję, że przepadłam, gdy zobaczyłam opakowanie i musiałam je mieć. Zdecydowaną ich przewagą jest innowacyjność połączenia plastrów na nos oraz dole okolice czoła. Bardzo ładnie wyciągają wszystkie zanieczyszczenia. Stosowane w zestawie z bąblową maseczką i stickiem do zaskórników przynoszą naprawdę widoczne rezultaty. Polecam.

Produkty, o których już pisałam w poprzednich denkach:

Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop.
Ostatni z zestawu plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Maseczka w płachcie Missha drzewo herbaciane (Missha Pure Source Cell Sheet Mask Tea Tree).
Skusiły mnie również maseczki marki Missha w promocyjnej cenie. Zestaw pięciu kosztował mnie koło 4,20 $. Wybrałam opcję z drzewem herbacianym. Ostatnio coraz częściej sięgam po kosmetyki, których głównym składnikiem jest wyciąg z tej rośliny. Zauważam, że ma on pozytywne oddziaływanie na moją skórę. Maseczki jednak są przeciętne. Dość cienki materiał nieco utrudnia nałożenie na twarz i lubi w niektórych miejscach najzwyczajniej odstawać. Jednak jeśli chodzi o działanie, to nieco wycisza stany zapalne powstałe na skórze. Więc gdyby tylko wykonanie było nieco solidniejsze, to byłyby to jedne z moich ideałów.


Na koniec produkty z różnych bajek:

Hydrolat z róży damasceńskiej od Mydlarni Cztery Szpaki.
Pierwszy produkt tej marki, który przykuł moją uwagę. Kupiłam go w krakowskim pigmencie i nie żałuję ani grosza wydanego na ten hydrolat. Pierwszy raz miałam styczność z tak uniwersalnym naturalnym kosmetykiem, który pięknie przy tym pachniał. Stosowałam go jako mgiełkę do ciała, włosów i twarzy. Bardzo ładnie odświeża skórę i ją oczyszcza. Minusem jest krótka data ważności, ale przy codziennym stosowaniu spokojnie jesteśmy w stanie zużyć całość produktu. Chętnie sięgnę po inne warianty lub wrócę do tego.

Woda toaletowa It's Wild Playboy.
Nie lubię zapachów od marki Playboy, bo zwykle są zbyt słodkie i intensywne do tego stopnia, że potrafi mnie od nich rozboleć głowa. Jedyny wariant, jaki do tej pory mi odpowiada to panterkowa wersja It's Wild. Zapach nie jest przesłodzony, choć ma w sobie karmelowe nuty. Nie dajcie się zmylić, bo w przypadku żelu pod prysznic jest ona zdecydowanie intensywniejsza. Zapach utrzymuję się kilka godzin.

Cushion z wersji limitowanej "Gdzie jest Nemo" od marki The Saem.
Marka The Saem to jedna z tańszych marek, jeśli chodzi o koreańskie kosmetyki kolorowe. Limitowaną edycją z filmu „Gdzie jest Nemo” trafili moim zdaniem w dziesiątkę. Jestem zadowolona z wszystkich produktów, które kupiłam. Mój pierwszy w całości zużyty cushion. Bardzo dobrze kryjący, z filtrem przeciwsłonecznym, nawilżający skórę. Nie sądziłam, że stosowanie jakiegokolwiek kosmetyku kolorowego może być tak łatwe i nie obciążać naszej skóry. Przy pomocy gąbeczki z zestawu nanosimy produkt i niepotrzebny jest nam beautyblender, by uzyskać pożądany efekt. Rewelacja. Do osób, które nigdy nie używały tego typu produktu, mogę powiedzieć tylko jedno, że musicie to, czym prędzej zmienić. Zastosujecie raz i już nigdy nie sięgniecie po zwykły, drogeryjny podkład.

