13:51:00

Denko koniec roku 2017.

Denko koniec roku 2017.


Rok 2017 daleko już za nami, a zaczęłam pisać dla Was tego posta, jak chylił się ku końcowi. Ostatnio nawet nie wiem co to czas wolny, a moje zajęcia pochłaniają mi tyle energii, że jedyne, o czym marzę to mięciutkie łóżeczko, w którym można zaleźć ukojenie po ciężkiej pracy. Majówka na szczęście nieco luźniejsza niż zwykle i całe dwa dni wolnego. Muszę nadgonić blogowe zaległości, nieco uprzątnąć moją norkę i ogarnąć dwa króliczki. Moje stadko nieco się powiększyło, ale i tym opowiem Wam innym razem.

Przejdźmy do meritum, czyli jakie produkty kosmetyczne udało mi się wykończyć pod koniec zeszłego roku. Jak widzicie na zdjęciu, trochę się tego nazbierało, a sama nie wiem jakim cudem, bo czasu na zużywanie mazideł też nie było zbyt wiele.


Zacznijmy od żeli pod prysznic, idąc od lewej strony:

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 Trolls Poppy.
Jako żel sprawdza się bardzo dobrze. Ma gęstą, mocno pieniącą się konsystencję i obłędnie, trukawkowo pachnie. Wydajność oceniam jako bardzo dobrą, bo starczył mi na około miesiąc codziennego używania. Przy mojej delikatnej skórze głowy nie odważyłam się zastosować go jako szamponu. Poza tym produkty do pielęgnacji włosów dzieci nie są przeznaczone dla osób dorosłych, bo wysuszają skórę głowy. Zawsze po stosowaniu tego typu produktów mam później problem, by moje włosy powróciły do dobrej kondycji.

Żel pod prysznic marki Elkos o zapachu Mango i Ananasa.
Uwielbiam warianty zapachowe tej marki. Opakowania sprawiają, że nie mogę obojętnie przewinąć strony i zawsze przy zamawianiu niemieckich produktów parę tych żeli trafia mi do koszyka. Zwykle zamawiam na mojedrogeria.eu z masą płynów do płukania. Nie jest bardzo gęsty, a jego wydajność to około 2 tygodnia, ale za 4 zł to i tak nie najgorszy wynik. Bardzo ładnie pachnie, ale zapach nie utrzymuje się na długo. Zawsze przy jego stosowaniu towarzyszy mi aromatyczny balsam do ciała, bo uwielbiam wychodzić z łazienki po prysznicu pachnąca. Oceniam jako dobry, ale bez szczególnego zachwytu.

Żel pod prysznic i szampon dla dzieci 2w1 edycja limitowana z potworami z Ulicy Sezamkowej.
Tak jak w przypadku żelu i szamponu dla dzieci Trolls używałam go jedynie jako produktu do mycia ciała, a nie włosów. Ładnie truskawkowo pachnie. Dobrze się pieni i jego wydajność jest jak innych żeli pod prysznic tej marki, czyli około 2 tygodnie. Zapach dłużej utrzymuje się na skórze niż wersji standardowych, ale dla mnie wciąż jest zbyt mało intensywny i za szybko się ulatnia.

Żel pod prysznic marki Balea w wersji arbuzowej.
Doskonale wiecie, że jestem fanką tej niemieckiej marki kosmetyków. Zapach tego żelu pod prysznic pobił wszystkie dostępne tu opcje. Jest bardzo orzeźwiający, a w duecie z melonowym peelingiem do ciała tej marki pozostawiał bardzo przyjemny zapach na skórze. Wydajność to około 2 tygodnie. Polecam do stosowania przy porannych prysznicach, bo zapach szybko potrafi obudzić.



Kolejna partia kosmetyków, która umili nam pobyt pod prysznicem. tym razem nieco bardziej naturalniej i zdecydowanie hypoalergicznie:

Hypoalergiczny żel pod prysznic marki Joanna z prowitaminą B5.
Żel w pełni spełnił moje oczekiwania. Jest bardzo delikatny, prawie bezzapachowy oraz wydajny, bo starczył na około miesiąc używania. Dobrze się pieni i sprawia, że nasza skóra jest na prawdę delikatna. Polecam osobom z problemami skórnymi.

Ekologiczny peeling do ciała drobnoziarnisty z olejkiem arganowym od Laboratorium Joanna.
Peeling do ciała, który zdecydowanie polecam. Uwielbiam maluchy od Joanny, które bardzo ładnie pachną i dobrze zdzierają martwy naskórek. Te w wersji BIO czy też EKO stanęły na wysokości zadania i jestem zadowolona zarówno z wersji drobno jak i gruboziarnistych. Ten wariant przyjemnie, ale nienachalnie pachnie. Zdecydowanie polecam stosowanie na noc, bo koi zmysły i przygotowuje nas do odżywczego snu. Po stosowaniu skóra jest bardzo delikatna w dotyku.

Hypoalergiczny szampon marki Joanna z prowitaminą B5.
Niestety w temacie szamponów muszę zdecydowanie uważać, bo wiele marek mnie uczula. Tutaj mogę powiedzieć szczerze, że z pewnością produkt ten może być używany przez alergików oraz osoby z problematyczną skórą głowy. Nie powodował on u mnie swędzenia, pieczenia, łupieżu oraz innych przykrych dolegliwości, które mam przy używaniu np. szamponów marki Garnier czy też Head&Shoulders. Jedynym moim zastrzeżeniem jest fakt, że w duecie do niego konieczna jest dobra odżywka oraz maska do włosów, bo nieco wysusza końce włosów.


