Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Kącik czytelniczy: "Niewyjaśnione tajemnice" Joel Levy.

maja 07, 2019

Kącik czytelniczy: "Niewyjaśnione tajemnice" Joel Levy.

“Niewyjaśnione tajemnice”. Kto z nas o nich nie słyszał? Z pewnością wiele miejsc, rzeczy i zdarzeń omówionych na stronach tej publikacji kojarzycie. Zagadki, które od wieków nurtują uczonych, niektórym spędzają sen z powiek. Nawet przy cudach dzisiejszej techniki są nie do wyjaśnienia, a rozwiązania tych problemów możemy jedynie się domyślać.



Książka jest podzielona na kolejne części: tajemnicze miejsca, tajemnicze zdarzenia, dziwne doniesienia oraz zagadkowe artefakty. Najbardziej fascynował mnie rozdział dotyczący budowli. Nigdy do końca nie dowiem się jak powstały budynki, które po dziś dzień zachwycają rzemiosłem i kunsztem, które były znane przed narodzinami Chrystusa. Jak ludzie bez obecnej techniki byli w stanie pracą własnych rąk transportować wielkie, kamienne bloki i tworzyć coś tak niezwykłego.

Teorii spisowych, kierunków nauk powstało mnóstwo. Niektóre z nich po dziś dzień starają się wyjaśnić zagadki. Nie sądzę, by udało im się to w pełni. Mogą jedynie dumać i wysnuwać domysły, które mimo naukowych tez nie będą w pełni odzwierciedlać prawdy.

Człowiek od zawsze starał się wszystko wyjaśnić i dokładnie zgłębić. Jednak upływ czasu i wielkość, różnorodność naszej planety, a także wielokulturowość uniemożliwiają to. Czasem to, co nieodgadnione jest jeszcze piękniejsze przez ten pierwiastek tajemniczości. Może niech tak zostanie?

Kącik czytelniczy: „Pocałunek kata” Mons Kallentoft.

maja 06, 2019

Kącik czytelniczy: „Pocałunek kata” Mons Kallentoft.

Jak kilka zdjęć w mediach społecznościowych może zmienić życie grupy nastolatków?


Moje pierwsze spotkanie z komisarzem Malin Fors. Na półce czekają jeszcze dwie książki Monsa Kallentofta, ale po lekturze “Pocałunku Kata” zdecydowanie szybko ten fakt ulegnie zmianie. Dawno książka mnie aż tak nie pochłonęła.

Autor w niebanalny sposób buduje napięcie, łączy kilka wątków i spektakularnie rozwiązuje sprawę. Rozpoczynając lekturę, nie spodziewałabym się takiego finału. Książka moim zdaniem posiada wszystkie rzeczy, jakie powinien mieć dobrze napisany thriller.

Krótkie rozdziały i “uciekające” strony powodują tylko coraz większą chęć poznania kolejnego elementu układanki. Widzimy doskonale problemy, z jakimi zmaga się główna bohaterka i jej walkę z nałogiem. Komisarz Malin Fors już od pierwszych stron powieści nie jest typowym detektywem, nie działa według znanego mi z innych kryminałów schematów. Jej postać jest bardzo intrygująca. Podejście do życia tej kobiety może fascynować. Z jednej strony jest matką i policjantką, a z drugiej walczy ze swoją mroczną stroną.

Co do klasyfikacji tej książki może pojawiać się wiele wątpliwości. Łączy mocne akcenty kryminału z odrobiną thrillera, a momentami nawet horroru. Opis zmiażdżonego ciała między dwoma samochodami przyprawił mnie o ciarki na plecach. Autor w bardzo realistyczny sposób uzmysławia nam kruchość ludzkiego życia. Jego opisy są tak wyraźne, jak byśmy byli naocznymi świadkami zdarzenia.

Polecam szczególnie osobom, które lubują się w takich gatunkach, ale nie tylko. “Pocałunek kata” jest tak dobrze napisaną powieścią, że posunę się do stwierdzenia, że każdemu przypadnie do gustu ta historia. Ja dawno nie przeżyłam podczas lektury czegoś tak niezwykłego.
Kącik czytelniczy: "Grzesznica" Dorota Wachnicka.

kwietnia 22, 2019

Kącik czytelniczy: "Grzesznica" Dorota Wachnicka.