To już koniec denka z końca 2017 roku. Szykujcie się na kolejne już niebawem. Będzie ono obejmować pierwszy kwartał 2018. Mam nadzieję, że nieco pomogłam Wam w drogeryjnych dylematach. Jeśli stosowałyście którykolwiek z produktów z powyższego denka będzie mi bardzo miło, jeżeli wypowiecie się na jego temat w komentarzu. Który kosmetyk szczególnie przykuł Waszą uwagę?
NOWOŚCI W KOSMETYCZCE - LIPIEC 2017.

sierpnia 26, 2017

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE - LIPIEC 2017.

Kolejne nowości w mojej kosmetyczce, tym razem lipcowe. Znów zaszalałam, ale nie żałuję ani jednego zakupu. Niektóre rzeczy były w atrakcyjnej cenie, inne w promocji, a jeszcze inne dostałam. Posty z denkiem czerwcowym oraz lipcowym do końca tego tygodnia pojawią się na blogu. Nie myślcie, że tylko kupuję i kosmetyki stoją ładnie na półce, część z nich pomału zużywam.


Ogromne zamówienie kosmetyczne z mojadrogeria.eu obejmowało takie produkty jak:
  • Balea balsam do ciała Fescher Flaming 
  • Balea żel pod prysznic Sweet Wonderland 
  • Balea deo bodyspray limonka guarana 
  • Balea mydło w płynie Kichernder Kakadu 
  • Balea szampon Trendiger Tukan 
  • Elkos żel pod prysznic trawa cytrynowa & limonka 
  • Elkos żel pod prysznic mango & ananas 
  • Balea żel pod prysznic Mystic Fantasy 
  • Balea żel pod prysznic granata i kwiat brzoskwini 
  • Balea żel pod prysznic VIVA CUBA 
  • Elkos żel pod prysznic jednorożec 
  • Balea żel pod prysznic Bahamas Dream 
  • Balea żel pod prysznic BYE BYE UNICORN 
  • Dusch Das żel pod prysznic Fruit & Creamy 
  • Dusch Das żel pod prysznic magnolia
  • Elkos żel do kąpieli + szampon dla dzieci różowy
  • Elkos żel do kąpieli + szampon dla dzieci niebieski
  • Balea żel pod prysznic słodka pokusa
  • Balea olejek do kapieli makadamia i miód 
  • Balea peeling do kąpieli pomarańcz mięta 
  • Balea żel pod prysznic Fresh Smoothie 

Jak już pewnie zauważyliście po poprzednich postach uwielbiam Baleę. tym razem skusiłam się również na żele marki Dusch Das oraz Elkos. Zobaczymy jak się spiszą.


nowościach kosmetycznych czerwca mogliście zobaczyć część kolekcji z papugami od marki Balea. Zamówienie z mojadrogeria.eu uzupełniło kolekcję i tak prezentuje się ona w całości. Zestaw składa się z żelu pod prysznic, szamponu, mydła do rąk, balsamu do ciała, pianki do golenia, balsamu do rąk oraz dezodorantu. 


Oto zawartość cudownej paczki, którą otrzymałam od LoveAne z serwisu DressCloud.
W środku znalazłam:
  • Miodową maseczkę w płachcie
  • Marchewkowy krem do rąk marki Venus
  • Jagodową kostkę do kąpieli Sephora
  • Dwie próbki marki Indygo, czyli balsam do ciała oraz krem do rąk
  • Odżywkę do włosów John Masters Organics
Dodatkowo otrzymałam piękny list. Mam nadzieję, że to początek wspaniałej znajomości.


Kolejną nowością kosmetyczną, która dotarła do mnie w lipcu, jest linia kosmetyków hipoalergicznych marki Joanna.
Znajdziemy w niej 3 produkty, czyli szampon, balsam oraz żel pod prysznic. Nie ukrywam, że oprócz niektórych marek kosmetycznych bardzo rzadko miewam alergię na jakiekolwiek kosmetyki. Wyjątkiem są jedynie szampony, na których składy muszę uważać, bo moja skóra głowy jest bardzo kapryśna i wybredna. Rozpoczynam testy i dam znać jak się sprawują.