Dalej pozostajemy w dziedzinie higieny osobistej:

Mydło do rąk w płynie biedronkowej marki Linda w wariancie oliwkowym.
Muszę przyznać, że polubiłam mydła do rąk marki Linda z Biedronki i chętnie po nie sięgam. Zdecydowanie wolę edycje limitowane, które mają ładne opakowania, ale stwierdziłam, że sięgnę po tę standardową wersję. Kremowe i ładnie pachnące, wydajne, a przede wszystkim tanie. Dobrze myje i ładnie się pieni. Nie wiem, czego jeszcze można wymagać.

Monoi de Tahiti Szampon-żel pod prysznic od Yves Rocher.
Uwielbiam produkty kosmetyczne, które dają nam namiastkę lata w środku zimy. Ten produkt zużywałam w grudniu i jak wszystkie żele marki Yves Rocher obłędnie pachniał, a zapach na długo utrzymywał się na skórze. Polecam używać w duecie z mgiełką do ciała z tej samej serii. Teraz jako nowość marka oferuje na swojej stronie wersję marakuja. Koniecznie muszę spróbować.

Ziaja Intima kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem laktobionowym regenerująco-łagodzący.
Mój zdecydowany must-have, jeżeli chodzi o higienę okolic intymnych. Jestem w trakcie zużywania drugiego opakowania tego żelu. Jego zaletą jest praktyczne opakowanie z pompką, dobra wydajność, a przede wszystkim fakt, że jest idealnie dopasowany do wrażliwej skóry. Jego stosowanie nie powoduje podrażnień.



Kilka produktów do pielęgnacji twarzy:

Ziaja naturalne, oliwkowe mleczko do demakijażu oczu i oczyszczania twarzy.
Bardzo dobre mleczko do demakijażu, które poradzi sobie z wodoodpornymi tuszami, podkładem oraz nawet bardzo trwałym eyelinerem. Łatwo usuwa makijaż i nie powoduje podrażnień. Nie polecam dla osób z wrażliwymi oczami, bo jednak nadmiar produktu, jeśli dostanie się do oczu, to lubi powodować dyskomfort. Produkt bardzo wydajny, bo towarzyszył mi ponad miesiąc.

Maseczka typu Sleeping od marki A'pieu w wersji z wyciągiem z drzewa herbacianego.
Kosmetyki koreańskie zyskały ostatnimi czasy bardzo dużą sławę i to moim zdaniem nie bez powodu. Sama chętnie po nie sięgam. Ten produkt ma konsystencję przeźroczystego żelu, który po aplikację na twarz daję efekt kojący. Pomagał mi w walce z problemami skórnymi. Wyciąg z drzewa herbacianego ma właściwości bakteriobójcze i usprawnia proces regeneracyjny naskórka. Zdecydowanie zauważyłam poprawę kondycji skóry twarzy, lepszą jej elastyczność oraz mniejszą skłonność do wyprysków. Cena też nie była wygórowana, bo zapłaciłam za tą maseczkę około 4 $, czyli jakieś niecałe 20 zł już z wliczoną przesyłką.

Olejek z wyciągiem z drzewa herbacianego od Skinfood.
Kolejny produkt, który wspomagał moją twarz w walce z niechcianymi czerwonymi punkcikami. Bardzo polubiłam ten produkt i stosowany punktowo zdecydowanie zmniejszał zaczerwienienia i pomagał w procesie gojenia. Polecam dla osób ze skórą trądzikową.


Maseczki, maski i paski na nos:

Estemedis, regenerująca maska do dłoni.
Kolejny Biedronkowy produkt w tym zestawieniu. Uwielbiam stosowanie silnie regenerujących specyfików do dłoni, które pozwalają w krótkim czasie przywrócić miękkość naszym rączkom. Produkt ten jak najbardziej spełnił moje oczekiwania, bo po niespełna godzinie w masce, a następnie wtarciu produkty w dłonie i kilkugodzinnym śnie moje łapki były jak nowo narodzone. Zdecydowanie polecam.

Maska do stóp marki It's Sikin z limitowanej edycji z postaciami z Ulicy Sezamkowej.
Maska do stóp z podobizną Elmo. Tak jak w przypadku maseczki do dłoni, o której już pisałam, skarpetki mają na sobie ikonki z serduszkami i podobiznami postaci z Ulicy Sezamkowej. Ładny design i przepiękny morelowy zapach sprawiły, że polubiłam ten produkt. Skóra na naszych stopach po zastosowaniu jest widocznie odżywiona i zregenerowana. Polecam szczególnie po wykonaniu peelingu, żeby produkt lepiej się wchłonął.

Maska w płachcie (sheet mask) z Olafem z edycji limitowanej marki the Saem w wersji Grejpfrutowej.
Miałam do czynienia z tym wariantem zapachowym przy użyciu maseczki w płachcie marki Tony Moly z Pokemonowej edycji. Zapach był identyczny, czyli mocno cytrusowy i orzeźwiający. Po zastosowaniu nasza skóra jest widocznie bardziej napięta, ale co do odżywienia miałabym zastrzeżenia. Fajna maseczka, jeśli chodzi o chwilę relaksu i ładnego zapachu, ale zdecydowanie nie nadaje się dla osób wymagających regeneracji cery.

Paski na nos 3 kroki od marki The Face Shop z edycji limitowanej The Simpsons.
Lubię paski na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z powierzchni naszego nosa. Warianty w trzech krokach są moim zdaniem najlepsze. Pierwszy etap polega na otwarciu porów, drugi na wyciągnięciu zanieczyszczeń, a trzeci na łagodzeniu podrażnień i zamknięciu otworów. Jednak ten wariant niespecjalnie się spisał. Bardziej polecam paski w trzech krokach z marki Elizavecca.

Tako Pore One Shot Nose Pack plastry na nos od Tony Moly.
Tutaj przyznaję, że przepadłam, gdy zobaczyłam opakowanie i musiałam je mieć. Zdecydowaną ich przewagą jest innowacyjność połączenia plastrów na nos oraz dole okolice czoła. Bardzo ładnie wyciągają wszystkie zanieczyszczenia. Stosowane w zestawie z bąblową maseczką i stickiem do zaskórników przynoszą naprawdę widoczne rezultaty. Polecam.

