Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty
Denko kwiecień 2020.

maja 07, 2020

Denko kwiecień 2020.

Denko kwiecień 2020.
Czas na kolejne denko. Tym razem mini recenzje produktów podzielone są tygodniami. Zdecydowanie łatwiej mi tak stworzyć podsumowanie miesiąca. Patent od dziewczyn z DressCloud. Jestem zadowolona z tego denka. Jedyne co chciałabym zmienić to fakt, by pojawiło się w nim więcej maseczek do twarzy, bo notorycznie zapominam o ich stosowaniu.


Nowości w mojej kosmetyczce – marzec 2020.

kwietnia 19, 2020

Nowości w mojej kosmetyczce – marzec 2020.

Denko marca mamy już za sobą, więc kolej na nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce. W czasach obecnej pandemii zakupów dokonuję głównie online z odbiorem w paczkomatach. Dobrze, że wiele firm wychodzi z inicjatywą bezpłatnej wysyłki, a na allegro usługa smart jest dostępna już drugi miesiąc bezpłatnie, dlatego nawet pojedyncze braki w kosmetykach możemy bez problemu uzupełnić.
8 marca z okazji dnia kobiet otrzymałam od swojego kochania Voucher do drogerii Hebe, jedna z paczek pochodzi z akcji Zajączka Wielkanocnego z portalu DressCloud , zakupy z Rossmanna, kilka produktów z promocyjnej oferty ziaji i uwaga miesiąc bez kupienia palety cieni. Przejdźmy do przeglądu produktów. W podsumowaniu napiszę ile z produktów zostało ze mną i jak wygląda bilans miesiąca.

Nowości w kosmetyczce - sierpień 2017.

września 01, 2017

Nowości w kosmetyczce - sierpień 2017.

Z końcem miesiąca zawsze mam wrażenie, że wcale nie ma tak sporo nowości u mnie. Pochowają się po szafach, a gdy przychodzi do przygotowywania zdjęć, to powiem szczerze, że łapię się za głowę i pomału zaczynam zastanawiać się nad leczeniem. Wiem jednak, że większość z tych cudeniek zostanie zużyta, bo systematycznie dbam o siebie i wszystko to jest mi potrzebne. Ważne jest przy przechowywaniu takiej ilości, szczególnie jeśli chodzi o produkty pielęgnacyjne, by otwierać kosmetyki dopiero wtedy, gdy zaczynacie ich używać, by nie straciły swych właściwości. Zwykle data ważności jest dość spora, ale tylko pod warunkiem, że opakowanie jest fabrycznie zamknięte. Przejdźmy do nowości, których i tym razem nie brakuje.


Paczka od Beautynetkorea. Zamawiałam tam pierwszy raz i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. 12 lipca złożyłam zamówienie i już na początku sierpnia przesyłka była u mnie. Dodatkowo jako gratis dostałam pełnowymiarowy produkt, jakim jest Tint do brwi od Etude house w kolorze jasnego brązu.


W paczce znajdowały się:

  • TONYMOLY Buried Digda Pop Up From The Ground 3-Step Nose Pack - plastry oczyszczające nos w trzech krokach
  • PRRETI Cleanse Juice One Pack 3 Type - 3 rodzaje maseczek w płachcie: miodowa, jarmużowa oraz z kalarepą. 
  • PRRETI Tok Tok Ade Clay Mask - brzoskwiniowa maseczka.
  • PRRETI Pure White Milk Cream - wybielający delikatnie, mleczny krem do twarzy i ciała.
  • PRRETI So Good Foot Peeling Mask 3-Step Program - skarpetki złuszczające w 3 krokach.
  • PRRETI Honey & Berry Sleeping Mask - maseczka / krem na noc z miodem i jagodami. 
  • EYENLIP Pure White Tone-Up Cream - wybielający krem do twarzy i ciała.
  • PRRETI Honey & Berry Lip Sleeping Mask - maseczka na noc przeznaczona do pielęgnacji ust, zamknięta w poręcznej tubce. 



Tym razem nowości prosto z ebay'a. Mam już pierwszy, upragniony kosmetyk marki Elizavecca, czyli ujędrniający krem do biustu. Dodatkowo tint w odcieniu ciemnego brązu do brwi od firmy Etude House. Ostatni produkt to Holika Holika Baby Silky Foot Mask Sheet, czyli regenerująca maseczka do stóp w formie bawełnianych skarpet, za które zapłaciłam niecałe 3 $ z przesyłką. 


