12:49:00

Recenzja: Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie.

W zakupach październikowych pokazywałam Wam kilka ciekawych produktów. Część z nich przeszła już testy, a na temat innych dopiero wyrabiam sobie opinię. Dziś w tym przedświątecznym szaleństwie, gdzie wszędzie wypieki, pakowanie prezentów (o tym pisała moja przyjaciółka Magda na naszej wspólnej stronie) i inne ciekawe, ale też lekko stresujące rzeczy, chciałabym Wam przedstawić recenzję oleju do ciała od Bielendy. Mam nadzieję, że któraś z Was w tym całym zamieszaniu skusi się na relaksujący prysznic, a by go chwilkę przedłużyć, tuż po myciu odda się rozkoszy oleistym, cudownie pachnącym kropelkom na swoim ciele.



Zacznę, że kosmetyk wchodząc na rynek, zrobił małą furorę w sieci, bo jak nie zakochać się w trzywarstwowym tak pięknie prezentującym się kosmetyku? Ogólnie ja jestem uczulona na takie rzeczy, bo jak tylko zobaczę ładną rzecz, to potem ona sama wskakuje mi do koszyka w sklepie. Nie potrafię tego zrozumieć, staram się walczyć, jak do tej pory przegrywam. Kosmetyk jest ogólnodostępny. Ja kupiłam go w Rossmannie w cenie ok. 18 zł. Moim zdaniem cena jak najbardziej normalna, bo zwykle w tych granicach kupuję balsamy, masła i inne pielęgnacyjne kosmetyki do całego ciała.



Opakowanie jak widzicie na zdjęciach to plastikowa butelka zakończona atomizerem. Produkt bardzo prosty w użyciu. Należy dokładnie wstrząsnąć kosmetykiem, tak by warstwy się wymieszały, a następnie rozpylić na ciało. Jedyna uwaga tutaj, by rozpylanie odbywało się w miarę blisko ciała, tak byście nie miały całej łazienki umazanej olejkiem, bo ja właśnie to zrobiłam za pierwszym razem.

Powiem szczerze, że działanie nie jest niesamowite. Może miałam zbyt wybujałe wyobrażenie na temat tego preparatu, ale jak dla mnie poza ładnym wyglądem nie wyróżnia się on niczym szczególnym. Natłuszcza jedynie na chwilę i niestety niezbyt intensywnie. Przyjemny, słodki zapach też dość prędko się ulatnia. Wiem, że może za taką cenę nie możemy oczekiwać cudów, ale moim subiektywnym zdaniem, niekoniecznie warty uwagi produkt. Stosuję go jako odskocznię dla swoich mniej zapachowych balsamów, które jednak nawilżają moją skórę jak trzeba. Tak jak wspominałam na początku posta używam go w celu zniwelowania stresu. Jego dość intensywny przez moment zapach potrafi odprężyć, ale dla naszej skóry niestety nie robi nic dobrego.



Skład: Aqua (Water), Dimethicone, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycerin, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Coumarin, Limonene, Linalool, CI 17200, CI 60725.

Polecam osobom, które tak jak ja szukają jedynie chwilowego zapomnienia, a na co dzień stosują produkty, które dobrze nawilżają ich skórę. Ładny design na pewno wpadnie w oko niejednej z Was, ale czy warto zainwestować, to już musicie ocenić same. Może któraś z Was ma zupełnie odmienne zdanie o tym produkcie? Zachęcam do podzielenia się swoją opinią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentowanie postów.
Komentarze obraźliwe będą od razu usuwane.
Jeśli zadałaś pytanie sprawdź odpowiedź pod postem pod którym je zadałaś :)

Copyright © 2016 Lifestyle by Ladyflower. , Blogger