Produkty, o których już pisałam w poprzednich denkach:

Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop.
Ostatni z zestawu plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Maseczka w płachcie Missha drzewo herbaciane (Missha Pure Source Cell Sheet Mask Tea Tree).
Skusiły mnie również maseczki marki Missha w promocyjnej cenie. Zestaw pięciu kosztował mnie koło 4,20 $. Wybrałam opcję z drzewem herbacianym. Ostatnio coraz częściej sięgam po kosmetyki, których głównym składnikiem jest wyciąg z tej rośliny. Zauważam, że ma on pozytywne oddziaływanie na moją skórę. Maseczki jednak są przeciętne. Dość cienki materiał nieco utrudnia nałożenie na twarz i lubi w niektórych miejscach najzwyczajniej odstawać. Jednak jeśli chodzi o działanie, to nieco wycisza stany zapalne powstałe na skórze. Więc gdyby tylko wykonanie było nieco solidniejsze, to byłyby to jedne z moich ideałów.


Na koniec produkty z różnych bajek:

Hydrolat z róży damasceńskiej od Mydlarni Cztery Szpaki.
Pierwszy produkt tej marki, który przykuł moją uwagę. Kupiłam go w krakowskim pigmencie i nie żałuję ani grosza wydanego na ten hydrolat. Pierwszy raz miałam styczność z tak uniwersalnym naturalnym kosmetykiem, który pięknie przy tym pachniał. Stosowałam go jako mgiełkę do ciała, włosów i twarzy. Bardzo ładnie odświeża skórę i ją oczyszcza. Minusem jest krótka data ważności, ale przy codziennym stosowaniu spokojnie jesteśmy w stanie zużyć całość produktu. Chętnie sięgnę po inne warianty lub wrócę do tego.

Woda toaletowa It's Wild Playboy.
Nie lubię zapachów od marki Playboy, bo zwykle są zbyt słodkie i intensywne do tego stopnia, że potrafi mnie od nich rozboleć głowa. Jedyny wariant, jaki do tej pory mi odpowiada to panterkowa wersja It's Wild. Zapach nie jest przesłodzony, choć ma w sobie karmelowe nuty. Nie dajcie się zmylić, bo w przypadku żelu pod prysznic jest ona zdecydowanie intensywniejsza. Zapach utrzymuję się kilka godzin.

Cushion z wersji limitowanej "Gdzie jest Nemo" od marki The Saem.
Marka The Saem to jedna z tańszych marek, jeśli chodzi o koreańskie kosmetyki kolorowe. Limitowaną edycją z filmu „Gdzie jest Nemo” trafili moim zdaniem w dziesiątkę. Jestem zadowolona z wszystkich produktów, które kupiłam. Mój pierwszy w całości zużyty cushion. Bardzo dobrze kryjący, z filtrem przeciwsłonecznym, nawilżający skórę. Nie sądziłam, że stosowanie jakiegokolwiek kosmetyku kolorowego może być tak łatwe i nie obciążać naszej skóry. Przy pomocy gąbeczki z zestawu nanosimy produkt i niepotrzebny jest nam beautyblender, by uzyskać pożądany efekt. Rewelacja. Do osób, które nigdy nie używały tego typu produktu, mogę powiedzieć tylko jedno, że musicie to, czym prędzej zmienić. Zastosujecie raz i już nigdy nie sięgniecie po zwykły, drogeryjny podkład.

To już koniec denka z końca 2017 roku. Szykujcie się na kolejne już niebawem. Będzie ono obejmować pierwszy kwartał 2018. Mam nadzieję, że nieco pomogłam Wam w drogeryjnych dylematach. Jeśli stosowałyście którykolwiek z produktów z powyższego denka będzie mi bardzo miło, jeżeli wypowiecie się na jego temat w komentarzu. Który kosmetyk szczególnie przykuł Waszą uwagę?

14:50:00

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE - WRZESIEŃ 2017.

NOWOŚCI W KOSMETYCZCE - WRZESIEŃ 2017.
Wrzesień obfitował w zakupy kosmetyczne głównie, jeśli chodzi o kolorówkę i maseczki. Poszalałam w Sephorze i na Jolse.com. Patrzcie, o jakie ciekawe produkty poszerzyła się moja kosmetyczka w tym miesiącu.


WRZEŚNIOWE ZAKUPY Z SEPHORY 
We wrześniu sporo poszalałam w internetowej Sephorze. Zbankrutuję przez tą drogerię. 
Co kupiłam?:
- nowy, marmurkowy Beauty Blender, 
- niesamowitą paletkę cieni od Huda Beauty Desert Dusk, 
- żel do mycia rąk z jednorożcowej edycji od Mercy Handy, 
- zestaw miniatur do brwi od marki Benefit, 
- pomadka w płynie o odcieniu Lolita i czarny eyeliner Tatoo od Kat von D.


Secriss Pure Nature Mask Pack.
Zestaw maseczek, które często można nabyć na Jolse.com w specjalnej cenie.
Dostępne 10 rodzajów: aloes, perła, granat, kolagen, oliwka, ziemniak, komórki macierzyste, miód, drzewo herbaciane oraz żeń-szeń. 
Za całość zapłaciłam około 10 $.


Kolejne maseczki w płachcie prost z jolse.com od marki Haruharu nadal dostępne w specjalnej cenie $6,99 (już z przesyłką).
Rodzaje maseczek: liftingująca, witalna, odświeżająca oraz nawilżająca.
Tak jak większość masksheet w mojej kolekcji, te również są zapakowane w ładne opakowania.