Ostatnie dwie brakujące do kolekcji maseczki w płachcie z postaciami Disneya. Brakowało mi jedynie Arielki, która ma za zadanie nawilżyć naszą skórę i Śpiącej królewny, która ma działanie regenerujące. Cała kolekcja już u mnie! Zakochałam się w opakowaniach i niezmiernie cieszy mnie fakt, że mam już komplet. Aż szkoda zużyć. Dodatkowo na zdjęciu widzicie dwie próbki, które dostałam do zamówienia oraz znalazłam również odręcznie pisany list schowany w małej różowej kopercie ze znaczkiem "Present for you". Bardzo miłe, ładnie zapakowana paczka i zdecydowanie jeszcze coś zakupię u tego sprzedawcy. Znajdziecie bez problemu na eBayu: all_set.


Urocze ośmiorniczki kryją w sobie oczyszczające plastry na nos. Czekam jeszcze na scrub z tej serii i z pewnością ją Wam zaprezentuje. Produkt nabyłam na eBayu, zestaw trzech sztuk kosztował niecałe 7 $. Widziałam już poświęcone im recenzje i jestem pełna nadziei, że w pełni spełnią swoją funkcję.


Moje pierwsze zakupy w internetowej drogerii ezebra zakończone pełnym sukcesem. Kupiłam w promocyjnej cenie paletkę cieni Makeup Revolution Fortune Favours The Brave 30 Eyeshadows by BritishBeautyBlogger, roświetlacz, o którym marzyłam, czyli Makeup Revolution Unicorns Heart Rainbow Highlighter. Dodatkowo poziomkowy, cukrowy peeling do ust Evree Sugar Lips. Dodatkowo do zamówienia dołączona była ciekawa zakładka.


Moje ostatnie w tym miesiącu paczki, które odebrałam z poczty.

Pierwsza to przesyłka z Jolse. Zawartość:
  • Innisfree Blooming Highlighter 9.5g edycja limitowana z pięknym, kwiatowym grawerem
  • TONYMOLY Tako Pore Bubble Pore Pack 
  • TONYMOLY Tako Pore Sebum Control Gel Cream
  • NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA Scaling Cream 50ml - do recenzji tego produktu zakwalifikowałam się na stronie sklepu i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. 
  • Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt co do ilości dodanych próbek (następne zdjęcie).

Ebay:
The Simpsons Jeju Volcanic Lava 3-Step Deep Cleansing Nose Strip - oczyszczające plastry na nos. Kupione u sprzedawcy seoulcosmetics. Kiedyś bardzo chwaliłam sobie zakupy. Obecnie jestem bardzo niezadowolona, ponieważ przesyłka z uzupełnieniem mojej kolekcji "Gdzie jest Nemo" nie dotarła, a ta przybyła prawie 3 tygodnie po terminie. Jednak dostałam pełny zwrot pieniędzy. Mam nadzieję, że szybko zażegnają problemy, bo ceny zwykle mieli najbardziej atrakcyjne. 


Próbki, które znalazłam w zamówieniu z Jolse. Ich ilość mnie pozytywnie zaskoczyła. 
Co tu ciekawego znajdziemy?:
  • Tony Moly Banana Sleeping Pack - miałam już okazję wypróbować taką próbkę i rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania. Świetnie pachnie i dobrze nawilża. 
  • Tony Moly Luminous Goddess Aura BB Cream SPF37 PA++
  • Tony Moly Regencia Homme Multi Fluid 
  • Lioele Secret Pore Rich Balm
  • Lioele Triple The Solution (BB Cream) SPF30/ PA++
  • Nature Republic Super Aqua Max Cream
  • Węglowy pasek na nos
  • Maseczka w płachcie The Saem Global Eco Mask Sheet
  • Bibułki matujące.

Co sądzicie o takiej ilości sampli?


Jeszcze więcej nabytków z tego miesiąca. Tym razem niewielki zakup w Drogerii Hebe oraz łupy z Biedronki.
O co tym razem poszerzyła się moja szafa z kosmetykami?:

  • Evree, Magic Rose, Różany tonik do twarzy
  • Estemedis, regenerująca maska do dłoni
  • 3 żele antybakteryjne: arbuzowy, ananasowy oraz truskawkowy.