Nowa dostawa maseczek! Tym razem w skład paczki wchodziły:
The Face Shop Disney Mickey Never Aging 
The Face Shop Disney Winnie The Pooh Honey Pot
Mamonde Floral Hydro Aqua Gel Mask Narcissus Water Holding System 

Za wszystkie trzy zapłaciłam 3,77 $, ale widziałam, że sprzedawca już podniósł ceny.


Ciąg dalszy maseczek oraz przeuroczy Tint do ust, którego mogliście już podziwiać na moim Instagramie.

Laviens x Disney Frozen Anna Skincare Purifying & Brightening 
Laviens x Disney Frozen Olaf Skincare Intensive Hydrating Facial
Laviens x Disney Frozen Elsa Skincare Revitalizing & Refreshing 
ETUDE HOUSE Dear Darling Water Gel w odcieniu PK004
A'Pieu Pure Medic balsam z prowitaminą B5.


Na zakupach w Biedronce wypatrzyłam kosmetyki przeznaczone dla dzieci marki Marion. Ładne opakowania i cudowne zapachy niemalże zmusiły mnie do zakupu. Tym razem do mojego koszyka trafiły: Glutoretka do mycia o zapachu Jagodowej Muffinki, Spray ułatwiający rozczesywanie oraz krem na niesforne kosmyki. 


Czarne maseczki w płachcie od Sexy Look z podobiznami księżniczek z Disneya.
Działanie ich jest różne. W zależności od charakteru na opakowaniu mają za zadanie:
Bella - Naprawianie 
Ariel - Nawilżanie
Królewna Śnieżka - Wybielanie
Kopciuszek - Przeciwzmarszczkowe oraz ujędrniające


Na koniec wisienka na torcie, czyli nowości od Drogerii Natura. Tym razem marki Sensique, My Secret oraz KOBO Professional tym razem rozpieszczają nas za pomocą:
My Secret NEON COLOR NAIL POLISH – edycja limitowana (5 odcieni)
Sensique CREATIVE EYESHADOWS (dostępne w dwóch nowych odcieniach: 141 Caramel Cake i 142 Chocolate Dessert)
KOBO Professional MODELING ILLUMINATOR with Tens’up

Jak podobają się Wam moje nowości? Co chciałybyście, by również znalazło się w Waszych kosmetyczkach?
Nowości w kosmetyczce - maj 2017.

lipca 04, 2017

Nowości w kosmetyczce - maj 2017.

Już wiecie jakie kosmetyki zostały zużyte w maju, a teraz przedstawiam Wam produkty, o jakie powiększyła się moja kosmetyczka. Jest tego trochę, ale jak obojętnie przejść koło takich cudowności? Muszę koniecznie zacząć być bardziej asertywna, bo moja wishlista mimo kupionych produktów, zamiast się pomniejszać to rośnie w oczach.


Najcudowniejsza z paczek jaka przyszła w maju to zdecydowanie przesyłka ze sklepu internetowego koreadepart, a w niej urocza kolekcja marki It's Skin The Sesam Street. Ulicę Sezamkową bardzo lubiłam jako dziecko i widać nie uległo to diametralnej zmianie. 

Zawartość paczki:
Power 10 Formula Effector Essence VC Effector (serum z witaminą C)
Sesame Street Foot Mask (maska do stóp)
Sesame Street Hand Mask (maska na dłonie)
Sesame street Macaron Lip Balm Truskawkowa Abby (truskawkowy balsam do ust)
Marcaron Sugar Cushion 15g - Light Vanilla (cushion, czyli płynny podkład w poduszeczce)
Skin Marcaron Sugar Base Mint Chou (baza pod makijaż)

Maseczki płachcie, jakie tam znalazłam:
Elmo, Oscar, Ciasteczkowy potwór, Wielki Ptak
The Oozoo - Black Space Pore Caring Mask


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć gratisy, jakie otrzymałam do zamówienia z kolekcją sezamkową od it's skin. 
Nie ma ich zbyt wiele jak na paczkę za niemalże 50 $, ale zawsze coś i takie niespodzianki sprawiają mi niemałą radość.