Każdy z nas ma jakąś przeszłość. Wspomnienia, jakie nosimy w sobie, często wpływają na naszą osobowość. Jednak nie ma na świecie osoby, która nie zrobiłaby rzeczy, o której wolałaby zapomnieć. Tajemnicy, której wyjawienia najbardziej się obawia. Sam tytuł książki autorstwa Doroty Wachnickiej - “Grzesznica” nie pozostawia wątpliwości, że główna bohaterka ma sporo za uszami.



Dominika w przeszłości zwykła wieść luksusowe życie u boku wpływowych i zamożnych mężczyzn, którzy wynajmowali ją do towarzystwa. Podobno najstarszy zawód świata, ale od samego początku postrzegany jako haniebny. Kobieta mimo tego, kim była w przeszłości, obecnie wiedzie normalne życie u boku ukochanego męża. Matka dwójki pociech. Zanim zaczniecie oceniać, kim była, to pozwólcie, że przedstawię Wam Michała, kolegę z pracy Dominiki. Bogobojny ojciec, głowa rodziny. Na pierwszy rzut oka przykład godny naśladowania. Bardzo chętnie oceniający czynnych bliźnich przez pryzmat wiary. Nie dajcie się jednak zwieść i nie zapominajcie, że to właśnie on rozpoczyna spór toczący się przez całą akcję powieści.

Nie chcę Wam zdradzać fabuły, bo jeżeli to zrobię, to siadając do lektury tej powieści, będzie ona miała mało do zaoferowania czytelnikowi. Jedną z rzeczy, która działała na plus tej książki, był fakt, że często zastanawiałam się “czy do tego dojdzie, czy też nie?”. Historia nie jest banalna, jak mogłoby się wydawać, a zakończenie zaskakuje. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

Po skończeniu lektury pozostało mi jedno pytanie: “co jeśli byłabym na miejscu głównej bohaterki, czy tak samo wolałabym skończyć tę historię?”. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw sądzę, że postąpiłabym ponownie, gdybym tylko potrafiła utrzymać swe emocje na wodzy. Niestety nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji w moim życiu, bo tak jak wspominałam na początku to wspomnienia i nasza przeszłość w dużej mierze sprawia jakimi osobami jesteśmy, a ja nigdy nie zdecydowałabym się na rozpoczęcie swojego dorosłego życia od bycia damą do towarzystwa żadnego rodzaju. Niestety moje sumienie, by mi na to nie pozwoliło.
Kącik czytelniczy: „Maszyna szczęścia” Katie Williams.

marca 25, 2019

Kącik czytelniczy: „Maszyna szczęścia” Katie Williams.



Jak wyobrażacie sobie życie za niecałe 20 lat? Jak rozwinięta będzie Waszym zdaniem technika? Autorka książki proponuje jedną z wizji przyszłości, w której znajdziemy maszynę dającą nam wskazówki co zrobić, by być szczęśliwym. Wystarczy wziąć patyczek, zrobić wymaz, a jedna z takich osób jak główna bohaterka Pearl zdradzi nam przepis na idealne życie. Brzmi całkiem obiecująco? Moim zdaniem nic bardziej mylnego.

Pomysł, który zrodził się w umyśle autorki może miał, dać nam do myślenia, jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się, wierząc ślepo technice. Zapewnienie, że zalecenia maszyny z prawie stu procentowym się sprawdzają, sprawiają, że ludzie chętnie do testu przystępują i kierują się wskazówkami, nawet jeśli w grę wchodzi usunięcie fragmentu swojego palca. Niektóre z przepisów są bardzo proste do zrealizowania, czasem wydawałoby się, że oczywiste, ale jednak ciężko nam wybrać swoje hobby lub inny sposób spędzania wolnego czasu. Czasem człowiek po prostu potrzebuje, by wskazać mu drogę, i tutaj w roli dyrygenta mamy urządzenie Apricity.


