16:40:00

Denko maj 2017.


Trochę późno, ale jak to się zwykło mówić "lepiej późno niż wcale". Przyznam szczerzę, że w maju jestem dumna ze swoich zużyć. Jak na jeden miesiąc jest ich dużo i nie czuję się winna z zakupów, które odbyły się w maju, a było ich sporo. Zdjęcie powyżej mówi same za siebie. Wiem, że pewnie część z Was oceni to jako normalne denko, a nawet całkiem małe, ale od dłuższego czasu borykałam się z problemem jedynie magazynowania kosmetyków, używania ich kilka razy i porzucania, więc teraz jak zdołałam odłożyć do swojego magicznego koszyczka wszelkie puste opakowania, sprawia mi to satysfakcję. Udało mi się zużyć 10 pełnowymiarowych produktów, 4 maseczki oraz 5 próbek.


Zacznijmy od produktów do rąk. W maju skończyłam dwa mydła, jedno z Isany drugie natomiast z Lindy oraz krem w kształcie uroczej Pandy z Tony Moly. Powiem szczerze, że zdecydowanie przy wizycie w Rossmannie będę musiała nabyć żel pod prysznic z Isany z serii podróże, bo mydło sprawdziło się bardzo dobrze. Ładny zapach, dobra wydajność i do tego idealna moim zdaniem konsystencja. Dodatkowo nie miałam problemu z wysuszonymi dłońmi podczas używania preparatu. Mydło marki Linda, które znajdziecie w Biedronce, też spisało się na medal. Tutaj bardzo na plus jest cytrusowy, orzeźwiający zapach i konsystencja lekkiego balsamu. Oba mydła serdecznie Wam polecam. Krem do rąk marki Tony Moly, czyli Panda's Dream White Hand Cream znajdziecie stacjonarnie w Sephorze, a online w prawie wszystkich sklepach z kosmetykami azjatyckimi. Czytelniczki na bieżąco śledzące mojego bloga wiedzą, że produkt ten był już dokładnie przeze mnie recenzowany a te, które znają mnie od niedawna, zapraszam do linku z opinią. W skrócie jest to uroczy stworek, a niego wnętrzu znajdziemy bardzo dobry krem nawilżający, który moim zdaniem zdecydowanie lepiej sprawdzi się lepiej latem niż zimą ze względu na swoją lekką konsystencję. 


Kolej na preparaty, które sprawiają, że pachniemy jak owoce. Mgiełka do ciała marki White Swan o zapachu czerwonych jagód. Najbardziej wyczuwalną nutą jest truskawka. Odświeża, a zapach utrzymuje się przez kilka godzin. Produkt jest wydajny. Zużycie go trwało jakieś 3 miesiące przy prawie codziennym używaniu. Balsam od Dairy fun sprawi, że będziesz pachnieć jak jagodowa babeczka. Nie jest to typowy, owocowy zapach. Określiłabym go raczej jako cukierkowy z wyczuwalną jagodową nutą. Dobrze i szybko się wchłania, pozostawiając naszą skórę nawilżoną. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do tego produktu to jego mało apetyczny siny kolor, ale po dokładnym rozsmarowaniu nie jest to zauważalne. Ostatnim z owocowych specyfików jest balsam do ciała marki Joanna z serii Sensual z proteinami jedwabiu, który moim zdaniem ma delikatny zapach brzoskwini. Jeden z lepszych balsamów, jakie dane mi było ostatnio używać. Więcej o tym produkcie znajdziecie w poście na temat całej linii Sensual.


Produkty, które ostatnio towarzyszyły mi pod prysznicem. Żel pod prysznic marki Isana, który pięknie, jeżynowo pachnie, dodatkowo dobrze się pieni i jest wydajny. Jak już wiecie z poprzednich denek, uwielbiam tę markę i nie zamierzam z niej rezygnować. Kolejnym produktem jest żel pod prysznic marki Balea z uroczym jednorożcem na opakowaniu. Pachnie on dla mnie maślanymi ciasteczkami, wydaje mi się, że ta opcja była nieco za słodka dla mnie, bo jestem bardziej fanką świeżych i owocowych zapachów, ale obok tego konika nie mogłam przejść obojętnie. Wydajność jest dobra i dobrze myje ciało. Żele tej marki proponuje Wam wypróbować, a już szczególnie osobom, które mają dostęp do DM. Tam można nabyć te żele w cenie około 1 euro. Ostatnim już produktem z tej kategorii jest moim zdaniem wisienka na torcie, czyli peeling myjący marki Perfecta z serii Natura effect. Kosmetyk ten zdobył sobie moją sympatię głównie dzięki zapachowi. Połączenie śliwki i wanilii dają oszałamiający efekt, a dodatkowo jego woń dość długo utrzymuje się na skórze. Jedyne moje zastrzeżenie to fakt, że wydajność jest bardzo słaba. Peeling ładnie złuszcza martwy naskórek i pomaga w utrzymaniu naszej skóry w dobrej kondycji.