Na gratisy składały się:
Mizon - peeling cytrynowy
Heynature - Rozjaśniająca maseczka w płachcie
Etude House - Głęboko nawilżający krem do twarzy
Blithe - Nawilżające serum


Kolejne trzy paczki z prosto z Azji, które dotarły do mnie za pośrednictwem serwisu Ebay. Znalazłam w nich:
Baza pod cienie - Etude House Proof 10 Eye Primer 
Maseczka w płachcie -TONYMOLY Pikachu Moisture Mask Sheet (Pokemon Edition) 
Zestaw pięciu maseczek w płachcie - Missha Pure Source Cell Sheet Mask 5 Sheets
Kremy do rąk z Pokemonowej edycji od Tony Moly:
Pikachu - waniliowy
Bulbasaur - zielona herbata
Togepi - cytryna
Squirtle - kwiat lotosu
Fairy - Grejpfrut


To zdjęcie przedstawia pójście po produkty pierwszej potrzeby jak chleb, mleko, masło do Biedronki. Zakupy skończyły się jak zwykle pełną siatą smakołyków, a i bez kosmetyków się nie odbyło. Dział dla dzieci zawsze przykuwa moją uwagę. Zdecydowałam się na dwa produkty. Pierwszym z nich jest żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 Trolls Poppy. Świetnie, truskawkowo pachnie. Drugim kosmetykiem jest natomiast delikatna pianka do mycia o zapachu gumy balonowej. Zamierzam jej używać jako mydła do rąk.  Za całość zapłaciłam ok. 15 zł.


5 odcieni lakierów marki EvoNails. Znajdziecie je tutaj:

Wybrałam takie kolory jak:
214 - Crazy aurora
77 - quaint black
120 - Coffee
137 - Cotton candy
162 - Tiffany

Swatche niebawem na blogu, więc wypatrujcie.


Ostatnio mam straszny problem z miejscowymi zapaleniami skórnymi i nic nie mogę na to poradzić. Postanowiłam wytoczyć wojnę moim tzw. pryszczom i zakupiłam olejek z drzewa herbacianego marki skinfood do stosowania miejscowego. Trzymajcie w kciuki, by uspokoił mi nieco twarz i bym mogła cieszyć się ładną twarzą. 
Skinfood Tea Tree Spot Oil Kit - 8,31 $ - ebay


Zestaw 10 pędzli Unicorn w kolorze Rose Gold. Przyjemne, delikatne włosie, idealnie wykonuje się nimi makijaż. Zobaczymy, jak będzie po praniu. Jedynie tego się boję.
W cenie 9 $ mamy pięknie wyglądający, dobrze spełniający swoje zadanie zestaw pędzli do makijażu. Kupione na ebay'u.
10pcs Pro Unicorn Face Eyeliner Brush Thread Cosmetic Make Up Flat Brushes Sets - ebay


3 kosmetyczki, które można wykorzystać również jako piórniki. 
Przeurocze opakowania mi jednak posłużą jako podróżna kosmetyczka, opakowanie na kosmetyki na usta i kredki do oczu.
Wybrałam trzy motywy: Blue stitch, Totoro, Yellow duck.
Każda z nich kosztowała 1,22 $. Kupione na ebayu.


Nowości prosto z Drogerie Natura. Co tym razem proponują nam marki Sensique, KOBO Professional oraz My Secret?:
KOBO Professional Anti Redness Make-up primer
KOBO Professional Pearly Cream Eye Shadow w 4 kolorach: 01 Soft Peach, 02 Aqua Blue, 03 Copper, 04 Champagne
KOBO Professional Matte Lips Lipstick w pięciu kolorach: 421 Mandarine, 422 Raspberry Kiss, 423 Lechee Tree, 424 Night Butterfly, 425 Glass of Wine
KOBO Professional Pearly Blush Palette
My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palette w trzech kompozycjach kolorystycznych: Magical Girl, Tropical Romance, Naked Beauty
My Secret Design Your Eyebrow Color Wax dostępny w dwóch odcieniach
My Secret Design Your Eyebrow Gel Mascara


