Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biedronka. Pokaż wszystkie posty
Denko koniec roku 2017.

maja 01, 2018

Denko koniec roku 2017.



Rok 2017 daleko już za nami, a zaczęłam pisać dla Was tego posta, jak chylił się ku końcowi. Ostatnio nawet nie wiem co to czas wolny, a moje zajęcia pochłaniają mi tyle energii, że jedyne, o czym marzę to mięciutkie łóżeczko, w którym można zaleźć ukojenie po ciężkiej pracy. Majówka na szczęście nieco luźniejsza niż zwykle i całe dwa dni wolnego. Muszę nadgonić blogowe zaległości, nieco uprzątnąć moją norkę i ogarnąć dwa króliczki. Moje stadko nieco się powiększyło, ale i tym opowiem Wam innym razem.

Przejdźmy do meritum, czyli jakie produkty kosmetyczne udało mi się wykończyć pod koniec zeszłego roku. Jak widzicie na zdjęciu, trochę się tego nazbierało, a sama nie wiem jakim cudem, bo czasu na zużywanie mazideł też nie było zbyt wiele.


Zacznijmy od żeli pod prysznic, idąc od lewej strony:

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 Trolls Poppy.
Jako żel sprawdza się bardzo dobrze. Ma gęstą, mocno pieniącą się konsystencję i obłędnie, trukawkowo pachnie. Wydajność oceniam jako bardzo dobrą, bo starczył mi na około miesiąc codziennego używania. Przy mojej delikatnej skórze głowy nie odważyłam się zastosować go jako szamponu. Poza tym produkty do pielęgnacji włosów dzieci nie są przeznaczone dla osób dorosłych, bo wysuszają skórę głowy. Zawsze po stosowaniu tego typu produktów mam później problem, by moje włosy powróciły do dobrej kondycji.

Żel pod prysznic marki Elkos o zapachu Mango i Ananasa.
Uwielbiam warianty zapachowe tej marki. Opakowania sprawiają, że nie mogę obojętnie przewinąć strony i zawsze przy zamawianiu niemieckich produktów parę tych żeli trafia mi do koszyka. Zwykle zamawiam na mojedrogeria.eu z masą płynów do płukania. Nie jest bardzo gęsty, a jego wydajność to około 2 tygodnia, ale za 4 zł to i tak nie najgorszy wynik. Bardzo ładnie pachnie, ale zapach nie utrzymuje się na długo. Zawsze przy jego stosowaniu towarzyszy mi aromatyczny balsam do ciała, bo uwielbiam wychodzić z łazienki po prysznicu pachnąca. Oceniam jako dobry, ale bez szczególnego zachwytu.

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 edycja limitowana z potworami z Ulicy Sezamkowej.
Tak jak w przypadku żelu i szamponu dla dzieci Trolls używałam go jedynie jako produktu do mycia ciała, a nie włosów. Ładnie truskawkowo pachnie. Dobrze się pieni i jego wydajność jest jak innych żeli pod prysznic tej marki, czyli około 2 tygodnie. Zapach dłużej utrzymuje się na skórze niż wersji standardowych, ale dla mnie wciąż jest zbyt mało intensywny i za szybko się ulatnia.

Żel pod prysznic marki Balea w wersji arbuzowej.
Doskonale wiecie, że jestem fanką tej niemieckiej marki kosmetyków. Zapach tego żelu pod prysznic pobił wszystkie dostępne tu opcje. Jest bardzo orzeźwiający, a w duecie z melonowym peelingiem do ciała tej marki pozostawiał bardzo przyjemny zapach na skórze. Wydajność to około 2 tygodnie. Polecam do stosowania przy porannych prysznicach, bo zapach szybko potrafi obudzić.



Kolejna partia kosmetyków, która umili nam pobyt pod prysznicem. tym razem nieco bardziej naturalniej i zdecydowanie hypoalergicznie:

Hypoalergiczny żel pod prysznic marki Joanna z prowitaminą B5.
Żel w pełni spełnił moje oczekiwania. Jest bardzo delikatny, prawie bezzapachowy oraz wydajny, bo starczył na około miesiąc używania. Dobrze się pieni i sprawia, że nasza skóra jest na prawdę delikatna. Polecam osobom z problemami skórnymi.

Ekologiczny peeling do ciała drobnoziarnisty z olejkiem arganowym od Laboratorium Joanna.
Peeling do ciała, który zdecydowanie polecam. Uwielbiam maluchy od Joanny, które bardzo ładnie pachną i dobrze zdzierają martwy naskórek. Te w wersji BIO czy też EKO stanęły na wysokości zadania i jestem zadowolona zarówno z wersji drobno jak i gruboziarnistych. Ten wariant przyjemnie, ale nienachalnie pachnie. Zdecydowanie polecam stosowanie na noc, bo koi zmysły i przygotowuje nas do odżywczego snu. Po stosowaniu skóra jest bardzo delikatna w dotyku.

Hypoalergiczny szampon marki Joanna z prowitaminą B5.
Niestety w temacie szamponów muszę zdecydowanie uważać, bo wiele marek mnie uczula. Tutaj mogę powiedzieć szczerze, że z pewnością produkt ten może być używany przez alergików oraz osoby z problematyczną skórą głowy. Nie powodował on u mnie swędzenia, pieczenia, łupieżu oraz innych przykrych dolegliwości, które mam przy używaniu np. szamponów marki Garnier czy też Head&Shoulders. Jedynym moim zastrzeżeniem jest fakt, że w duecie do niego konieczna jest dobra odżywka oraz maska do włosów, bo nieco wysusza końce włosów.