Na koniec moja wisienka na torcie, czyli urodzinowy prezent od mojego chłopaka. Z obawy, że zostanie ponownie wykupiona, nieco przyspieszyłam zakup. Mojego zachwytu nad nią nie ma końca. Recenzję oraz swatche znajdziecie w osobnym POŚCIE poświęconym tej paletce.

Jak podobają się Wam nowości?
Denko czerwiec 2017.

sierpnia 26, 2017

Denko czerwiec 2017.


Niedawno o nowościach lipca, mamy sierpień, a ja dalej z zaległym denkiem czerwcowym. Zaczyna mi doskwierać chroniczny brak czasu na cokolwiek i martwi mnie ten fakt. Wiem jednak, że lato to najintensywniejszy okres w mojej pracy i już zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Dobra, przestaję marudzić i przedstawiam Wam moje zużycia z czerwca. Jak widzicie na zdjęciu powyżej, jest ich dość trochę i jestem z tego dumna. Wykończyłam dziesięć pełnowymiarowych opakowań, taką samą liczbę maseczek i 7 próbek i plastrów na nos. Nawet nie wiem, kiedy to się stało.


Niekonwencjonalnie zacznijmy od maseczek i próbek, a potem przejdziemy do pełnowymiarowych produktów. Na zdjęciu powyżej mamy:

Arbuzowa maseczka marki Flor de man (Essential Watermelon Juice!)
Maseczka w płachcie idealnie przylega do twarzy. Ma przyjemny, świeży, arbuzowy zapach. Jest to pierwsza maseczka tego typu, która była aż tak intensywnie nasączona esencją, która ma bardzo lekką konsystencję. Spokojnie przez dwa dni możemy używać jej jako serum do twarzy. Widocznie nawilża skórę i po aplikacji nasza twarz jest zdecydowanie odświeżona oraz przyjemna w dotyku.

Maseczka na dłonie w formie rękawic marki It's skin z limitowanej edycji Sesame Street.
Nie tylko opakowanie ma ładne, lecz również całe rękawiczki są pokryte serduszkami z oczami bohaterów tego serialu. Zewnętrzna ich strona jest pokryta czymś na wzór ceraty, a w środku znajduje się kompres, który nasączony jest esencją. Przy aplikacji sporym ułatwieniem jest fakt, że rękawiczki domykamy plastrami, które umożliwiają w miarę szczelne zamknięcie dłoni, a przez to efektywniejsze wchłanianie się specyfiku. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z takim rozwiązaniem i oceniam je jak najbardziej na plus. Sam produkt bardzo ładnie pachnie morelami. Po około 30 min nasze dłonie są widocznie zdrowsze, skóra odżywiona i miękka w dotyku. Jak najbardziej polecam i to nie ze względu na jedynie ładny design, ale przede wszystkim z powodu cudownego działania.

Maseczka do stóp The Face Shop Disney CINDERELLA'S Glass Shoes Foot Mask.
W przypadku tej maseczki powierzchnia skarpetek jest gładka, bez żadnych nadruków. Bardzo intensywnie pachną mięta i zdecydowanie regenerują skórę na naszych stopach. Nie są to z pewnością skarpetki złuszczające, a jedynie maska, którą polecam zastosować po zrobieniu tradycyjnego peelingu stóp. Esencja zostanie wtedy lepiej wchłonięta. Wyczułam delikatny efekt chłodzący, więc na nasze ostatnie upały jest to idealny kosmetyk  do naszego małego, domowego SPA.

Węglowa maseczka typu Peel Off od marki Purederm. 
Ten specyfik zakupiłam w Biedronce i przyznam się, że byłam sceptycznie do niego nastawiona po recenzjach azjatyckich, czarnych maseczek  "do zrywania". Jednak nie zawiodłam się. Nie ma tu żadnego cudownego działania typu wyciągnięcie wszystkich zaskórników, a jedynie złuszczenie martwego naskórka i w tej dziedzinie sprawdziła się bardzo dobrze. Na tyle byłam zadowolona z efektu, że kupiłam wersję ogórkową, ale na tej drugiej czekało mnie już rozczarowanie. 

Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop. 
Zużyłam trzy sztuki plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Marion Fit & Fresh maseczka ogórkowa przeznaczona do skóry tłustej i mieszanej z niedoskonałościami. 
Konsystencja maseczki jest dość tłusta. Nie wyobrażam sobie stosowania na noc, co proponuje producent. Jednak tradycyjne stosowanie, czyli aplikacja na 20 min na twarz i dekolt jest jak najbardziej ok. Po zabiegu cera jest jaśniejsza, widocznie odżywiona oraz nieco nazwałabym to "wyciszona", czyli moje niedoskonałości stały się mniej widoczne. Dodatkowo przepięknie pachnie świeżym, zielonym ogórkiem. Zapach jest kropka w kropkę taki jak przy krojeniu prawdziwego warzywa. Cena jest atrakcyjna (ok. 2 zł), lecz powiem szczerze, że dość długo się za nimi rozglądałam. Polecam z całego serca. Według producenta najlepiej stosować 2-3 razy w tygodniu.

Marion Fit&Fresh wersja z owocem granatu jest przeznaczona do skóry naczynkowej i zmęczonej.
Tę maseczkę testowała moja mama, ponieważ ma dokładnie typ cery opisany na opakowaniu. Tak jak w przypadku poprzedniej dość tłusta konsystencja, która umożliwia nam nałożenie grubej warstwy maseczki. Dobrze się wchłania, lecz po zastosowaniu polecam przemyć twarz letnią wodą, a nie jedynie przetrzeć ją wacikiem. Tak jak w przypadku poprzedniej maseczka ładnie, lekko owocowo pachnie, lecz nie jest to typowy zapach owocu granatu. Po zabiegu skóra jest widocznie napięta oraz odświeżona. Jednak jeśli chodzi o naczynka krwionośne, to nie sądzę, żeby było widoczne jakieś cudowne działanie. Podsumowując, polecam jako domowe SPA, które możecie sobie zafundować niewielkim kosztem.


Tony Moly My Little Pet Eye Patch.
Żelowe płatki pod oczy z uroczą myszką na opakowaniu. Dobrze nawilżają skórę pod oczami. Warto zastosować je po nieprzespanej nocy. Efekt widoczny po zastosowaniu. Skóra wygląda promienniej i bardziej świeżo. 

Maseczka marki Bielenda z serii Carbo Detox. Nawiasem mówiąc, nie wiedziałam, że seria już się tak rozrosła w coraz to nowe produkty pielęgnacyjne. Od teraz możemy dostać olejki pod prysznic, peelingi, a nawet szampony. Jak tylko zobaczę te nowości, nie omieszkam ich zaadoptować, bo maseczka jak najbardziej spełniła moje oczekiwania. Czarną maź dajemy na twarz i trzymamy przez około 10 min, zmywanie jest lekko uciążliwe, ale jak tylko to uczynimy, to nasza cera odpłaci nam za nasz wysiłek. Jestem zachwycona, bo moje zmiany skórne są widocznie wyciszone, cera aż promienieje. Wypróbowałam na razie wersję do cery mieszanej z zieloną glinką, ale już wiem, że koniecznie muszę przetestować jeszcze dwa warianty tych cudeniek. Zapach bardzo przyjemny, działanie zadowalające i niska cena sprawiają, że to produkt, który serdecznie Wam polecam.

Truskawkowa maseczka w płachcie marki Holika Holika.
Maseczka jest zrobiona z bardzo cienkiego materiału, który mocno nasączony jest esencją. Nadmiar produktu spokojnie starcza, by pokryć dodatkowo jednorazowo szyję i dekolt. Ładnie dopasowuje się do twarzy, choć pierwsze wrażenie po otwarciu miałam takie, że przy samym rozkładaniu maseczki ją rozerwę. Jednak niepotrzebnie się martwiłam, bo wszystko przebiegło zgodnie z planem. Dość dużo produktu wchłonęła moja cera. Po zabiegu skóra jest nawilżona i wygląda zdecydowanie lepiej. Jedyne rozczarowanie, jakie przeżyłam to brak truskawkowego zapachu, na który liczyłam. Maseczka prawie nie pachnie. Uznałabym, że ma delikatną, neutralną woń, bo już po chwili zupełnie jej nie czuć.

Różana maseczka w płachcie marki Holika Holika.
Wykonana jak poprzednia. Ta jednak w przeciwieństwie do truskawkowej pięknie pachnie różami.  Z rezultatów jestem też bardziej zadowolona z rezultatów. Z pewnością zakupię ponownie. 