Ciąg dalszy nowości z Drogerii Natura:
My Secret Glam & Shine Eye Shadow (6 kolorów)
My Secret Design Your Eyebrow (kredka do brwi)
My Secret Cosmic Effect Mascara
Sensique CC Cream Hydrating Colour Correcting (4 odcienie)
Sensique Strobe Lighting Pearls
My Secret I Love Matte Lips 2in1 (7 kolorów)
My Secret Posh Girl VoumeMascara
My Secret Contouring Stick with Sponge


Lakiery do paznokci marki Sensique, które również znajdziecie jedynie w Drogeriach Natura. W serii dostępnych jest siedem kolorów i żelowy TOP: 01 TOP, 02 VIBRANT PINK, 03 FUCHSIA PINK, 04 VIVID RED, 05 SHOCKING CORAL, 06 CORAL REEF, 07 INNOCENT PEACH, 08 DOVE GRAY.


Na koniec jak zwykle masa próbek, które otrzymałam wraz z azjatyckimi zamówieniami. Mam nadzieję, że ta praktyka wejdzie w nawyk również polskim sprzedawcom.

Jak podobają się Wam moje nabytki maja? O jakie ciekawe produkty powiększyły się Wasze kosmetyczki w ostatnim czasie?
Denko kwiecień 2017.

maja 11, 2017

Denko kwiecień 2017.


Po nowościach w mojej kosmetyczce w kwietniu nadszedł czas, by przedstawić, o jakie produkty pomniejszyło się już moje, spore zaplecze kosmetyczne. Nie ma tego niestety wiele. Dokładnie mamy 8 pełnowymiarowych produktów, 9 maseczek i 3 próbki. Jednak wiem, że maj będzie zdecydowanie bardziej owocny w zużycia, bo już mam odłożone kilka pustych opakowań.


Nie wyobrażam sobie braku w mojej kosmetyczce suchych szamponów marki Batiste. Od momentu, kiedy na stałe weszły w asortyment drogerii, zawsze mam jeden pod ręką. To chyba szóste zużyte opakowanie. Ostatnio skończyłam wersję Bare Natural & Light Dry Shampoo. Bardzo przyjemny, delikatny zapach. Tak jak w przypadku innych suchych szamponów marki produkt działa bezbłędnie. Używamy, tak samo jak lakieru do włosów, czyli trzymając spray w odpowiedniej odległości od naszej głowy, psikamy nieświeże włosy. Ja zawsze jeszcze lekko przecieram je suchym ręcznikiem, a na koniec dokładnie wyczesuje.

Kolejnym z produktów przeznaczonym do pielęgnacji włosów jest balsam myjący do włosów z betuliną od marki Sylveco. Produkt jest bardzo wydajny i dobrze myje włosy. Trzeba się jednak trochę namęczyć z jego pienieniem. Jest idealny dla osób z wrażliwą skórą głowy, bo zawiera jedynie naturalne składniki. Jednak przed jego zakupem powąchajcie balsam, bo niestety, ale zapach jest bardzo intensywny i ja musiałam się do niego długo przyzwyczajać.

Ostatnim sprzymierzeńcem w walce o moje piękne i zdrowe włosy jest mini szampon marki KLORANE, czyli szampon na bazie chininy i witamin B. Do kupienia w aptece Amica. Produkt jest bardzo gęsty i wydajny, bo taką buteleczką głowę umyłam około ośmiu razy. Pachnie ziołowo, ale nie intensywnie. Dobrze się pieni i nie podrażnia naszej skóry głowy. Po stosowaniu moje włosy były przyjemniejsze w dotyku i bardziej błyszczące. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania.


Po raz kolejny w moim denku możecie spotkać żel pod prysznic marki Isana. Tak jak wcześniej wspominałam, jestem ich fanką, bo są tanie, dobre i wydajne. W zeszłym miesiącu do kosza trafiła koala w tym miś panda o owocowym zapachu. Produkt ładnie się pieni, dobrze rozprowadza i nie wysusza skóry. Jedynym minusem jest fakt, że po kąpieli nie czuć już truskawkowej woni, ale i tak zwykle po prysznicu sięgam po balsam do ciała, więc dla mnie nie ma to większego znaczenia.