EPONA Korean Cosmetics Blackhead Remover Peel Off Natural Charcoal Mask for Acne
Maseczka typu peel off, która ma za zadanie usunąć nasze zaskórniki marki Epona, którą otrzymałam od  skelpu internetowego JOLSE do recenzji. Zaczynam intensywne testy. Recenzji spodziewajcie się pod koniec października. 


Nowości od Koreadepart. Dorwałam w swoje łapki maseczki z limitowanej edycji We Bare Bears od Missha oraz płyn micelarny z kolekcji Disneya od The Saem.


Prezent urodzinowy od @Jednafiga z portalu DressCloud. Mnóstwo ciekawych próbek oraz urocze nalepki z flamingami. Dodatkowo urocza kartka z życzeniami. 


Patrzcie jakie nowości na jesień przygotowały dla nas Drogerie Natura. Piękne paletki oraz matowe pojedyncze cienie od My Secret. Idealnie nadają się do stworzenia jesiennego makijażu. Uwielbiam ich pigmentację oraz dobór kolorów w zestawach.
Jak Wam się podobają?


Taka cudowną, urodzinową paczuszkę dostałam od @LoveAne.
Oprócz cudownej laurki, która bardzo przypadła mi do gustu zawartość przesyłki to: Bania Agafii, Maska do twarzy oczyszczająca, Joanna, Peeling myjący do ciała z czarną porzeczką, Ziaja, Maska oczyszczająca kaolinowa z glinką szarą oraz dużo próbek.


Kolejna paczuszka urodzinowa od Nataliette z portalu DressCloud.
Przecudownie zapakowana, a zawartość cudowna.
- Maseczka w płachcie nieznanej mi do tej pory marki Hanhuo,
-gadżety Kawaii.


Nowość w mojej kosmetyczce, czyli zestaw kosmetyków marki Balea z serii Born to be lazy, czyli żel pod prysznic, balsam do ciała oraz pomadka ochronna do ust.
Świetny design oraz przepiękny zapach. Jak zwykle Balea nie zawiodła.
Zakupione na allegro.pl.


Moje zakupy w Drogerii Pigment:
- Cosnature naturalna pianka oczyszczająca 3w1 z cytryną i melisą,
- Mydlarnia Cztery Szpaki Mus do ciała (masło do ciała) – Konopie i Pomarańcza,
- Mydlarnia Cztery Szpaki Hydrolat z róży damasceńskiej (woda kwiatowa),
- Mydlarnia Cztery Szpaki Peeling do ciała (scrub do ciała) Róża i Baobab.


Ebay'owe zdobycze od marki Tony Moly, czyli kolejny żel do mycia twarzy z Pokemonowej edycji oraz ostatni członek mojej rodziny ośmiorniczek. 

Dokładne nazwy kosmetyków:
TONYMOLY Tako Pore Blackhead Scrub Stick 
TONYMOLY Pokemon Foam Cleanser 150ml - KKOBUGI (Hydrating)


Nowości do pielęgnacji oraz koloryzacji brwi od Laboratorium Kosmetyczne Joanna już u mnie. Serum zagęszczające brwi MultiLashes oraz henna w dwóch kolorach, czyli ciemny brąz oraz grafit. Dawno nie farbowałam sobie brwi, więc chętnie spróbuję.


Na koniec wisienka na torcie, czyli paleta cieni od PUR Cosmetics z edycji Trolls. Spodziewajcie się recenzji na dniach.

Jak się Wam podobają moje nowości?

22:40:00

[JOLSE] NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA Scaling Cream 50ml.

[JOLSE] NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA Scaling Cream 50ml.
Sklep jolse.com to mój ulubiony sklep z koreańskimi produktami. Bardzo ucieszył mnie fakt, że mogę dla nich przetestować krem - NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA Scaling Cream. Marka NAKEUP FACE była mi do tej pory nieznana. Produkty tej firmy mają zapewnić, że nasza cera będzie wyglądać nieskazitelnie nawet bez makijażu. Zanim zaczęłam używać tego kosmetyku, musiałam nieco poszukać w internecie informacji na temat tego typu produktów, ponieważ nigdy nie smarowałam swojej twarzy kremami z kwasami. Kwas glikolowy obecny w tym specyfiku to jeden z najsilniejszych kwasów, z jakimi możemy mieć do czynienia w pielęgnacji twarzy. Jego zadanie polega na pobudzaniu odnowy komórkowej oraz zwiększaniu syntezy kolagenu. Kremy z kwasami stosujemy tylko na noc, by podczas procesów zachodzących w naszej cerze podczas stosowania była ona możliwie najmniej podatna na czynniki środowiskowe takie jak np. promienie słoneczne. Tyle o ogólnym stosowaniu przejdźmy do samego produktu.


Krem NAKEUP FACE 10% Glycolic Acid AHA jest zamknięty w prostym opakowaniu z holograficznym znakiem. Niczym szczególnym się nie wyróżnia. Łatwy w otwarciu, z praktyczną pokrywką zabezpieczającą całość produkty. W zestawie mamy dołączoną małą szpatułkę, która umożliwia nam łatwe nabranie odpowiedniej porcji kremu. W pojemniku znajdziemy 50 ml produktu, który spokojnie moim zdaniem starczy nam na jakieś pół roku używania.


Krem ma za zadanie usunąć martwe komórki skóry, by nasza twarz była miększa, gładsza oraz bardziej rozjaśniona. Produkt stosowałam trzy razy w tygodniu. Oczywiście jak już wcześniej wspomniałam, nakładany on był wieczorem tuż przed położeniem się spać. Ma on delikatnie wyczuwalną woń, która szybko znika. 


Skład / Ingredients: 
Water, Glycolic Acid, Glycerin, Butylene Glycol, Hyaluronic Acid, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Niacinamide, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Potassium Hydroxide, Triethanolamine, Lippa Citriodora Leaf Extract, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Stearate, Beeswax, PEG-100 Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Allantoin, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Caulerpa Lentillifera Extract, Codium Fragile Extract, Centella Asiatica Extract, Disodium EDTA, Arginine.