Próbki:
Lioele Water Drop Sleeping Pack
Mizon - peeling cytrynowy
Etude House - Głęboko nawilżający krem do twarzy z kolagenem
The face Shop ryżowy żel do mycia twarzy



Trolls Poppy pianka do mycia o zapachu gumy balonowej. 
Stosowałam ten produkt jak mydło do rąk. Bardzo przyjemnie pachnie, ma lekko fioletowy kolor i dokładnie oczyszcza skórę dłoni. Przyznam szczerze, że jest wydajna, a obok tego designu nie mogłam przejść obojętnie. 

Mydło do rąk Linda z miodem manuka i limonką. 
Uwielbiam tę markę. Możemy znależć ją w Biedronce, a ceny zwykle są bardzo atrakcyjne, bo zapłaciłam za nie około 3 zł. Bardzo ładny, cytrusowy zapach i tak jak w przypadku poprzednich zużytych opakowań i do tej wersji nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobrze usuwa brud, jest wydajne, a dzięki obecności miodu manuka również nawilża nasze dłonie. 

Laboratorium Joanna seria prebiotyczna emulsja do higieny intymnej.
Bardzo delikatny, przeznaczony do wrażliwej skóry płyn do higieny intymnej. Ma delikatny, lekko wyczuwalny zapach. Tak jak obiecuje producent. jest ultradelikatny i dobrze usuwa zabrudzenia. Przy codziennym stosowaniu starczył mi na około dwa miesiące, więc co do wydajności też nie mam nic do zarzucenia. 


Zmiękczający krem do stóp z kolagenem morskim od Laboratorium Joanna.
Recenzje wszystkich produktów z tej serii, jakie miałam przyjemność testować, znajdziecie w poście poświęconemu linii sensual. 

Tony Moly Panda's Dream Stick.
Ten produkt został już zrecenzowany na blogu. Moją opinię możecie poznać tutaj: "Recenzja: TONY MOLY Panda's Dream Stick.".

Tony Moly - Magic Food Banana Hand Milk.
Krem do rąk również szczegółowiej opisywałam w osobnym poście: "Recenzja: Tony Moly - Magic Food Banana Hand Milk.". Obecnie zużywam drugie opakowanie.


Żel pod prysznic Balea - Mashmallow. 
Do zakupu skusiło mnie opakowanie. Tym razem niestety nie był to trafny wybór w moim przypadku, ponieważ nie jestem fanką słodkich nut zapachowych. Nieco mdły aromat jednak nie pozostawał długo na skórze. Zdecydowanie nie zakupię ponownie. Markę Balea jednak uwielbiam i z pewnością będę nadal sięgać po jej produkty, ponieważ są wydajne, mają ciekawe opakowania, a do tego owocowe zapachy są obłędne. Zwrócę jednak uwagę na preferowane przeze mnie zapachy.

Yves Rocher energizujący żel peelingujacy pod prysznic mango & kolendra.
Ten produkt mnie zawiódł. Mimo że zapach był cudowny, orzeźwiający i naprawdę trafiał w moje gusta. To wydajność pozostawiła wiele do życzenia. Po dwóch tygodniach codziennego stosowania opakowanie świeciło już pustkami. Nieco zbyt rzadka konsystencja skutecznie sprawiła, że nie sięgnę po niego ponownie. Delikatnie złuszczał naskórek, ale to i tak marna rekompensata. Może firma powinna pomyśleć nad nieco udoskonaleniem formuły.


Mgiełka do ciała o zapachu melonowym.
Zakupiona w Hebe za około 9 zł. Spisała się świetnie. Bardzo przyjemny, melonowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze. Wydajność bardzo dobra, bo starczyła na około 3 miesiące ciągłego stosowania. Bardzo dobry produkt z kategorii "do torebki", gdy potrzebujemy szybkiego odświeżenia.

Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie.
Dokonałam tego. W końcu udało mi się zużyć olejek. Moja szczera recenzja dostępna w osobnym poście: "Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie".
Denko maj 2017.

czerwca 24, 2017

Denko maj 2017.