Dalej pozostajemy w dziedzinie higieny osobistej:

Mydło do rąk w płynie biedronkowej marki Linda w wariancie oliwkowym.
Muszę przyznać, że polubiłam mydła do rąk marki Linda z Biedronki i chętnie po nie sięgam. Zdecydowanie wolę edycje limitowane, które mają ładne opakowania, ale stwierdziłam, że sięgnę po tę standardową wersję. Kremowe i ładnie pachnące, wydajne, a przede wszystkim tanie. Dobrze myje i ładnie się pieni. Nie wiem, czego jeszcze można wymagać.

Monoi de Tahiti Szampon-żel pod prysznic od Yves Rocher.
Uwielbiam produkty kosmetyczne, które dają nam namiastkę lata w środku zimy. Ten produkt zużywałam w grudniu i jak wszystkie żele marki Yves Rocher obłędnie pachniał, a zapach na długo utrzymywał się na skórze. Polecam używać w duecie z mgiełką do ciała z tej samej serii. Teraz jako nowość marka oferuje na swojej stronie wersję marakuja. Koniecznie muszę spróbować.

Ziaja Intima kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem laktobionowym regenerująco-łagodzący.
Mój zdecydowany must-have, jeżeli chodzi o higienę okolic intymnych. Jestem w trakcie zużywania drugiego opakowania tego żelu. Jego zaletą jest praktyczne opakowanie z pompką, dobra wydajność, a przede wszystkim fakt, że jest idealnie dopasowany do wrażliwej skóry. Jego stosowanie nie powoduje podrażnień.



Kilka produktów do pielęgnacji twarzy:

Ziaja naturalne, oliwkowe mleczko do demakijażu oczu i oczyszczania twarzy.
Bardzo dobre mleczko do demakijażu, które poradzi sobie z wodoodpornymi tuszami, podkładem oraz nawet bardzo trwałym eyelinerem. Łatwo usuwa makijaż i nie powoduje podrażnień. Nie polecam dla osób z wrażliwymi oczami, bo jednak nadmiar produktu, jeśli dostanie się do oczu, to lubi powodować dyskomfort. Produkt bardzo wydajny, bo towarzyszył mi ponad miesiąc.

Maseczka typu Sleeping od marki A'pieu w wersji z wyciągiem z drzewa herbacianego.
Kosmetyki koreańskie zyskały ostatnimi czasy bardzo dużą sławę i to moim zdaniem nie bez powodu. Sama chętnie po nie sięgam. Ten produkt ma konsystencję przeźroczystego żelu, który po aplikację na twarz daję efekt kojący. Pomagał mi w walce z problemami skórnymi. Wyciąg z drzewa herbacianego ma właściwości bakteriobójcze i usprawnia proces regeneracyjny naskórka. Zdecydowanie zauważyłam poprawę kondycji skóry twarzy, lepszą jej elastyczność oraz mniejszą skłonność do wyprysków. Cena też nie była wygórowana, bo zapłaciłam za tą maseczkę około 4 $, czyli jakieś niecałe 20 zł już z wliczoną przesyłką.

Olejek z wyciągiem z drzewa herbacianego od Skinfood.
Kolejny produkt, który wspomagał moją twarz w walce z niechcianymi czerwonymi punkcikami. Bardzo polubiłam ten produkt i stosowany punktowo zdecydowanie zmniejszał zaczerwienienia i pomagał w procesie gojenia. Polecam dla osób ze skórą trądzikową.


Maseczki, maski i paski na nos:

Estemedis, regenerująca maska do dłoni.
Kolejny Biedronkowy produkt w tym zestawieniu. Uwielbiam stosowanie silnie regenerujących specyfików do dłoni, które pozwalają w krótkim czasie przywrócić miękkość naszym rączkom. Produkt ten jak najbardziej spełnił moje oczekiwania, bo po niespełna godzinie w masce, a następnie wtarciu produkty w dłonie i kilkugodzinnym śnie moje łapki były jak nowo narodzone. Zdecydowanie polecam.

Maska do stóp marki It's Sikin z limitowanej edycji z postaciami z Ulicy Sezamkowej.
Maska do stóp z podobizną Elmo. Tak jak w przypadku maseczki do dłoni, o której już pisałam, skarpetki mają na sobie ikonki z serduszkami i podobiznami postaci z Ulicy Sezamkowej. Ładny design i przepiękny morelowy zapach sprawiły, że polubiłam ten produkt. Skóra na naszych stopach po zastosowaniu jest widocznie odżywiona i zregenerowana. Polecam szczególnie po wykonaniu peelingu, żeby produkt lepiej się wchłonął.

Maska w płachcie (sheet mask) z Olafem z edycji limitowanej marki the Saem w wersji Grejpfrutowej.
Miałam do czynienia z tym wariantem zapachowym przy użyciu maseczki w płachcie marki Tony Moly z Pokemonowej edycji. Zapach był identyczny, czyli mocno cytrusowy i orzeźwiający. Po zastosowaniu nasza skóra jest widocznie bardziej napięta, ale co do odżywienia miałabym zastrzeżenia. Fajna maseczka, jeśli chodzi o chwilę relaksu i ładnego zapachu, ale zdecydowanie nie nadaje się dla osób wymagających regeneracji cery.