Konsystencja produktu jest dość zbita, jednak nie ma problemu z jego rozsmarowaniem. Pierwsze kilka zastosowań było lekko bolesne. Po nałożeniu czułam nieprzyjemne pieczenie. Moja skóra ma skłonność do niedoskonałości i miejscowego przetłuszczania. Jednak rano oprócz tego, że obudziłam się z tłustą warstwą na twarzy moje przebarwienia i blizny potrądzikowe stały się mniej widoczne. Przy stosowaniu kwasów trzeba pamiętać o regularności całego zabiegu i o tym, że jego efekty widać dopiero po dłuższym okresie. Małymi kroczkami walczy on z naszymi niedoskonałościami. Moja znajomość z tym produktem zapowiada się obiecująco, bo już widzę niewielkie rezultaty i jestem w pełni przekonana, że gdy będę kończyć to pierwsze opakowanie, pomyślę o jego następcy.


Produkt przeznaczony do wszystkich rodzajów cery. Włączając go do pielęgnacyjnej rutyny, musimy pamiętać o stosowaniu na dzień kremu z filtrem (nawet bez niego powinnyśmy go używać) oraz mocnym nawilżaniu, bo nasz naskórek podczas snu jest złuszczany. Jak najbardziej przekonują mnie rezultaty i zamierzam używać tego kremu. Kto wie? Może moje blizny potrądzikowe będą jedynie mglistym wspomnieniem?

Produkt kupicie na JOLSE w cenie 21,89 $ (już z przesyłką).

Co sądzicie o tym kremie?

09:54:00

Jesienny konkurs z paletą cieni.

Jesienny konkurs z paletą cieni.

Lenistwo mamy już za sobą, a wyniki poprzedniego konkursu możecie znaleźć w poście konkursowym.
Nadszedł czas na kolejne blogowe rozdanie.
Nagroda jest jedna i jest nią: SEPHORA COLLECTION Filter Eye Paleta Vintage Effect Filter (11,3 g), która swoją kolorystyką idealnie wpasowuje się w jesienny nastrój.

Co trzeba zrobić, by wziąć udział?
Warunki konieczne:
1. Być publicznym obserwatorem bloga.
2. Odpowiedzieć na pytanie: Z czym kojarzy Ci się jesień?
3. Udostępnić informację o konkursie na Facebooku, Instagramie i/lub blogu.
4. Podać adres e-mail.

Warunki dodatkowe:
1.  Polubienie FanPage Lifestyle by Lady Flower.
2. Obserwowanie Instagrama @lifestyle_ladyflower.

Wzór prawidłowego zgłoszenia:
1. Obserwuję jako... (nick).
2. Odpowiedź na pytanie konkursowe.
3. Udostępniono... (link).
4. Adres e-mail.

Regulamin rozdania:
1. Organizatorem rozdania jestem ja, czyli właścicielka bloga lady-flower123.blogspot.com.
2. Paletka cieni jest nowa i jest ona jedyną nagrodą.
3. Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie.
4. Rozdanie trwa od 20.09. do 16.10.2017.
5. Wyniki zostaną podane najpóźniej do 3 dni po zakończeniu konkursu.
6. Nagroda zostanie wysłana w przeciągu 5 dni po otrzymaniu adresu korespondencyjnego zwycięzcy.
7. Na adres czekam 3 dni po wysłaniu maila z informacją o wygranej. W przypadku braku odpowiedzi wybieram kolejnego zwycięzcę
8. Zgłoszenie w rozdaniu jest równoważne z akceptacją warunków rozdania i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
9. Koszt wysyłki na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pokrywa organizator konkursu, czyli ja.

Organizator oświadcza, że konkurs nie jest grą losową, loterią fantową, zakładem wzajemnym ani loterią promocyjną, których wynik zależy od przypadku (przeprowadzenia losowania) w rozumieniu Art. 2 ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach losowych i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

---------
KONKURS WYGRYWA KASIA!
Gratuluję!

01:36:00

Denko lipiec 2017.

Denko lipiec 2017.


Denko z lipca uważam za wyjątkowo udane. Sporo kosmetyków zostało zużytych. Może proporcje między nabytkami a wyzerowanymi opakowaniami nadal nie zostały zachowane, jednak cieszę się, że jest ich aż tyle. 13 pełnowymiarowych opakować, 5 maseczek oraz 4 próbki - oto bilans zużyć lipca. Z tymi ostatnimi walczę zaciekle, a mimo to ich kolekcja powiększa się w niesamowitym tempie.



Zacznijmy od produktów do włosów, które zużyłam w lipcu:

Biolaven, Szampon do włosów.
Pokuszę się o stwierdzenie, że był to najlepszy szampon, jaki używałam w moim życiu. Idealnie nadaje się do wrażliwej skóry głowy. Dobrze myje i odświeża włosy. Niestety mam problem z przetłuszczaniem i skłonnością do łupieżu. Przy używaniu tego szamponu żaden z tych symptomów się nie pojawił, a wręcz przeciwnie zostały one zniwelowany do zera. Produkt ma bardzo przyjemny, lekko lawendowy zapach. Nie od dziś wiadomo, że tego typu wonie pomagają w zrelaksowaniu się oraz spokojnym śnie. Myjąc głowę przed spaniem, zawsze nie mogłam "nawąchać" się tego zapachu. Z pewnością kupię następne opakowanie, gdy tylko nieco uszczuplę swoje zapasy szamponów. 