Trochę późno, ale jak to się zwykło mówić "lepiej późno niż wcale". Przyznam szczerzę, że w maju jestem dumna ze swoich zużyć. Jak na jeden miesiąc jest ich dużo i nie czuję się winna z zakupów, które odbyły się w maju, a było ich sporo. Zdjęcie powyżej mówi same za siebie. Wiem, że pewnie część z Was oceni to jako normalne denko, a nawet całkiem małe, ale od dłuższego czasu borykałam się z problemem jedynie magazynowania kosmetyków, używania ich kilka razy i porzucania, więc teraz jak zdołałam odłożyć do swojego magicznego koszyczka wszelkie puste opakowania, sprawia mi to satysfakcję. Udało mi się zużyć 10 pełnowymiarowych produktów, 4 maseczki oraz 5 próbek.


Zacznijmy od produktów do rąk. W maju skończyłam dwa mydła, jedno z Isany drugie natomiast z Lindy oraz krem w kształcie uroczej Pandy z Tony Moly. Powiem szczerze, że zdecydowanie przy wizycie w Rossmannie będę musiała nabyć żel pod prysznic z Isany z serii podróże, bo mydło sprawdziło się bardzo dobrze. Ładny zapach, dobra wydajność i do tego idealna moim zdaniem konsystencja. Dodatkowo nie miałam problemu z wysuszonymi dłońmi podczas używania preparatu. Mydło marki Linda, które znajdziecie w Biedronce, też spisało się na medal. Tutaj bardzo na plus jest cytrusowy, orzeźwiający zapach i konsystencja lekkiego balsamu. Oba mydła serdecznie Wam polecam. Krem do rąk marki Tony Moly, czyli Panda's Dream White Hand Cream znajdziecie stacjonarnie w Sephorze, a online w prawie wszystkich sklepach z kosmetykami azjatyckimi. Czytelniczki na bieżąco śledzące mojego bloga wiedzą, że produkt ten był już dokładnie przeze mnie recenzowany a te, które znają mnie od niedawna, zapraszam do linku z opinią. W skrócie jest to uroczy stworek, a niego wnętrzu znajdziemy bardzo dobry krem nawilżający, który moim zdaniem zdecydowanie lepiej sprawdzi się lepiej latem niż zimą ze względu na swoją lekką konsystencję. 


Kolej na preparaty, które sprawiają, że pachniemy jak owoce. Mgiełka do ciała marki White Swan o zapachu czerwonych jagód. Najbardziej wyczuwalną nutą jest truskawka. Odświeża, a zapach utrzymuje się przez kilka godzin. Produkt jest wydajny. Zużycie go trwało jakieś 3 miesiące przy prawie codziennym używaniu. Balsam od Dairy fun sprawi, że będziesz pachnieć jak jagodowa babeczka. Nie jest to typowy, owocowy zapach. Określiłabym go raczej jako cukierkowy z wyczuwalną jagodową nutą. Dobrze i szybko się wchłania, pozostawiając naszą skórę nawilżoną. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do tego produktu to jego mało apetyczny siny kolor, ale po dokładnym rozsmarowaniu nie jest to zauważalne. Ostatnim z owocowych specyfików jest balsam do ciała marki Joanna z serii Sensual z proteinami jedwabiu, który moim zdaniem ma delikatny zapach brzoskwini. Jeden z lepszych balsamów, jakie dane mi było ostatnio używać. Więcej o tym produkcie znajdziecie w poście na temat całej linii Sensual.


Produkty, które ostatnio towarzyszyły mi pod prysznicem. Żel pod prysznic marki Isana, który pięknie, jeżynowo pachnie, dodatkowo dobrze się pieni i jest wydajny. Jak już wiecie z poprzednich denek, uwielbiam tę markę i nie zamierzam z niej rezygnować. Kolejnym produktem jest żel pod prysznic marki Balea z uroczym jednorożcem na opakowaniu. Pachnie on dla mnie maślanymi ciasteczkami, wydaje mi się, że ta opcja była nieco za słodka dla mnie, bo jestem bardziej fanką świeżych i owocowych zapachów, ale obok tego konika nie mogłam przejść obojętnie. Wydajność jest dobra i dobrze myje ciało. Żele tej marki proponuje Wam wypróbować, a już szczególnie osobom, które mają dostęp do DM. Tam można nabyć te żele w cenie około 1 euro. Ostatnim już produktem z tej kategorii jest moim zdaniem wisienka na torcie, czyli peeling myjący marki Perfecta z serii Natura effect. Kosmetyk ten zdobył sobie moją sympatię głównie dzięki zapachowi. Połączenie śliwki i wanilii dają oszałamiający efekt, a dodatkowo jego woń dość długo utrzymuje się na skórze. Jedyne moje zastrzeżenie to fakt, że wydajność jest bardzo słaba. Peeling ładnie złuszcza martwy naskórek i pomaga w utrzymaniu naszej skóry w dobrej kondycji.