Patrząc obecnie na ulice i fakt, że ludzie wciąż wpatrują się w swoje smart fony jak zaczarowani, wskazuje na to, że jeśli taka maszyna miałaby powstać, to bardzo prawdopodobne jest, że chętnie będziemy jej używać. Sami gubimy się i nie bardzo znamy pojęcie szczęścia. Jeszcze bardziej nie potrafimy go dostrzec w otaczających nas rzeczach, sytuacjach, tylko wciąż w gonitwie dnia codziennego zapominamy, co jest dla nas ważne. Era konsumpcjonizmu oraz fakt, że lepiej mieć niż być nieco mnie przytłacza, więc chętnie zobaczyłabym społeczeństwo, które przez chwilę będzie mogło znaleźć szczęście poprzez wykonywanie drobnych gestów, zmianę otoczenia. Fakt czy miałaby im to podpowiedzieć maszyna, czy też terapeuta niewiele tu dla mnie znaczy.

Bardzo spodobała mi się koncepcja i sam pomysł autorki. Jednak w samym napisaniu powieści widać kilka mankamentów. Niektóre z wątków jak np. historia syna Pearl bardzo przypadły mi do gustu. Jednak oczekiwałam mocniejszych wrażeń po opisie książki. Niestety uważam, że w kilku scenach zdecydowanie mocniej można było rozbudować napięcie, dokładniej opisać uczucie bohaterów. W moim odczucia książka jest nieco bezpłciowa. Sama idea świetna, ale wykonanie już niekoniecznie. ”Maszyna szczęścia” sprawdzi się jako niezobowiązująca lektura na jeden wieczór.
Kącik czytelniczy: „(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie” Natasza Socha.

marca 08, 2019

Kącik czytelniczy: „(Nie)miłość. Z tobą i bez ciebie” Natasza Socha.

Miłość nigdy nie jest prosta. Niemiłość tym bardziej. Do zakochania się ponoć wystarczy jeden krok… Cały świat zaczyna być ciekawszy, otoczenie jest widziane przez nas w milionach barw. Inaczej pojmujemy rzeczywistość, jakby ktoś na moment dał nam zajrzeć przez różowe okulary na życie. W świecie pełno pozytywnych emocji, cudownych zapachów. Nawet śpiew ptaków brzmi w naszych uszach zupełnie inaczej.



Jednak po kilku latach związek to już raczej przywiązanie, wspólne obowiązki. W szczególności, gdy nasza miłość zaczyna owocować w małej istocie, która potrzebuje mnóstwa naszej uwagi i jest dla nas najważniejsza na świecie. Praca, dom, rutyna i szarość. Budzimy się każdego ranka i nic się nie zmienia, oprócz faktu, że nasza pociecha zaczyna szkołę, pojawiają się pasje, zainteresowania, zajęcia dodatkowe. Nie patrzymy już która godzina, jaki dzień tygodnia, ani jaka pora roku skoro mija wszystko dookoła nas tak szybko.

Główna bohaterka książki postanawia przerwać to trwanie w nieszczęśliwym i obumarłym związku. Wsiada pewnego dnia do samochodu, pełna przekonania, że to właśnie ten jedyny moment, gdy zdobędzie się na to, by wypowiedzieć słowo „rozwód” prosto w twarz swojego męża. Nie chcę już tych odcieni bieli, czerni, czasem jakiejś szarości. Chce na nowo odkrywać feerię barw i cieszyć się życiem. Jedynym słusznym jej zdaniem rozwiązanie jest po prostu postawienie sprawy jasno: to małżeństwo nie ma już sensu.

Los jednak bywa przewrotny. Człowiek, gdy już znajdzie w sobie odwagę na dokonanie czynu, o którym tak wiele myślał, ale nie był zdolny do niego, zwykle trafia na przeszkody. Tak, też było tym razem. Niestety niezapięte pasy w połączeniu z małym roztargnieniem starszej pani na drodze spowodowały ciężki uraz, po którym kobieta przestaje chodzić i staję się bardzo zależna od swojego prawie byłego męża.