Aussie, Miracle Recharge, Frizz Remedy Light Weight Conditioning Spray (Odżywka w sprayu do włosów potrzebujących wygładzenia).
Mgiełka przeżyła ze mną niejedno. Szczerze przyznam, że nawet nie pamiętam, od kiedy jej używam. Rzadko po nią sięgałam, ale zupełnie nie potrafię określić dlaczego. Dość przyjemnie pachnie, ułatwia rozczesywanie włosów, ale nie widzę żadnej znaczącej poprawy kondycji włosów. Temat zakończony i nie kupię ponownie, bo może dla normalnych włosów sprawdzi się ona doskonale, ale jednak na moje rozjaśniane końce nie jest ona wystarczająco dobrym produktem. 

Organic Shop, Maska do włosów Awokado i miód (Avocado & Honey, Hair Mask).
Uwielbiam połączenie awokado i miodu. Sądzę, że są to dwa składniki, które moje włosy wręcz pochłaniają. Nie inaczej było z tym produktem. Świetnie odżywiał moje włosy. Pozostawiał delikatny, przyjemny zapach, który jednak szybko się ulatniał. Jeśli macie mocniej pachnący szampon to aromat tego produktu zostanie zupełnie stłamszony. Kondycja moich włosów znacząco się poprawiła. Zdecydowanie kupię ponownie. Może skuszę się na test pozostałych wersji.



Linda, mydło do rąk jabłko i mięta.
Swego czasu uwielbiałam napój Tymbark o smaku jabłka i mięty. Dlatego chętnie sięgnęłam w Biedronce po mydło do rąk o tym zapachu. Jak zwykle nie zawiodłam się na tej marce. Mydło jest wydajne, dobrze myje, pozostawia świeży, ładny zapach na dłoniach oraz nie wysusza skóry. Niczego więcej nie wymagam od tego typu kosmetyku.

BALEA, Krem- pianka do rąk o zapachu tropikalnym.
Nie do końca byłam przekonana do pianek do rąk. Jednak od pewnego czasu uważam, że są lepsze niż tradycyjne mydła. Po pierwsze lepiej domywają ręce, a ich przewaga nad konkurentami polega głównie na większej wydajności. Zwykle mydło o takiej pojemności u mnie w mieszkaniu zużywane jest w ciągu dwóch tygodni. Ten produkt przetrwał trzy tygodnie, więc widzę różnicę. Ładny zapach owoców tropikalnych dość długo utrzymywał się na dłoniach. Produkt nie wysuszał skóry, a jego cudowny design cudownie prezentował się w łazience. Jak najbardziej kupię ponownie.

Krem do rąk z Pokomenowej edycji od Tony Moly - wersja z uroczym liskiem Eevee.
Krem do rąk szybko się wchłania i dobrze nawilża nasze dłonie. Kremy z tej kolekcji to nie jedynie ładnie wyglądające opakowania, ale także dobrej jakości kosmetyki pielęgnacyjne. Ta wersja ma zapach, według producenta, zasypki dziecięcej ja bardziej porównałabym ten aromat do nieco intensywniejszej woni kremu Nivea. Produkt szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Polecam jak najbardziej. Jedyny problem jest z dostępnością w Polsce, ale widziałam już go nawet w polskich sklepach internetowych z azjatyckimi kosmetykami.


Nerium AD Age Defying krem ​​na noc.
Krem jest prezentem od kochanej cioci zza oceanu. 
Pomału zaczynam zauważać u siebie lekkie zmarszczki i choć zdaję sobie sprawę, że jest to raczej nieuniknione to lepiej wcześniej pomóc cerze jeszcze dłużej zachować blask. Jednak nie z tego powodu zaintrygował mnie krem Nerium. Ma on naturalny skład i pomaga według wielu z bliznami potrądzikowymi. Zużyłam całe opakowanie i dość sumiennie go stosowałam. Produkt szybko się wchłania, lecz jego nieprzyjemny zapach utrzymuje się na skórze. Jego aromat przypomina mi wodorosty, glony, ewentualnie bardzo mokry mech w połączeniu z morskim powietrzem. Z pewnością nie jest zachęcający. Przyznam szczerze, że choć jest to dobry produkt, bo nieco niweluje przebarwienia i poprawia elastyczność skóry, to jednak nie jest on wart swojej ceny. Buteleczka, która starczyła mi na jakieś 2 miesiące, kosztuje ok. 80 euro w sklepach, które wysyłają do Polski. 

Yves Rocher Relaksujące mleczko do ciała lawenda & jeżyna.
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem fanką lawendowych zapachów przed snem. Pozwala mi ona się uspokoić i nastroić do regenerującego odpoczynku. Trudno jednak znaleźć kosmetyki, które nie zawierają dodatkowo chemicznych nut zapachowych i psują całą magię. W tym balsamie do ciała jednak producent osiągnął piękną kompozycję poprzez dodanie lawendy. Aromatem jestem zachwycona, a jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że utrzymuje się on spokojnie do czterech godzin na skórze. Mleczko szybko się wchłania, odpowiednio nawilża skórę i cudownie pachnie. Jednak dla osób, które mają bardzo suchą skórę, ten produkt nie będzie odpowiedni. Jeśli posiadasz normalną skórę i chcesz odpowiednio o nią zadbać, śmiało możesz sięgać po kosmetyki tej marki.


Joanna, Peeling myjący gruboziarnisty o zapachu mandarynki.
Pamiętam, że markę Joanna poznałam, kupując malutkie buteleczki z kolorowymi peelingami. Bardzo ucieszył mnie fakt, że będą nowe, naturalne kosmetyki tego typu. Niewielka buteleczka kryje w sobie dobry produkt, który żadnej z Was nie zawiedzie. Ja stosowałam go po żelu pod prysznic, trzy razy w tygodniu. Nabierałam niedużo produktu i rozmasowywałam na poszczególnych partiach ciała. Drobinki nie są bardzo ostre, ale skutecznie usuwają martwy naskórek. Zapach jest typowo cytrusowy. Polecam i na pewno sięgnę po kolejne.