Ostatnim z pełnowymiarowych produktów, które sięgnęły dna, jest pianka do oczyszczania twarzy z aloesem marki Holika Holika. Kupiłam ją na promocji w Drogerii Pigment. Dobrze się pieni i ładnie oczyszcza twarz. Jednak używając jej, musimy równocześnie stosować mocno nawilżające kremy, bo żel lekko przesusza skórę. Ma bardzo przyjemny, świeży zapach. Produkt jest wydajny, bo używając go niemalże codziennie, wytrzymał około 3 miesięcy. Wystarczy naprawdę niewielka ilość, by oczyścić całą twarz. Najgorsze jednak jest wydobywanie produktu z opakowania pod koniec jego użytkowania. Plastik popękał i żel zaczął wyciekać bokami. To sprawiło, że już zdecydowanie nie zakupię tego produktu ponownie. Aloesowi mówię zdecydowane tak, ale spróbuję kosmetyków innej firmy.


Maseczki:

Maseczka w płachcie z Pokemonowej edycji od Tony Moly (Pikachu Moisture Mask Sheet)
Maseczka o delikatny zapachu. Na szczęście nie ma słodkiej, miodowej woni, bo tego się obawiałam. Raczej nie przepadam za dłuższym wdychaniem słodkich, mdłych zapachów. Ma za zadanie nawilżyć i odżywić naszą skórę. Po aplikacji nasza skóra jest widocznie odżywiona, a nadmiar pozostały po aplikacji, trzeba dokładnie wetrzeć w skórę. Prawie całość esencji została przyswojona przez moją twarz. Dobre nasączenie sprawia, że pozostałościami w uroczym opakowaniu możemy potraktować spokojnie jeszcze całą szyję. Maseczka jest gładka, nie ma żadnych motywów na sobie, a szkoda, bo chciałabym na moment być Pikachu. Koszt tej przyjemności z przesyłką to 1,5 $, więc jak na ten typ kosmetyku to całkiem niska cena. Zakupiona na ebayu.


Maseczka w płachcie z Pokemonowej edycji od Tony Moly Pikachu -Miód- Nawilżanie (TONY MOLY Pokemon Mask Sheet) 
Tak jak w przypadku poprzedniej maseczki bardzo delikatny zapach, tym razem nieco bardziej wyczuwalna woń plastrów miodu. Esencja jest dość mocno żelowa, a cała maseczka dość gruba, ale bardzo ładnie przylegająca do twarzy. Ogólnie całą serię tych Pokemonowych maseczek oceniam na plus. Urocze opakowania skrywają w sobie produkty naprawdę dobrej jakości. Koszt jednej maseczki to około 2 $. Zakupiona w zestawie na ebayu.

Maseczka w płachcie Missha drzewo herbaciane (Missha Pure Source Cell Sheet Mask Tea Tree) x 2
Skusiły mnie również maseczki marki Missha w promocyjnej cenie. Zestaw pięciu kosztował mnie koło 4,20 $. Wybrałam opcję z drzewem herbacianym. Ostatnio coraz częściej sięgam po kosmetyki, których głównym składnikiem jest wyciąg z tej rośliny. Zauważam, że ma on pozytywne oddziaływanie na moją skórę. Maseczki jednak są przeciętne. Dość cienki materiał nieco utrudnia nałożenie na twarz i lubi w niektórych miejscach najzwyczajniej odstawać. Jednak jeśli chodzi o działanie, to nieco wycisza stany zapalne powstałe na skórze. Więc, gdyby tylko wykonanie było nieco solidniejsze, to byłyby to jedne z moich ideałów.

Próbki:
Tony Moly serum z czarną herbatą (Tony Moly The Black Tea Serum)
Tony LAB Ac Control Acne Foam Cleanser
Benton Aloe Propolis Soothig Gel

Tony Moly krem pod oczy z czarną herbatą (London Classic Eye Cream)

Używałyście tych produktów? Może posiadacie własne opinie na ich temat?
Copyright © Lifestyle by Ladyflower , Blogger