Piękna historia miłosna, która przyprawiła mnie na koniec o łzy wzruszenia. Walka o siebie, rodzinę i wartości, które tak łatwo przekreślamy w dzisiejszym świecie. Pokazanie problemów oczami żony i męża w związku, który ulega powolnemu rozkładowi. Autorka idealnie ukazuje wewnętrzne rozterki pary, kalkulacje za i przeciw być albo nie być w związku. Zdecydowanie polecam do przeczytania osobom, które właśnie znalazły się na życiowym rozdrożu lub kobietą lubującym się w niebanalnych historiach miłosnych. Z niecierpliwością czekam na kolejną historię Nataszy Sochy rozpoczynającą się od “ (nie)”.
Kącik czytelniczy: "Sztuczna broda Świętego Mikołaja" Terry Pratchett.

lutego 22, 2019

Kącik czytelniczy: "Sztuczna broda Świętego Mikołaja" Terry Pratchett.



Osoby w moim wieku, tak zacznę poważnie i co najmniej jakbym miała z pięćdziesiątkę na karku, a co, które kiedykolwiek interesowały powieści fantasy, z pewnością słyszały o „Świecie Dysku” Terry’ego Prechetta. Sama przeczytałam ze dwie części tej sagi, niestety, ale jedyne co pamiętam to fakt, że urzekły mnie połączenia słów i pięknie zdobione okładki. Zdecydowanie, jak tylko uda mi się zrealizować swoje plany czytelnicze na najbliższy okres, muszę z powrotem sięgnąć po te lektury.

Nawet po śmierci tak wybitnego autora możemy dalej cieszyć się jego twórczością. Po „Odkurzaczu czarownicy”, czyli zbioru przekomicznych opowiadań, zdecydowałam się znów zanurkować w nieco infantylny, wykreowany świat ze sporą dawką humoru, tym razem jednak w świątecznym klimacie.

„Sztuczna broda Świętego Mikołaja” to świetna pozycja czytelnicza na okres około świąteczny i nie tylko. Lekturę poleca się czytać na głos najmłodszym, ale zapewne ja nie sprawdziłabym się w tej roli, ponieważ jak to z opowiadaniem bardzo zabawnego kawałem u mnie bywa, nim dobrnę do końca historii, w połowie zaczynam rechotać i nie jestem w stanie przestać, by wydusić z siebie słowo.

Terry Prechett proponuje nam zabawne spojrzenie nie tylko na Świętego Mikołaja, ale na różne tradycje świąteczne. Wybuchające, olbrzymie ciasta, babcie z potworami śnieżnymi jako domowymi pupilami to tylko niektóre z przykładów. Wyobrażacie sobie oskarżenia Mikołaja o włamania do domów lub pracującego w zoo na drugim etacie?

Zazdroszczę tak złożonej wyobraźni, która pozwoliła stworzyć te niesamowite historie. Całość powieści jest skonstruowana w taki sposób, że najmłodsi nie będą mieli problemu ze zrozumieniem poszczególnych opowiadań, a i dorosły uśmiechnie się przy lekturze, nie wierząc w irracjonalność opowiadań.

Bardzo przyjemnie spędziłam kilka chwil z tą książką. Podczas czytania nasze oko umilą również rysowane bardzo specyficzną kreską szkice. Całość jest przepięknie wydana w twardej oprawie, a na tytułowej stronie widnieje niesforny Mikołaj w ozdobie złotych, pięknych liter. Polecam lekturę z pociechami lub bez. Wybór należy do Was.


Kącik czytelniczy: "Diablero" F.G. Haghenbeck.

lutego 18, 2019

Kącik czytelniczy: "Diablero" F.G. Haghenbeck.



Tytuł, który wymówiony przeze mnie co drugi raz poprawnie, „Diablero” oznacza osobę zajmująca się zawodowym łapaniem demonów i innych istot nadprzyrodzonych. Powieść ta jest połączeniem thrillera i horroru. Osobiście nie przepadam za horrorami, bo przerażające opisy potrafią mojej wyobraźni płatać figle, jak i ekranizacje, tak i literaturę tego gatunku staram się omijać szerokim łukiem. Jednak tutaj mamy wersję light połączoną z niebanalnym scenariuszem wydarzeń.