Paski na nos 3 kroki od marki The Face Shop z edycji limitowanej The Simpsons.
Lubię paski na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z powierzchni naszego nosa. Warianty w trzech krokach są moim zdaniem najlepsze. Pierwszy etap polega na otwarciu porów, drugi na wyciągnięciu zanieczyszczeń, a trzeci na łagodzeniu podrażnień i zamknięciu otworów. Jednak ten wariant niespecjalnie się spisał. Bardziej polecam paski w trzech krokach z marki Elizavecca.

Tako Pore One Shot Nose Pack plastry na nos od Tony Moly.
Tutaj przyznaję, że przepadłam, gdy zobaczyłam opakowanie i musiałam je mieć. Zdecydowaną ich przewagą jest innowacyjność połączenia plastrów na nos oraz dole okolice czoła. Bardzo ładnie wyciągają wszystkie zanieczyszczenia. Stosowane w zestawie z bąblową maseczką i stickiem do zaskórników przynoszą naprawdę widoczne rezultaty. Polecam.

Produkty, o których już pisałam w poprzednich denkach:

Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop.
Ostatni z zestawu plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Maseczka w płachcie Missha drzewo herbaciane (Missha Pure Source Cell Sheet Mask Tea Tree).
Skusiły mnie również maseczki marki Missha w promocyjnej cenie. Zestaw pięciu kosztował mnie koło 4,20 $. Wybrałam opcję z drzewem herbacianym. Ostatnio coraz częściej sięgam po kosmetyki, których głównym składnikiem jest wyciąg z tej rośliny. Zauważam, że ma on pozytywne oddziaływanie na moją skórę. Maseczki jednak są przeciętne. Dość cienki materiał nieco utrudnia nałożenie na twarz i lubi w niektórych miejscach najzwyczajniej odstawać. Jednak jeśli chodzi o działanie, to nieco wycisza stany zapalne powstałe na skórze. Więc gdyby tylko wykonanie było nieco solidniejsze, to byłyby to jedne z moich ideałów.


Na koniec produkty z różnych bajek:

Hydrolat z róży damasceńskiej od Mydlarni Cztery Szpaki.
Pierwszy produkt tej marki, który przykuł moją uwagę. Kupiłam go w krakowskim pigmencie i nie żałuję ani grosza wydanego na ten hydrolat. Pierwszy raz miałam styczność z tak uniwersalnym naturalnym kosmetykiem, który pięknie przy tym pachniał. Stosowałam go jako mgiełkę do ciała, włosów i twarzy. Bardzo ładnie odświeża skórę i ją oczyszcza. Minusem jest krótka data ważności, ale przy codziennym stosowaniu spokojnie jesteśmy w stanie zużyć całość produktu. Chętnie sięgnę po inne warianty lub wrócę do tego.

Woda toaletowa It's Wild Playboy.
Nie lubię zapachów od marki Playboy, bo zwykle są zbyt słodkie i intensywne do tego stopnia, że potrafi mnie od nich rozboleć głowa. Jedyny wariant, jaki do tej pory mi odpowiada to panterkowa wersja It's Wild. Zapach nie jest przesłodzony, choć ma w sobie karmelowe nuty. Nie dajcie się zmylić, bo w przypadku żelu pod prysznic jest ona zdecydowanie intensywniejsza. Zapach utrzymuję się kilka godzin.

Cushion z wersji limitowanej "Gdzie jest Nemo" od marki The Saem.
Marka The Saem to jedna z tańszych marek, jeśli chodzi o koreańskie kosmetyki kolorowe. Limitowaną edycją z filmu „Gdzie jest Nemo” trafili moim zdaniem w dziesiątkę. Jestem zadowolona z wszystkich produktów, które kupiłam. Mój pierwszy w całości zużyty cushion. Bardzo dobrze kryjący, z filtrem przeciwsłonecznym, nawilżający skórę. Nie sądziłam, że stosowanie jakiegokolwiek kosmetyku kolorowego może być tak łatwe i nie obciążać naszej skóry. Przy pomocy gąbeczki z zestawu nanosimy produkt i niepotrzebny jest nam beautyblender, by uzyskać pożądany efekt. Rewelacja. Do osób, które nigdy nie używały tego typu produktu, mogę powiedzieć tylko jedno, że musicie to, czym prędzej zmienić. Zastosujecie raz i już nigdy nie sięgniecie po zwykły, drogeryjny podkład.

To już koniec denka z końca 2017 roku. Szykujcie się na kolejne już niebawem. Będzie ono obejmować pierwszy kwartał 2018. Mam nadzieję, że nieco pomogłam Wam w drogeryjnych dylematach. Jeśli stosowałyście którykolwiek z produktów z powyższego denka będzie mi bardzo miło, jeżeli wypowiecie się na jego temat w komentarzu. Który kosmetyk szczególnie przykuł Waszą uwagę?
Nowości w kosmetyczce - sierpień 2017.

września 01, 2017

Nowości w kosmetyczce - sierpień 2017.