Playboy, Play It Wild Żel pod prysznic.
Żel pod prysznic kupiony był w zestawie z perfumami o tym zapachu. Mogłoby się wydawać, że skoro perfumy uwielbiam, to tak samo będzie z żelem. Nic bardziej mylnego. Zapachy zupełnie się różnią. Perfuma ma słodkie nuty, ale ilość słodyczy w żelu przekroczyła normę. Uwielbiam karmel, ale po kilku prysznicach moja miłość nieco straciła na intensywności. Dokończyłam, ale sama nie wiem, jak tego dokonałam. Nigdy więcej nie sięgnę po ten żel.

Yves Rocher, Żel pod prysznic Grejpfrut z Florydy.
Ten produkt i żel pod prysznic opisany powyżej to niebo i ziemia. Zapach intensywnie grejpfrutowy, który idealnie nadawał się na poranne, szybkie prysznice. Rześki, pobudzający, idealny na lato. Dawał dawkę energii na cały dzień. Jedyny mankament to jego wydajność, którą niestety muszę ocenić jako marną. W przyszłe lato postaram się znaleźć jego godnego następcę, który pozostanie w mojej łazience nieco dłużej.


Essence, Multi Action Blackest Black Mascara) (Ultra czarny tusz do rzęs).
Kolejna maskara, która skończyła swój żywot. Markę essence lubię za przystępne ceny i dobrą jakość. Na początku przygody z tym tuszem byłam bardzo zadowolona, jednak po pewnym czasie nieustannie się kruszył i sklejał rzęsy. Nie zachwycił mnie niczym. Już zdecydowanie bardziej polecam wersje Princess. Tego typu tuszu z pewnością już nie kupię.

Under Twenty, Anti! Acne, Matujący krem BB o działaniu antybakteryjnym SPF 10.
Latem nie sięgam po podkład. Jedyne co mnie zadowala to lekkie kremy BB. Ten produkt zdecydowanie się sprawdził. Jest bardzo wydajny, średnio kryje, nie tworzy efektu maski, a co najważniejsze przy spotkaniu naszej twarzy ze słońcem lekko chroni przed promieniami słonecznymi. Polecam mimo wszystko sięgać po kremy z filtrem SPF50 i stosować je jako bazę. Na lato, na co dzień - produkt idealny.


Dermal, Mask Sheet z zieloną herbatą.
Jedna z maseczek, którą dostałam w gratisie do zamówienia w sklepie koreadepart. Bardzo przyjemny zapach, który od razu sugeruje, że głównym składnikiem jest zielona herbata. Płachta dobrze przylega do twarzy i jest dość cienka. Esencja pozostała w opakowaniu pozwoliła mi na dwudniowe posmarowanie sobie skóry na dekolcie. Skóra po zastosowaniu jest rozświetlona i dość napięta. Byłam zadowolona z rezultatów.

Mamonde, Floral Hydro Aqua Gel Mask Narcissus Water Holding System.
Pierwsza tego typu maseczka, jaką używałam. Po otwarciu opakowania wyjmujemy żelowy płat o stałej konsystencji rozmieszczony na siatce. Nakładając go na twarz mamy efekt chłodzenia. Przyjemny, lekki, kwiatowy zapach. Idealnie sprawdzi się przy zmęczonej skórze, w szczególności pomoże na cienie pod oczy. Mało esencji w środku. Po zabiegu zdecydowanie widoczny efekt promiennej cery.

Heynature, Rozjaśniająca maseczka w płachcie.
Kolejny gratis, który otrzymałam przy okazji zamówienia na koreadepart. Maseczka ma za zadanie rozjaśnić naszą cerę. Materiał, z którego ją wykonano, jest delikatny i cienki. Dość ciężko nakłada się ją na twarz. Jednak efekt po zdjęciu jest bardzo zadowalający, bo nasza cera jest naprawdę rozjaśniona.

Missha, Pure Source Cell Sheet Mask Drzewo Herbciane.
Promocje na ebayu śledzę niemalże codziennie i tak oto w ręce mi wpadł zestaw pięciu maseczek w płachcie od misshy z drzewem herbacianym. W codziennej pielęgnacji stosuję olejek z tego drzewa i skutecznie koi on moje zmiany zapalne. Zadowolona z efektów, jakie przynosi ten składnik, zdecydowałam się na ten rodzaj maseczek w płachcie. Wykonane z cienkiego materiału, który łatwo dopasować do twarzy. Mają charakterystyczny, lekko ostry, ziołowy zapach dla drzewa herbacianego. Po zastosowaniu nasze stany zapale lekko się uspokajają, ale nie zauważyłam cudownych rezultatów. Spodziewałam się czegoś lepszego.

Purederm, Ogórkowa maseczka typu Peel Off.
Na koniec maseczkowych wywodów pozostawiam zupełne rozczarowanie. W poprzednim denku pisałam o maseczce węglowej tej marki i byłam z niej zadowolona. Drugim razem przy okazji zakupów w biedronce niestety już nie znalazłam jej, ale za co w ręce mi wpadła ogórkowa wersja. Myślałam, że tak jak w przypadku poprzedniej będzie to czysta przyjemność. Po nałożeniu dość grubej warstwy na twarz, odczekałam zalecany czas i przystąpiłam do zrywania. Maseczka się rolowała, nie chciała w ogóle zastygnąć. Żelowa breja, jaka powstała na mojej twarzy była nie do zdarcia. Trudno się ją po przegranej walce również zmywało. Nie polecam.