Zużycia obejmowały dwa pełnowymiarowe produkty marki Balea, czyli mydło w płynie sensitiv z aloesem oraz peeling do ciała jagody i magnolia. Tę niemiecką markę odkryłam kilka miesięcy temu dzięki dziewczynom z portalu urodowego DressCloud i od tamtej pory wiem, że na prawdę warto sięgać po produkty tej firmy. Można ją nieco porównać do wspomnianej już wcześniej Isany, ale opakowania i gama zapachowa jest o wiele bardziej urozmaicona. Wkład do mydła o aloesowym zapachu sprawdził się bardzo dobrze. Ładnie usuwa brud, dobrze się pieni, przyjemnie i delikatnie pachnie i jest wydajny. Dodatkowo dba o nawilżenie naszych dłoni. W zapachu peelingu do ciała byłam zakochana od pierwszego użycia silna nuta zapachowa magnolii i delikatne jagodowe akcenty uprzyjemniały mi prysznic przez ponad miesiąc. Można nieco porównać go do delikatniejszej wersji peelingu typowo cukrowego, który dobrze złuszcza martwy naskórek. Przy codziennym stosowaniu starczył mi na około 1,5 miesiąca, więc jest wydajny. Do jego minusów jednak zaliczyłabym zamknięcie opakowania, bo dwa razy złamałam na nim paznokieć, zanim doszłam do tego, jak skutecznie otwierać ten produkt.


Nie wiem, jak to się stało, ale schowałam do szafki z kosmetykami krem do rąk naszej rodzimej marki Vianek i o nim kompletnie zapomniałam. Jego recenzję publikowałam już na blogu i wiecie, że byłam z niego bardzo zadowolona. Jednak moja kolekcja kosmetyków pielęgnacyjnych do dłoni rozrasta się w takim tempie, że nie wiem, czy w najbliższym czasie zakupię ten sam lub podobny produkt. Obecnie testuję całą kolekcję pokemonową od Tony Moly i już mam upatrzone kolejne azjatyckie kremy do rąk, więc oby więcej zużyć w tej kategorii, bo wtedy z czystym sumieniem można nabywać nowości. Kolejną zachomikowaną resztką był kolejny krem z ziaji z serii liście manuka. Więcej o nim znajdziecie w poprzednim denku. Ostatnim z prezentowanych kosmetyków jest tusz do rzęs marki KOBO Professional - Ideal Volume, który już resztkami sił towarzyszył mi w kwietniu. Produkt cechuje mocna, czarna pigmentacja. Sprawia on, że nasze rzęsy są mocno pogrubione, więc kobiety, które stawiają na wydłużenie, nie będą z niego zadowolone. Polecam jako maskarę do zwykłych, dziennych makijaży.


W tym miesiącu dotarło do mnie kilka maseczek w płachcie, które na stałe wprowadziłam do swoich rytuałów pielęgnacyjnych. Dodatkowo zużyłam dwie gratisowe próbki, które dotarły do mnie wraz z zamówieniami. Muszę sukcesywnie testować, co mi tu dorzucają do przesyłek, bo koszyczek z próbkami pomału się przepełnia. Zużyłam wszystkie maseczki marki Balea i szczerze powiedziawszy, stawiam na koreańskie cuda.

Maseczki i próbki:

Recenzje maseczek Balea (melonowa i z minerałami z morza martwego) znajdziecie w poprzednim denku.

BALEA Maseczka biała herbata i wiśnia
Cudownie pachnący specyfik. Powiem szczerze, że chętnie zaopatrzyłabym się w balsam do ciała o takich właśnie zapachu. Maseczka ma kremowo-żelową konsystencję, czyli taką jak w przypadku melonowej. Po zmyciu skóra jest widocznie napięta i odżywiona.

Tony Moly Pokemonowa edycja maseczka w płachcie Charmander - Rozjaśnianie
Dobrze dopasowana maseczka w płachcie o cudownym grejpfrutowym zapachu. Ma za zadanie rozjaśnić naszą cerę. Po ściągnięciu jej z twarzy mamy uczucie głębokiego nawilżenia i cera jest bardziej promienna. Maseczka jest dobrze dopasowana, a nadmiar esencji spokojnie starcza nam na pokrycie szyi.