Z końcem miesiąca zawsze mam wrażenie, że wcale nie ma tak sporo nowości u mnie. Pochowają się po szafach, a gdy przychodzi do przygotowywania zdjęć, to powiem szczerze, że łapię się za głowę i pomału zaczynam zastanawiać się nad leczeniem. Wiem jednak, że większość z tych cudeniek zostanie zużyta, bo systematycznie dbam o siebie i wszystko to jest mi potrzebne. Ważne jest przy przechowywaniu takiej ilości, szczególnie jeśli chodzi o produkty pielęgnacyjne, by otwierać kosmetyki dopiero wtedy, gdy zaczynacie ich używać, by nie straciły swych właściwości. Zwykle data ważności jest dość spora, ale tylko pod warunkiem, że opakowanie jest fabrycznie zamknięte. Przejdźmy do nowości, których i tym razem nie brakuje.


Paczka od Beautynetkorea. Zamawiałam tam pierwszy raz i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. 12 lipca złożyłam zamówienie i już na początku sierpnia przesyłka była u mnie. Dodatkowo jako gratis dostałam pełnowymiarowy produkt, jakim jest Tint do brwi od Etude house w kolorze jasnego brązu.


W paczce znajdowały się:

  • TONYMOLY Buried Digda Pop Up From The Ground 3-Step Nose Pack - plastry oczyszczające nos w trzech krokach
  • PRRETI Cleanse Juice One Pack 3 Type - 3 rodzaje maseczek w płachcie: miodowa, jarmużowa oraz z kalarepą. 
  • PRRETI Tok Tok Ade Clay Mask - brzoskwiniowa maseczka.
  • PRRETI Pure White Milk Cream - wybielający delikatnie, mleczny krem do twarzy i ciała.
  • PRRETI So Good Foot Peeling Mask 3-Step Program - skarpetki złuszczające w 3 krokach.
  • PRRETI Honey & Berry Sleeping Mask - maseczka / krem na noc z miodem i jagodami. 
  • EYENLIP Pure White Tone-Up Cream - wybielający krem do twarzy i ciała.
  • PRRETI Honey & Berry Lip Sleeping Mask - maseczka na noc przeznaczona do pielęgnacji ust, zamknięta w poręcznej tubce. 



Tym razem nowości prosto z ebay'a. Mam już pierwszy, upragniony kosmetyk marki Elizavecca, czyli ujędrniający krem do biustu. Dodatkowo tint w odcieniu ciemnego brązu do brwi od firmy Etude House. Ostatni produkt to Holika Holika Baby Silky Foot Mask Sheet, czyli regenerująca maseczka do stóp w formie bawełnianych skarpet, za które zapłaciłam niecałe 3 $ z przesyłką. 


Ostatnie dwie brakujące do kolekcji maseczki w płachcie z postaciami Disneya. Brakowało mi jedynie Arielki, która ma za zadanie nawilżyć naszą skórę i Śpiącej królewny, która ma działanie regenerujące. Cała kolekcja już u mnie! Zakochałam się w opakowaniach i niezmiernie cieszy mnie fakt, że mam już komplet. Aż szkoda zużyć. Dodatkowo na zdjęciu widzicie dwie próbki, które dostałam do zamówienia oraz znalazłam również odręcznie pisany list schowany w małej różowej kopercie ze znaczkiem "Present for you". Bardzo miłe, ładnie zapakowana paczka i zdecydowanie jeszcze coś zakupię u tego sprzedawcy. Znajdziecie bez problemu na eBayu: all_set.


Urocze ośmiorniczki kryją w sobie oczyszczające plastry na nos. Czekam jeszcze na scrub z tej serii i z pewnością ją Wam zaprezentuje. Produkt nabyłam na eBayu, zestaw trzech sztuk kosztował niecałe 7 $. Widziałam już poświęcone im recenzje i jestem pełna nadziei, że w pełni spełnią swoją funkcję.


Moje pierwsze zakupy w internetowej drogerii ezebra zakończone pełnym sukcesem. Kupiłam w promocyjnej cenie paletkę cieni Makeup Revolution Fortune Favours The Brave 30 Eyeshadows by BritishBeautyBlogger, roświetlacz, o którym marzyłam, czyli Makeup Revolution Unicorns Heart Rainbow Highlighter. Dodatkowo poziomkowy, cukrowy peeling do ust Evree Sugar Lips. Dodatkowo do zamówienia dołączona była ciekawa zakładka.


Moje ostatnie w tym miesiącu paczki, które odebrałam z poczty.

Pierwsza to przesyłka z Jolse. Zawartość:
  • Innisfree Blooming Highlighter 9.5g edycja limitowana z pięknym, kwiatowym grawerem
  • TONYMOLY Tako Pore Bubble Pore Pack 
  • TONYMOLY Tako Pore Sebum Control Gel Cream
  • NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA Scaling Cream 50ml - do recenzji tego produktu zakwalifikowałam się na stronie sklepu i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. 
  • Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt co do ilości dodanych próbek (następne zdjęcie).

Ebay:
The Simpsons Jeju Volcanic Lava 3-Step Deep Cleansing Nose Strip - oczyszczające plastry na nos. Kupione u sprzedawcy seoulcosmetics. Kiedyś bardzo chwaliłam sobie zakupy. Obecnie jestem bardzo niezadowolona, ponieważ przesyłka z uzupełnieniem mojej kolekcji "Gdzie jest Nemo" nie dotarła, a ta przybyła prawie 3 tygodnie po terminie. Jednak dostałam pełny zwrot pieniędzy. Mam nadzieję, że szybko zażegnają problemy, bo ceny zwykle mieli najbardziej atrakcyjne. 