Elvis Infante, główny bohater powieści, to oczywiście tytułowy „Diablero”. Ja pokusiłabym się o porównania go do szamana lub innego przywoływacza wszelkiego rodzaju demonów, strzyg i upiorów. Niebanalne zajęcie, które przynosi mu dość dobre zyski. Jak tego dokonuje? Otóż moi drodzy, autor wita nas w świecie, gdzie na międzynarodowym, czarnym rynku nie handluje się ludźmi, narkotykami czy też bronią, a istotami nadprzyrodzonymi. Z początku zaczęłam zastanawiać się, w jakim celu łapane są demony, dlaczego są tak cenne i do tego klasyfikuje się je na grupy w zależności od ich mocy. Odpowiedź jest bardzo prosta, służą one do walk. Są specjalnie szkolone, a następnie zamożni ludzie stawiają wysokie zakłady o to, który z nich wygra daną bitwę.

Smuci mnie nieco fakt, że od zarania dziejów rozrywką ludzkości jest patrzenie na sprawienie bólu, triumf zwycięstwa. Walki gladiatorów w starożytnym Rzymie, teraz sztuki walki. Ludzie uwielbiają oglądanie takich widowisk. Tylko ja nigdy nie rozumiałam dlaczego. Nielegalne bijatyki, a tutaj motyw walki sił nadprzyrodzonych. Niestety tego nie rozumiem, ale na moje szczęście autor nie drążył długo tego tematu. Skupił się przede wszystkim na sposobie łapania „zawodników” i samej historii Elvisa Infante oraz na faktach, które sprawiły, że teraz jego życie wygląda tak, a nie inaczej.

Odczucia po przeczytaniu książki miałam pozytywne. Nie wywołała we mnie szczególnego zachwytu, ale bardzo przyjemnie spędziłam jeden wieczór z tą powieścią. Nie jest ona wymagająca, fabuła pozwala nam dać się wciągnąć. Nie brakuje akcji, a opisy demonów wcielonych w ludzkie ciało są w stanie pobudzić naszą wyobraźnię i nieco przyprawić nas o ciarki na plecach. Niebezpieczeństwa czyhające co krok przy łapaniu bardziej niebezpiecznych demonów dają nam nieco do myślenia, do czego jest się w stanie posunąć człowiek w celu zdobycia małej fortuny.

Zastrzeżeń jednak mam kilka. O ile wtrącenia angielskie nie sprawiają mi najmniejszego problemu, ponieważ znam ten język, o tyle wplątane słowa hiszpańskie już bardziej mi uprzykrzały tę lekturę. Nie lubię nie rozumieć słów, więc kilkukrotnie musiałam sięgnąć po słownik. Różne czasy akcji sprawiały, że nieco gubiłam się w wydarzeniach przy pierwszych takich zabiegach autora, jednak już w miarę przeczytanych stron udało mi się złapać rytm czytania i przestałam zupełnie zwracać na to uwagę.

Podsumowując, w kilku zdaniach jak najbardziej ta powieść jest dla osób, które poszukują książki niezbyt wymagającej na kilka godzin oderwania od rzeczywistości. Zagorzałym fanom horrorów nie przypadnie ona jednak do gustu, ponieważ najzwyczajniej jest mało straszna. Zdecydowanie bardziej jednak polecam przeczytanie tej książki niż serial. Niestety, może spodziewałam się po ekranizacji zbyt wiele, ale moje wyobrażenie zupełnie nie pokryło się z wizją reżysera.
Kącik czytelniczy: "Historia obrazów dla dzieci" Martin Gayford, David Hockney, Rose Blake.

listopada 27, 2018

Kącik czytelniczy: "Historia obrazów dla dzieci" Martin Gayford, David Hockney, Rose Blake.