Tony Moly Pokemonowa edycja maseczka w płachcie Meowth - Odżywianie
Pokemonowy kot kryje w sobie odżywiającą maseczkę w płachcie o słodkim, waniliowym zapachu. Przez moment drażnił mnie ten zapach, bo nie jestem jego fanką, ale po chwili się przyzwyczaiłam i oddałam relaksowi.  Skóra widocznie odżywiona i bardzo gładka po aplikacji.

Sexy Look Maseczki w płachcie ze złymi charakterami
Na temat tych maseczek w najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać post. Jestem z nich bardzo zadowolona. Czarne charaktery też mogą być pomocne w walce o ładną skórę, choć same podobizny na opakowaniach o tym nie świadczą.

MAKE P:REM próbka żelu do mycia twarzy
Bardzo dobrze pieniący się kosmetyk. Dokładnie oczyszcza naszą skórę i przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Ma neutralny zapach i jedną saszetką byłam w stanie pokryć pianą całą twarz. Sądzę, że pełnowymiarowe opakowanie jest bardzo wydajne.

PURITO Pure Hyaluronic ACID 90 Serum
Moja pierwsza i z pewnością nie ostatnia styczność z kosmetykiem na bazie kwasów. Esencję nałożyłam na noc i przyznam, że po przebudzeniu moja skóra wyglądała naprawdę świeżo i żaden nowy, nieproszony gość nie pojawił się na mojej twarzy, a ostatnio często mi się to zdarza. Spowodowane jest to głównie przez niewłaściwą dietę, przemęczenie oraz stres. Mam nadzieję, że sytuacja ulegnie szybko poprawie. Rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania tego serum.

Tyle z mojego denka, a jak u Was minął kwiecień? Chętnie poczytam o tym, co udało się Wam zużyć w zeszłym miesiącu.

Recenzja: Tony Moly - Banana Lip Balm.

kwietnia 17, 2017

Recenzja: Tony Moly - Banana Lip Balm.



Firmę Tony Moly zna każda kobieta, która, choć od czasu do czasu odwiedza Sephorę. Nie sposób oprzeć się uroczym opakowaniom, które wręcz zdobią drogeryjne półki. Na moim blogu mogłyście już przeczytać o kilku produktach tej firmy:

      Dziś słów kilka na temat balsamu do ust zamkniętym w małym bananie. Po pierwsze kosmetyk znajduje się na breloczku, który możecie przyczepić do kluczy lub telefonu. Jest niewielkich rozmiarów, co znaczy jedynie tyle, że może towarzyszyć Wam wszędzie. Jednak jest i druga strona medalu, a mianowicie fakt, że produktu nie znajduje się wiele w opakowaniu. Konsystencja przypomina nieco masełko do ust, które dość szybko się wchłania, lecz następuje to po nałożeniu jedynie niewielkiej ilości produktu. Jak przesadzimy z grubą warstwą, to nie zostanie on wchłonięta i pozostawi tłustą maź na naszych wargach, więc tutaj musimy uważać.


      Produkt delikatnie pachnie bananem. Zapach jednak nie jest tak intensywny, jak w przypadku kremu do rąk z tej serii. Ładnie nawilża i widocznie odżywia skórę ust. Możemy śmiało stosować go jako produkt pielęgnacyjny, a nie jedynie w formie gadżetu. Po regularnym stosowaniu wszystkim suchym skórką mówimy zdecydowane „Do widzenia” i śmiało możemy sięgać po matowe pomadki. Jeśli chodzi o wydajność, to jest ona dobra jak na taką pojemność, bo 7 g jest w stanie posłużyć nam przez cały miesiąc codziennego użytkowania. Jego cena jest dość wysoka, bo wynosi ona 35 zł, ale myślę, że warto, bo nie płacimy jedynie za ładne opakowanie, ale również za warty uwagi produkt skrywany w środku. Osobiście mówię mu zdecydowane tak i zabieram się do testowania pozostałych balsamów do ust tej marki w mojej kosmetyczce, czyli wisienki i małej pandy.