Próbki, które znalazłam w zamówieniu z Jolse. Ich ilość mnie pozytywnie zaskoczyła. 
Co tu ciekawego znajdziemy?:
  • Tony Moly Banana Sleeping Pack - miałam już okazję wypróbować taką próbkę i rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania. Świetnie pachnie i dobrze nawilża. 
  • Tony Moly Luminous Goddess Aura BB Cream SPF37 PA++
  • Tony Moly Regencia Homme Multi Fluid 
  • Lioele Secret Pore Rich Balm
  • Lioele Triple The Solution (BB Cream) SPF30/ PA++
  • Nature Republic Super Aqua Max Cream
  • Węglowy pasek na nos
  • Maseczka w płachcie The Saem Global Eco Mask Sheet
  • Bibułki matujące.

Co sądzicie o takiej ilości sampli?


Jeszcze więcej nabytków z tego miesiąca. Tym razem niewielki zakup w Drogerii Hebe oraz łupy z Biedronki.
O co tym razem poszerzyła się moja szafa z kosmetykami?:

  • Evree, Magic Rose, Różany tonik do twarzy
  • Estemedis, regenerująca maska do dłoni
  • 3 żele antybakteryjne: arbuzowy, ananasowy oraz truskawkowy.

Na koniec moja wisienka na torcie, czyli urodzinowy prezent od mojego chłopaka. Z obawy, że zostanie ponownie wykupiona, nieco przyspieszyłam zakup. Mojego zachwytu nad nią nie ma końca. Recenzję oraz swatche znajdziecie w osobnym POŚCIE poświęconym tej paletce.

Jak podobają się Wam nowości?
Denko czerwiec 2017.

sierpnia 26, 2017

Denko czerwiec 2017.


Niedawno o nowościach lipca, mamy sierpień, a ja dalej z zaległym denkiem czerwcowym. Zaczyna mi doskwierać chroniczny brak czasu na cokolwiek i martwi mnie ten fakt. Wiem jednak, że lato to najintensywniejszy okres w mojej pracy i już zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Dobra, przestaję marudzić i przedstawiam Wam moje zużycia z czerwca. Jak widzicie na zdjęciu powyżej, jest ich dość trochę i jestem z tego dumna. Wykończyłam dziesięć pełnowymiarowych opakowań, taką samą liczbę maseczek i 7 próbek i plastrów na nos. Nawet nie wiem, kiedy to się stało.


Niekonwencjonalnie zacznijmy od maseczek i próbek, a potem przejdziemy do pełnowymiarowych produktów. Na zdjęciu powyżej mamy:

Arbuzowa maseczka marki Flor de man (Essential Watermelon Juice!)
Maseczka w płachcie idealnie przylega do twarzy. Ma przyjemny, świeży, arbuzowy zapach. Jest to pierwsza maseczka tego typu, która była aż tak intensywnie nasączona esencją, która ma bardzo lekką konsystencję. Spokojnie przez dwa dni możemy używać jej jako serum do twarzy. Widocznie nawilża skórę i po aplikacji nasza twarz jest zdecydowanie odświeżona oraz przyjemna w dotyku.

Maseczka na dłonie w formie rękawic marki It's skin z limitowanej edycji Sesame Street.
Nie tylko opakowanie ma ładne, lecz również całe rękawiczki są pokryte serduszkami z oczami bohaterów tego serialu. Zewnętrzna ich strona jest pokryta czymś na wzór ceraty, a w środku znajduje się kompres, który nasączony jest esencją. Przy aplikacji sporym ułatwieniem jest fakt, że rękawiczki domykamy plastrami, które umożliwiają w miarę szczelne zamknięcie dłoni, a przez to efektywniejsze wchłanianie się specyfiku. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z takim rozwiązaniem i oceniam je jak najbardziej na plus. Sam produkt bardzo ładnie pachnie morelami. Po około 30 min nasze dłonie są widocznie zdrowsze, skóra odżywiona i miękka w dotyku. Jak najbardziej polecam i to nie ze względu na jedynie ładny design, ale przede wszystkim z powodu cudownego działania.

Maseczka do stóp The Face Shop Disney CINDERELLA'S Glass Shoes Foot Mask.
W przypadku tej maseczki powierzchnia skarpetek jest gładka, bez żadnych nadruków. Bardzo intensywnie pachną mięta i zdecydowanie regenerują skórę na naszych stopach. Nie są to z pewnością skarpetki złuszczające, a jedynie maska, którą polecam zastosować po zrobieniu tradycyjnego peelingu stóp. Esencja zostanie wtedy lepiej wchłonięta. Wyczułam delikatny efekt chłodzący, więc na nasze ostatnie upały jest to idealny kosmetyk  do naszego małego, domowego SPA.

Węglowa maseczka typu Peel Off od marki Purederm. 
Ten specyfik zakupiłam w Biedronce i przyznam się, że byłam sceptycznie do niego nastawiona po recenzjach azjatyckich, czarnych maseczek  "do zrywania". Jednak nie zawiodłam się. Nie ma tu żadnego cudownego działania typu wyciągnięcie wszystkich zaskórników, a jedynie złuszczenie martwego naskórka i w tej dziedzinie sprawdziła się bardzo dobrze. Na tyle byłam zadowolona z efektu, że kupiłam wersję ogórkową, ale na tej drugiej czekało mnie już rozczarowanie. 

Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop. 
Zużyłam trzy sztuki plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Marion Fit & Fresh maseczka ogórkowa przeznaczona do skóry tłustej i mieszanej z niedoskonałościami. 
Konsystencja maseczki jest dość tłusta. Nie wyobrażam sobie stosowania na noc, co proponuje producent. Jednak tradycyjne stosowanie, czyli aplikacja na 20 min na twarz i dekolt jest jak najbardziej ok. Po zabiegu cera jest jaśniejsza, widocznie odżywiona oraz nieco nazwałabym to "wyciszona", czyli moje niedoskonałości stały się mniej widoczne. Dodatkowo przepięknie pachnie świeżym, zielonym ogórkiem. Zapach jest kropka w kropkę taki jak przy krojeniu prawdziwego warzywa. Cena jest atrakcyjna (ok. 2 zł), lecz powiem szczerze, że dość długo się za nimi rozglądałam. Polecam z całego serca. Według producenta najlepiej stosować 2-3 razy w tygodniu.

Marion Fit&Fresh wersja z owocem granatu jest przeznaczona do skóry naczynkowej i zmęczonej.
Tę maseczkę testowała moja mama, ponieważ ma dokładnie typ cery opisany na opakowaniu. Tak jak w przypadku poprzedniej dość tłusta konsystencja, która umożliwia nam nałożenie grubej warstwy maseczki. Dobrze się wchłania, lecz po zastosowaniu polecam przemyć twarz letnią wodą, a nie jedynie przetrzeć ją wacikiem. Tak jak w przypadku poprzedniej maseczka ładnie, lekko owocowo pachnie, lecz nie jest to typowy zapach owocu granatu. Po zabiegu skóra jest widocznie napięta oraz odświeżona. Jednak jeśli chodzi o naczynka krwionośne, to nie sądzę, żeby było widoczne jakieś cudowne działanie. Podsumowując, polecam jako domowe SPA, które możecie sobie zafundować niewielkim kosztem.


Tony Moly My Little Pet Eye Patch.
Żelowe płatki pod oczy z uroczą myszką na opakowaniu. Dobrze nawilżają skórę pod oczami. Warto zastosować je po nieprzespanej nocy. Efekt widoczny po zastosowaniu. Skóra wygląda promienniej i bardziej świeżo. 

Maseczka marki Bielenda z serii Carbo Detox. Nawiasem mówiąc, nie wiedziałam, że seria już się tak rozrosła w coraz to nowe produkty pielęgnacyjne. Od teraz możemy dostać olejki pod prysznic, peelingi, a nawet szampony. Jak tylko zobaczę te nowości, nie omieszkam ich zaadoptować, bo maseczka jak najbardziej spełniła moje oczekiwania. Czarną maź dajemy na twarz i trzymamy przez około 10 min, zmywanie jest lekko uciążliwe, ale jak tylko to uczynimy, to nasza cera odpłaci nam za nasz wysiłek. Jestem zachwycona, bo moje zmiany skórne są widocznie wyciszone, cera aż promienieje. Wypróbowałam na razie wersję do cery mieszanej z zieloną glinką, ale już wiem, że koniecznie muszę przetestować jeszcze dwa warianty tych cudeniek. Zapach bardzo przyjemny, działanie zadowalające i niska cena sprawiają, że to produkt, który serdecznie Wam polecam.

Truskawkowa maseczka w płachcie marki Holika Holika.
Maseczka jest zrobiona z bardzo cienkiego materiału, który mocno nasączony jest esencją. Nadmiar produktu spokojnie starcza, by pokryć dodatkowo jednorazowo szyję i dekolt. Ładnie dopasowuje się do twarzy, choć pierwsze wrażenie po otwarciu miałam takie, że przy samym rozkładaniu maseczki ją rozerwę. Jednak niepotrzebnie się martwiłam, bo wszystko przebiegło zgodnie z planem. Dość dużo produktu wchłonęła moja cera. Po zabiegu skóra jest nawilżona i wygląda zdecydowanie lepiej. Jedyne rozczarowanie, jakie przeżyłam to brak truskawkowego zapachu, na który liczyłam. Maseczka prawie nie pachnie. Uznałabym, że ma delikatną, neutralną woń, bo już po chwili zupełnie jej nie czuć.

Różana maseczka w płachcie marki Holika Holika.
Wykonana jak poprzednia. Ta jednak w przeciwieństwie do truskawkowej pięknie pachnie różami.  Z rezultatów jestem też bardziej zadowolona z rezultatów. Z pewnością zakupię ponownie. 

Próbki:
Lioele Water Drop Sleeping Pack
Mizon - peeling cytrynowy
Etude House - Głęboko nawilżający krem do twarzy z kolagenem
The face Shop ryżowy żel do mycia twarzy



Trolls Poppy pianka do mycia o zapachu gumy balonowej. 
Stosowałam ten produkt jak mydło do rąk. Bardzo przyjemnie pachnie, ma lekko fioletowy kolor i dokładnie oczyszcza skórę dłoni. Przyznam szczerze, że jest wydajna, a obok tego designu nie mogłam przejść obojętnie. 