Plastry oczyszczające nos z lawą wulkaniczną z limitowanej serii The Simpsons firmy The face shop. (kopia z poprzedniego denka)
Zużyłam dwie sztuki plastrów na nos, które mają za zadanie usuwanie zaskórników z nosa i oczyszczanie. Bez wcześniejszego rozluźnienia porów nie ma sensu się za to brać, bo efekt jest naprawdę mizerny. Jednak, gdy przyłożymy do naszego nosa szmatkę z letnią wodą i potrzymamy chwilę, a następnie zastosujemy plaster zgodnie z zaleceniami producenta, to efekty są zauważalne. Może nie bardzo spektakularne, ale zauważalne gołym okiem. Oceniam na plus, lecz chyba bardziej jestem zwolenniczką zestawów w trzech krokach. Widzę wtedy większą różnicę.

Próbki:
Tony Moly Goat Moisture Cream,
Zestaw Etude House Pink Vital Water.

Używałyście któregoś z tych produktów? Jakie wrażenia? Co chętnie byście przetestowały?

11:33:00

The Face Shop X Hoodie Ryan - limitowana edycja 2017.

 The Face Shop X Hoodie Ryan - limitowana edycja 2017.
The Face Shop X Hoodie Ryan Collaboration.

Moje posty z nabytkami danych miesięcy doskonale pokazują fakt, że nie potrafię obojętnie przejść obok koreańskich kolekcji z animowanymi postaciami. Tym razem marka The Face Shop kusi cudami powstałymi przy współpracy z jedną z postaci kakao friends. Nie znam tej kreskówki, ale kosmetyki z tej kolekcji wpadły mi w oko. Same oceńcie:













Jakie kosmetyki wchodzą w skład kolekcji?:
  • Cushion
  • Paletki cieni - 2 warianty
  • Tinty do ust - 4 kolory
  • Balsam do ust w formie breloczka do kluczy - kolory
  • Mleko i masło Shea - żel pod prysznic
  • Mleko i masło Shea - balsam do ciała
  • Nawilżający krem z nasionami Chia
  • Zestaw naklejek do paznokci
  • Mini Bake-Up Bar, 3 zestawy
  • Puder do włosów 2 kolory



실물을 공개합니다! #스파이샷 #실물깡패 고퀄리티 "더페이스샵" 콜라보디자인!!! 21일 출시 #👀 ------------------------------------------------ [HOODIE RYAN x THEFACESHOP] #더페이스샵 #더페 #후드라이언 #리틀프렌즈 #9월21일 #출시 #고퀄리티보장 #뷰티스타그램 #thefaceshop #kakaofriends #ryan #hoodieryan ------------------------------------------------ 1. 바디워시+로션 2. 스페셜쿠션 케이스 3. 치아씨드크림 4. 립밤 (3 colour) 5. 모노팝아이즈 (2 colour) 6. 치아씨드 크림 제품 e-카다로그를 소개합니다!!! ------------------------------------------------ [little FRIENDS x THEFACESHOP] ------------------------------------------------ 1. 베이비썬쿠션 (DIY스티커) 2. 핸드크림 3. 마스크시트 4. #닥터벨머 마일드워시 5. #닥터벨머 마일드모이스쳐라이져 6. #닥터벨머 미네랄솔트 토너 7. #닥터벨머 #아토솔트크림
Post udostępniony przez THE FACE SHOP (@t.f.s.beauty)

Z niecierpliwością czekam na premierę 21 września.
Jak Wam podoba się kolekcja?

Źródła zdjęć: ryanraroar.comwww.kpopmap.com .

10:38:00

Leniwy konkurs - Born to be lazy.

Leniwy konkurs - Born to be lazy.

Kolejny konkurs! Nie zwalniamy tempa.
Dla tych wracających do szkoły i osób, które te czasy mają już dawno za sobą. Nieważne ile masz lat, każdy z nas lubi czasem trochę poleniuchować. Nagrodą jest zestaw, który pomoże Ci "leżeć i pachnieć".

Nagroda jest jedna. Jest nią zestaw kosmetyków marki Balea z serii Born to be lazy, czyli żel pod prysznic, balsam do ciała i pomadka ochronna do ust.

Co trzeba zrobić, by wziąć udział?
Warunek konieczny:
1. Być publicznym obserwatorem bloga.
2. W jaki sposób najczęściej leniuchujesz?
3. Udostępnić informację o konkursie na Facebooku, Instagramie i/lub blogu.
4. Podać adres e-mail.
Warunki dodatkowe:
1.  Polubienie FanPage Lifestyle by Lady Flower.
2. Obserwowanie Instagrama @lifestyle_ladyflower.

Wzór prawidłowego zgłoszenia:
1. Obserwuję jako... (nick).
2. Odpowiedź na pytanie konkursowe.
3. Udostępniono... (link).
4. Adres e-mail.

Regulamin rozdania:
1. Organizatorem rozdania jestem ja, czyli właścicielka bloga lady-flower123.blogspot.com.
2. Zestaw jest nowy i jest on jedyną nagrodą.
3. Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie.
4. Rozdanie trwa od 4.09. do 15.09.2017.
5. Wyniki zostaną podane najpóźniej do 3 dni po zakończeniu konkursu.
6. Nagroda zostanie wysłana w przeciągu 5 dni po otrzymaniu adresu korespondencyjnego zwycięzcy.
7. Na adres czekam 3 dni po wysłaniu maila z informacją o wygranej. W przypadku braku odpowiedzi wybieram kolejnego zwycięzcę
8. Zgłoszenie w rozdaniu jest równoważne z akceptacją warunków rozdania i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
9. Koszt wysyłki na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pokrywa organizator konkursu, czyli ja.


Organizator oświadcza, że konkurs nie jest grą losową, loterią fantową, zakładem wzajemnym ani loterią promocyjną, których wynik zależy od przypadku (przeprowadzenia losowania) w rozumieniu Art. 2 ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach losowych i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

EDIT:
Konkurs wygrywa Pani Agnes C. za niebanalny opis leniuchowania.
E-mail już wysłany. Gratuluję!
Już w okolicach środy nowy konkurs, więc pozostańcie czujni!
Copyright © 2016 Lifestyle by Ladyflower. , Blogger