      Któraś z Was już używała lub skusiłaby się na nieco owocowe nuty w swojej pielęgnacji?
      Edycje limitowane marek KOBO Professional i My Secret w drogeriach Natura - wiosna 2017.

      kwietnia 14, 2017

      Edycje limitowane marek KOBO Professional i My Secret w drogeriach Natura - wiosna 2017.


      Edycje limitowane marek KOBO Professional i My Secret w drogeriach Natura
      Marki Kobo Professional i My Secret rozszerzają swój asortyment o kolejne nowości kosmetyczne, które pozwolą na wykreowanie trwałego, matowego makijażu, z domieszką nasyconych wiosennych barw. Dostępna w nowej ofercie baza pod makijaż zneutralizuje niedoskonałości twarzy, a wodoodporne cienie w woskowym kremie zapewnią długotrwałe krycie na powiekach. Do uzupełnienia makijażu o delikatny naturalny rumieniec dobrze sprawdzi się paleta trzech odcieni róży, a matowe pomadki KOBO w pięciu nowych kolorach pozwolą na wyraziste
      podkreślenie ust. Wszystkie nowości dostępne są wyłącznie w drogeriach Natura oraz na www.drogerienatura.pl.



      KOBO Professional Anti Redness Make-up primer
      Baza pod makijaż, która neutralizuje popękane naczynka, cienie pod oczami oraz zaczerwienienia. Zielony odcień wyrównuje koloryt cery poprzez rozjaśnienie niedoskonałości i ich optyczne rozmycie, pozostając jednocześnie niewidoczny na skórze. Baza sprawia, że cera staje się aksamitna i matowa. Przeznaczona do stosowania miejscowo pod podkład.
      Pojemność: 20 ml
      Cena: 19,99 zł



      KOBO Professional Pearly Cream Eye Shadow
      Wodoodporny perłowy cień w woskowym kremie. Formuła wzbogacona o witaminę E oraz nawilżający ester z ziaren moreli, zapewnia długotrwałe przyleganie cieni do powiek. Dostępne w 4 kolorach: 01 Soft Peach, 02 Aqua Blue, 03 Copper, 04 Champagne.
      Waga: 6 g
      Cena: 17,99 zł



      KOBO Professional Matte Lips Lipstick
      Pomadka, która zapewnia ustom matowe wykończenie i pełne nasycenie kolorem. Równomiernie się nakłada oraz długo utrzymuje na ustach. Połączenie specjalnie dobranych polimerów oraz składników aktywnych pozwala ustom utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, jędrności oraz wygładzenia. Dostępne w pięciu kolorach: 421 Mandarine, 422 Raspberry Kiss, 423 Lechee Tree, 424 Night Butterfly, 425 Glass of Wine.
      Waga: 4,5 g
      Cena: 16,99 zł


      KOBO Professional Pearly Blush Palette
      Paleta trzech harmonijnie dobranych odcieni perłowych róży. Pozwalają na wyraziste podkreślenie kości policzkowych, dodając twarzy młodzieńczego i zdrowego wyglądu. Łatwo rozprowadzają się na policzkach, imitując naturalny rumieniec.
      Waga: 10 g
      Cena: 24,99 zł



      My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palette
      Paleta cieni do wykreowania makijażu dziennego, jak również wieczorowego, w bardziej zdecydowanym stylu. Jedwabista, silikonowo mineralna formuła ułatwia aplikację. Cienie znakomicie przylegają do powieki i zachowują trwałość przez długi czas. Są hipoalergiczne. Dostępne w trzech kompozycjach kolorystycznych: Magical Girl, Tropical Romance, Naked Beauty.
      Waga: 5,4 g
      Cena: 16,99 zł

      Jak podobają się Wam wiosenne nowości? Co chętnie przygarnęłybyście do swoich kosmetyczek?
      Copyright © Lifestyle by Ladyflower , Blogger