Mydło do rąk Linda z miodem manuka i limonką. 
Uwielbiam tę markę. Możemy znależć ją w Biedronce, a ceny zwykle są bardzo atrakcyjne, bo zapłaciłam za nie około 3 zł. Bardzo ładny, cytrusowy zapach i tak jak w przypadku poprzednich zużytych opakowań i do tej wersji nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobrze usuwa brud, jest wydajne, a dzięki obecności miodu manuka również nawilża nasze dłonie. 

Laboratorium Joanna seria prebiotyczna emulsja do higieny intymnej.
Bardzo delikatny, przeznaczony do wrażliwej skóry płyn do higieny intymnej. Ma delikatny, lekko wyczuwalny zapach. Tak jak obiecuje producent. jest ultradelikatny i dobrze usuwa zabrudzenia. Przy codziennym stosowaniu starczył mi na około dwa miesiące, więc co do wydajności też nie mam nic do zarzucenia. 


Zmiękczający krem do stóp z kolagenem morskim od Laboratorium Joanna.
Recenzje wszystkich produktów z tej serii, jakie miałam przyjemność testować, znajdziecie w poście poświęconemu linii sensual. 

Tony Moly Panda's Dream Stick.
Ten produkt został już zrecenzowany na blogu. Moją opinię możecie poznać tutaj: "Recenzja: TONY MOLY Panda's Dream Stick.".

Tony Moly - Magic Food Banana Hand Milk.
Krem do rąk również szczegółowiej opisywałam w osobnym poście: "Recenzja: Tony Moly - Magic Food Banana Hand Milk.". Obecnie zużywam drugie opakowanie.


Żel pod prysznic Balea - Mashmallow. 
Do zakupu skusiło mnie opakowanie. Tym razem niestety nie był to trafny wybór w moim przypadku, ponieważ nie jestem fanką słodkich nut zapachowych. Nieco mdły aromat jednak nie pozostawał długo na skórze. Zdecydowanie nie zakupię ponownie. Markę Balea jednak uwielbiam i z pewnością będę nadal sięgać po jej produkty, ponieważ są wydajne, mają ciekawe opakowania, a do tego owocowe zapachy są obłędne. Zwrócę jednak uwagę na preferowane przeze mnie zapachy.

Yves Rocher energizujący żel peelingujacy pod prysznic mango & kolendra.
Ten produkt mnie zawiódł. Mimo że zapach był cudowny, orzeźwiający i naprawdę trafiał w moje gusta. To wydajność pozostawiła wiele do życzenia. Po dwóch tygodniach codziennego stosowania opakowanie świeciło już pustkami. Nieco zbyt rzadka konsystencja skutecznie sprawiła, że nie sięgnę po niego ponownie. Delikatnie złuszczał naskórek, ale to i tak marna rekompensata. Może firma powinna pomyśleć nad nieco udoskonaleniem formuły.


Mgiełka do ciała o zapachu melonowym.
Zakupiona w Hebe za około 9 zł. Spisała się świetnie. Bardzo przyjemny, melonowy zapach, który długo utrzymywał się na skórze. Wydajność bardzo dobra, bo starczyła na około 3 miesiące ciągłego stosowania. Bardzo dobry produkt z kategorii "do torebki", gdy potrzebujemy szybkiego odświeżenia.

Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie.
Dokonałam tego. W końcu udało mi się zużyć olejek. Moja szczera recenzja dostępna w osobnym poście: "Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie".
Nowości w kosmetyczce - maj 2017.

lipca 04, 2017

Nowości w kosmetyczce - maj 2017.

Już wiecie jakie kosmetyki zostały zużyte w maju, a teraz przedstawiam Wam produkty, o jakie powiększyła się moja kosmetyczka. Jest tego trochę, ale jak obojętnie przejść koło takich cudowności? Muszę koniecznie zacząć być bardziej asertywna, bo moja wishlista mimo kupionych produktów, zamiast się pomniejszać to rośnie w oczach.


Najcudowniejsza z paczek jaka przyszła w maju to zdecydowanie przesyłka ze sklepu internetowego koreadepart, a w niej urocza kolekcja marki It's Skin The Sesam Street. Ulicę Sezamkową bardzo lubiłam jako dziecko i widać nie uległo to diametralnej zmianie. 

Zawartość paczki:
Power 10 Formula Effector Essence VC Effector (serum z witaminą C)
Sesame Street Foot Mask (maska do stóp)
Sesame Street Hand Mask (maska na dłonie)
Sesame street Macaron Lip Balm Truskawkowa Abby (truskawkowy balsam do ust)
Marcaron Sugar Cushion 15g - Light Vanilla (cushion, czyli płynny podkład w poduszeczce)
Skin Marcaron Sugar Base Mint Chou (baza pod makijaż)

Maseczki płachcie, jakie tam znalazłam:
Elmo, Oscar, Ciasteczkowy potwór, Wielki Ptak
The Oozoo - Black Space Pore Caring Mask


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć gratisy, jakie otrzymałam do zamówienia z kolekcją sezamkową od it's skin. 
Nie ma ich zbyt wiele jak na paczkę za niemalże 50 $, ale zawsze coś i takie niespodzianki sprawiają mi niemałą radość.