Ostatnim z pełnowymiarowych produktów, które sięgnęły dna, jest pianka do oczyszczania twarzy z aloesem marki Holika Holika. Kupiłam ją na promocji w Drogerii Pigment. Dobrze się pieni i ładnie oczyszcza twarz. Jednak używając jej, musimy równocześnie stosować mocno nawilżające kremy, bo żel lekko przesusza skórę. Ma bardzo przyjemny, świeży zapach. Produkt jest wydajny, bo używając go niemalże codziennie, wytrzymał około 3 miesięcy. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by oczyścić całą twarz. Najgorsze jednak jest wydobywanie produktu z opakowania pod koniec jego użytkowania. Plastik popękał i żel zaczął wyciekać bokami. To sprawiło, że już zdecydowanie nie zakupię tego produktu ponownie. Aloesowi mówię zdecydowane tak, ale spróbuję kosmetyków innej firmy.


Maseczki:

Maseczka w płachcie z Pokemonowej edycji od Tony Moly (Pikachu Moisture Mask Sheet)
Maseczka o delikatny zapachu. Na szczęście nie ma słodkiej, miodowej woni, bo tego się obawiałam. Raczej nie przepadam za dłuższym wdychaniem słodkich, mdłych zapachów. Ma za zadanie nawilżyć i odżywić naszą skórę. Po aplikacji nasza skóra jest widocznie odżywiona, a nadmiar pozostały po aplikacji, trzeba dokładnie wetrzeć w skórę. Prawie całość esencji została przyswojona przez moją twarz. Dobre nasączenie sprawia, że pozostałościami w uroczym opakowaniu możemy potraktować spokojnie jeszcze całą szyję. Maseczka jest gładka, nie ma żadnych motywów na sobie, a szkoda, bo chciałabym na moment być Pikachu. Koszt tej przyjemności z przesyłką to 1,5 $, więc jak na ten typ kosmetyku to całkiem niska cena. Zakupiona na ebayu.


Maseczka w płachcie z Pokemonowej edycji od Tony Moly Pikachu -Miód- Nawilżanie (TONY MOLY Pokemon Mask Sheet) 
Tak jak w przypadku poprzedniej maseczki bardzo delikatny zapach, tym razem nieco bardziej wyczuwalna woń plastrów miodu. Esencja jest dość mocno żelowa, a cała maseczka dość gruba, ale bardzo ładnie przylegająca do twarzy. Ogólnie całą serię tych Pokemonowych maseczek oceniam na plus. Urocze opakowania skrywają w sobie produkty naprawdę dobrej jakości. Koszt jednej maseczki to około 2 $. Zakupiona w zestawie na ebayu.

Maseczka w płachcie Missha drzewo herbaciane (Missha Pure Source Cell Sheet Mask Tea Tree) x 2
Skusiły mnie również maseczki marki Missha w promocyjnej cenie. Zestaw pięciu kosztował mnie koło 4,20 $. Wybrałam opcję z drzewem herbacianym. Ostatnio coraz częściej sięgam po kosmetyki, których głównym składnikiem jest wyciąg z tej rośliny. Zauważam, że ma on pozytywne oddziaływanie na moją skórę. Maseczki jednak są przeciętne. Dość cienki materiał nieco utrudnia nałożenie na twarz i lubi w niektórych miejscach najzwyczajniej odstawać. Jednak jeśli chodzi o działanie, to nieco wycisza stany zapalne powstałe na skórze. Więc, gdyby tylko wykonanie było nieco solidniejsze, to byłyby to jedne z moich ideałów.

Próbki:
Tony Moly serum z czarną herbatą (Tony Moly The Black Tea Serum)
Tony LAB Ac Control Acne Foam Cleanser
Benton Aloe Propolis Soothig Gel

Tony Moly krem pod oczy z czarną herbatą (London Classic Eye Cream)

Używałyście tych produktów? Może posiadacie własne opinie na ich temat?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentowanie postów.
Komentarze obraźliwe będą od razu usuwane.
Jeśli zadałaś pytanie sprawdź odpowiedź pod postem pod którym je zadałaś :)

Copyright © 2016 Lifestyle by Ladyflower. , Blogger