„Historia obrazów dla dzieci” to książka napisana przez trzy wyjątkowe osoby. Pierwszą z nich jest David Hockney, czyli znany i ceniony artysta naszych czasów. Tworzy w wielu technikach, które objaśnia w prosty sposób na stronach tej książki. Martin Gayford to znawca i poważany krytyk sztuki. Natomiast Rose Blake to największa fanka Davida Hockneya i ilustratorka tej książki.

Książka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Chętnie sięgnę po „Historię obrazów” w wersji dla dorosłych. Książka dla dzieci jest napisana prostym językiem, szczegółowo i jasno wyjaśnia, po co człowiekowi obrazy, jak je tworzyć, jak zmieniały się na przestrzeni wieków. Skłania młodych czytelników do refleksji na temat tego, w jakim kierunku podąża sztuka. Każdy z rozdziałów zawiera kilka obrazów dopasowanych do danego tematu, tak by nawet najmłodsi czytelnicy zrozumieli ewolucję sztuki i używane techniki oraz materiały. Zresztą sami zobaczcie, jak pięknie została wydana ta książka.

„Historia obrazów dla dzieci” motywuje do tworzenia obrazów przez dzieci. Pokazuje, jak w dzisiejszych czasach możemy je kreować za pomocą smart fonów czy komputera. Jak wynalazki techniki ułatwiły nam samodzielne tworzenie sztuki i dzielenie się nią. Wystarczy kilka kliknięć i już nasze „arcydzieło” może zobaczyć nawet kilka milionów ludzi na całym świecie poprzez np. social media.

Na moim Instagramie mogliście zobaczyć już mój wieczór z tą książką. Czy jest ona jedynie dla dzieci? Absolutnie nie! Idealnie sprawdzi się dla mniej wymagających czytelników, którzy chcieliby przypomnieć sobie podstawy na temat historii sztuki. Jednak jeśli jeszcze jesteście na etapie poszukiwania prezentów dla najmłodszych, a w rodzinie macie małych Picassów to już wiecie, co sprawdzi się pod ich choinką.
Kącik czytelniczy: Stosik styczeń 2016.

lutego 04, 2017

Kącik czytelniczy: Stosik styczeń 2016.


Krótkie, styczniowe podsumowanie książek, które przeczytałam.

Książki brały udział w dwóch wyzwaniach:
1. "Pod hasłem 2017" u Ejotka.
2. 52 książki w 2017 (4/52).

Przeczytanych książek: 4
Ilość stron: 1452
Liczba stron/ dzień: ok. 47

Recenzje przeczytanych książek:


Jak Wam czytelniczo minął styczeń? jakie macie plany na luty?

Kącik czytelniczy: Dlaczego nowy Harry Potter mnie NIE zachwycił?

listopada 04, 2016

Kącik czytelniczy: Dlaczego nowy Harry Potter mnie NIE zachwycił?



Opis książki od wydawnictwa: 
Ósma historia. Dziewiętnaście lat później.
Harry Potter i przeklęte dziecko, nowa opowieść autorstwa J.K. Rowling, Jacka Thorne’a i Johna Tiffany’ego i nowa sztuka Jacka Thorne’a, to ósma historia w serii i pierwszy autoryzowany spektakl teatralny ze świata Harry’ego Pottera.  Światowa premiera spektaklu odbyła się na londyńskim West Endzie 30 lipca 2016.
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej nie ma go teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, którego nigdy nie chciał przyjąć. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.

Szczegóły:
Autorzy: Joanne K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany
Przekład: Piotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawca: Media Rodzina
Ilość stron:368
Format: 135 x 205 mm

ISBN: 978-83-8008-228-1

Źródło informacji: https://mediarodzina.pl/prod/1377/Harry-Potter-i-przeklete-dziecko--Czesc-pierwsza-i-druga



Moja opinia:
Dlaczego nowy Harry Potter mnie NIE zachwycił?