Na gratisy składały się:
Mizon - peeling cytrynowy
Heynature - Rozjaśniająca maseczka w płachcie
Etude House - Głęboko nawilżający krem do twarzy
Blithe - Nawilżające serum


Kolejne trzy paczki z prosto z Azji, które dotarły do mnie za pośrednictwem serwisu Ebay. Znalazłam w nich:
Baza pod cienie - Etude House Proof 10 Eye Primer 
Maseczka w płachcie -TONYMOLY Pikachu Moisture Mask Sheet (Pokemon Edition) 
Zestaw pięciu maseczek w płachcie - Missha Pure Source Cell Sheet Mask 5 Sheets
Kremy do rąk z Pokemonowej edycji od Tony Moly:
Pikachu - waniliowy
Bulbasaur - zielona herbata
Togepi - cytryna
Squirtle - kwiat lotosu
Fairy - Grejpfrut


To zdjęcie przedstawia pójście po produkty pierwszej potrzeby jak chleb, mleko, masło do Biedronki. Zakupy skończyły się jak zwykle pełną siatą smakołyków, a i bez kosmetyków się nie odbyło. Dział dla dzieci zawsze przykuwa moją uwagę. Zdecydowałam się na dwa produkty. Pierwszym z nich jest żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 Trolls Poppy. Świetnie, truskawkowo pachnie. Drugim kosmetykiem jest natomiast delikatna pianka do mycia o zapachu gumy balonowej. Zamierzam jej używać jako mydła do rąk.  Za całość zapłaciłam ok. 15 zł.


5 odcieni lakierów marki EvoNails. Znajdziecie je tutaj:

Wybrałam takie kolory jak:
214 - Crazy aurora
77 - quaint black
120 - Coffee
137 - Cotton candy
162 - Tiffany

Swatche niebawem na blogu, więc wypatrujcie.


Ostatnio mam straszny problem z miejscowymi zapaleniami skórnymi i nic nie mogę na to poradzić. Postanowiłam wytoczyć wojnę moim tzw. pryszczom i zakupiłam olejek z drzewa herbacianego marki skinfood do stosowania miejscowego. Trzymajcie w kciuki, by uspokoił mi nieco twarz i bym mogła cieszyć się ładną twarzą. 
Skinfood Tea Tree Spot Oil Kit - 8,31 $ - ebay


Zestaw 10 pędzli Unicorn w kolorze Rose Gold. Przyjemne, delikatne włosie, idealnie wykonuje się nimi makijaż. Zobaczymy, jak będzie po praniu. Jedynie tego się boję.
W cenie 9 $ mamy pięknie wyglądający, dobrze spełniający swoje zadanie zestaw pędzli do makijażu. Kupione na ebay'u.
10pcs Pro Unicorn Face Eyeliner Brush Thread Cosmetic Make Up Flat Brushes Sets - ebay


3 kosmetyczki, które można wykorzystać również jako piórniki. 
Przeurocze opakowania mi jednak posłużą jako podróżna kosmetyczka, opakowanie na kosmetyki na usta i kredki do oczu.
Wybrałam trzy motywy: Blue stitch, Totoro, Yellow duck.
Każda z nich kosztowała 1,22 $. Kupione na ebayu.


Nowości prosto z Drogerie Natura. Co tym razem proponują nam marki Sensique, KOBO Professional oraz My Secret?:
KOBO Professional Anti Redness Make-up primer
KOBO Professional Pearly Cream Eye Shadow w 4 kolorach: 01 Soft Peach, 02 Aqua Blue, 03 Copper, 04 Champagne
KOBO Professional Matte Lips Lipstick w pięciu kolorach: 421 Mandarine, 422 Raspberry Kiss, 423 Lechee Tree, 424 Night Butterfly, 425 Glass of Wine
KOBO Professional Pearly Blush Palette
My Secret Natural Beauty Eyeshadow Palette w trzech kompozycjach kolorystycznych: Magical Girl, Tropical Romance, Naked Beauty
My Secret Design Your Eyebrow Color Wax dostępny w dwóch odcieniach
My Secret Design Your Eyebrow Gel Mascara


Ciąg dalszy nowości z Drogerii Natura:
My Secret Glam & Shine Eye Shadow (6 kolorów)
My Secret Design Your Eyebrow (kredka do brwi)
My Secret Cosmic Effect Mascara
Sensique CC Cream Hydrating Colour Correcting (4 odcienie)
Sensique Strobe Lighting Pearls
My Secret I Love Matte Lips 2in1 (7 kolorów)
My Secret Posh Girl VoumeMascara
My Secret Contouring Stick with Sponge


Lakiery do paznokci marki Sensique, które również znajdziecie jedynie w Drogeriach Natura. W serii dostępnych jest siedem kolorów i żelowy TOP: 01 TOP, 02 VIBRANT PINK, 03 FUCHSIA PINK, 04 VIVID RED, 05 SHOCKING CORAL, 06 CORAL REEF, 07 INNOCENT PEACH, 08 DOVE GRAY.


Na koniec jak zwykle masa próbek, które otrzymałam wraz z azjatyckimi zamówieniami. Mam nadzieję, że ta praktyka wejdzie w nawyk również polskim sprzedawcom.

Jak podobają się Wam moje nabytki maja? O jakie ciekawe produkty powiększyły się Wasze kosmetyczki w ostatnim czasie?
Copyright © Lifestyle by Ladyflower , Blogger