Z nocy z 21 na 22 października miała miejsce premiera nowej, ósmej części kultowej sagi fantasy dla młodzieży, której chyba już nikomu nie trzeba przedstawiać, zatytułowanej „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Każdy mugol o tym wiedział i przy tej premierze nie zabrakło koczowania przy księgarniach lub kupna egzemplarzy premierowych w Internecie. Wchodząc w noc premiery na instagrama wszystkie najlepsze zdjęcia oznaczone czymkolwiek związanym #książką lub #czytam przedstawiały okładkę tej powieści. Ja również zafascynowana co tu znowu podzieje się w Potterowym świecie poszłam do przybytku zwanym Biedronką i dwa dni po premierze znalazłam swój upragniony egzemplarz zakopany w środkach czystości przy kasie. Pierwsze co przyszło mi na myśl to fakt, że to musiało być przeznaczenie, że książkę dorwałam i czym prędzej kończąc niedzielną pracę, wróciłam do domu, zrobiłam sobie kubek gorącej kawy i wzięłam się do lektury.

Euforia nie trwała jednak długo. Po niespełna trzech godzinach książka była już zaliczona do pozycji przeczytanych, a niesmak jaki pozostawiła chyba jeszcze na długo mi będzie towarzyszył, a jeśli autorce przyjdzie na myśl kolejna książka w formie scenariusza to zdecydowanie podziękuję. Jeśli mam być z Wami zupełnie szczera to gdybym wiedziała jak książka jest skonstruowana i że brakuje w niej najlepszych opisów, a wydarzenia w niej przedstawione to w sumie powrót do poprzednich części to te 25 zł wolałabym wydać na bilet do kina lub na jakąś książkę wartą przeczytania.

Nie należę do osób, które przeczytały wszystkie części, ale od pierwszego do piątego tomu serii niektóre tytuły były czytane przeze mnie po kilka razy. Jako nastolatka ubóstwiałam Rowling za opisy magicznego świata, kreacje bohaterów i utrzymywanie niezwykłego klimatu. Tutaj zabrakło tych wszystkich czynników. Jak to w scenariuszu bywa opisy ograniczone do potrzebnego minimum. Cechy bohaterów poznajemy jedynie po słowach jakie wypowiadają, tak też jest z emocjami, które odczuwają w danym momencie. Klimatu nie ma kompletnie żadnego w moim odczuciu. Książkę tę uratował jedynie fakt, że osoby, które czytały całą serię mogą jedynie zobaczyć kilka alternatywnych zakończeń wydarzeń z poprzednich serii, ale to moim zdaniem jedynie gdybanie na temat tego co by się stało jakby pewne zdarzenia potoczyłyby się innym torem.

Harry przedstawiony jako 40-letni mężczyzna borykający się z rodzicielskimi problemami to nie chłopak, którego pokochał cały świat. W moim odczuciu ta część serii napisana w klasyczny sposób jak poprzednie miała szansę na sukces, ale tym scenariuszem autorka popsuła nam całą zabawę. Mam niemiłe wrażenie, że ta książka była już dość mocno wymuszona na autorce, ale ja zawsze będę jej wierną fanką, a ta książka pójdzie u mnie w niepamięć.


Teraz pytanie do Was Drodzy Czytelnicy:
1. Czy czytaliście tą książkę i jakie wrażenie wywarła na Was?

2. Czy warto sięgać po „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”? Nie wiem czy chcę kolejnym razem się rozczarować, a opinie o tej książce są skrajnie pozytywne i negatywne i w sumie sama nie wiem co mam z tym faktem zrobić.

Głowa Harrego w tytułowym zdjęciu pochodzi z pixabay.com
Kącik czytelniczy: David Gemmell "Troja. Pan Srebrnego Łuku."

kwietnia 07, 2016

Kącik czytelniczy: David Gemmell "Troja. Pan Srebrnego Łuku."



Pamiętam jak dawniej chętnie sięgałam po książki typu mity starożytnej Gracji lub Rzymu. Do dziś chętnie wracam do niektórych opowieści. Zacięte walki, bohaterskie czyny, przepełnione mrokiem przepowiednie, kobiety o boskiej urodzie to wszystko znajdziemy w książce autorstwa Davida Gemmell'a "Troja. Pan Srebrnego Łuku."
Copyright © Lifestyle by Ladyflower , Blogger