08:47:00

Recenzja: Natura Care – regenerujący krem do rąk.

Recenzja: Natura Care – regenerujący krem do rąk.

Każda z kobiet wie, jak istotna jest pielęgnacja dłoni w okresie zimowym. Niskie temperatury, mroźny wiatr nie sprzyjają skórze, szczególnie w tym czasie dbamy o to, by nasza cera była odpowiednio nawilżona. Przesuszenia są niemalże na porządku dziennym, jeśli dochodzi do tego fakt, że niezbyt lubimy się z takimi rzeczami jak rękawiczki, czapki, szale. Jest sposób, by jednak nieco zmniejszyć problem podrażnionej skóry, odpowiednio ją pielęgnując. W przypadku dłoni są to peelingi, olejki do skórek, balsamy, masła, maski. Moim zdaniem jednak najważniejszym produktem do codziennej pielęgnacji jest krem do rąk. Dziś chciałabym polecić Wam jeden z nowej serii Natura Care, który dostaniecie jedynie w Drogeriach Natura. Całą serię prezentowałam z jednym ze wpisów na FanPage.


Opis od producenta:
Regenerujący krem do rąk bez olejów mineralnych. Krem polecany do regularnej pielęgnacji każdego typu skóry rąk, zwłaszcza narażonej na częsty kontakt z detergentami. Kompleks składników aktywnych doskonale odżywia i regeneruje naskórek. Regularne stosowanie preparatu zapobiega pojawieniu się podrażnień czy wysuszeniu skóry.

Składniki aktywne:
OLEJ Z WIESIOŁKA – regeneruje i łagodzi podrażnienia bardzo suchej, popękanej, wrażliwej i atopowej skóry.
WOSK PSZCZELI – działa jak opatrunek chroniąc i regenerując skórę.
MASŁO SHEA – łagodzi, odżywia, likwiduje suchość i szorstkość skóry oraz zmiękcza naskórek.
OLEJ WINOGRONOWY – działa ochronnie i normalizująco na skórę. Chroni naskórek przed szkodliwym działaniem wolnych rodników i czynników zewnętrznych.
WITAMINA E – łagodzi stany zapalne, regeneruje naskórek oraz zmniejsza wrażliwość na promieniowanie UV.

Dokładny skład znajdziecie na zdjęciu na dole wpisu.
Pojemność 75 ml.
Cena: 7.99 zł


Krem zamknięty jest w jasnoróżowym opakowaniu o charakterystycznym dla tego typu produktu kształcie tuby z otwarciem na dole. Produkt wydobywamy z wnętrza, wyciskając odrobinę na dłoń. Podczas rozsmarowywania czujemy bardzo przyjemny zapach, który utrzymuje się na naszych dłoniach nawet do godziny. Nie potrafię dokładniej opisać woni, jaką wydziela, jest ona lekko kwiatowa, ale nie mdła. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia na naszej skórze tłustej warstwy. Mimo to zdecydowanie mocno nawilża nasze ręce.


Używając kilka razy w ciągu dnia tego kosmetyku, pozbyłam się tak suchej skóry, która nieraz z braku nawilżenia potrafiła pękać i na moich dłoniach pojawiały się niewielkie rany. Szybko zauważyłam poprawę, regeneracja była naprawdę szybka, a wszelkie skaleczenia zniknęły. Obecna pielęgnacja nie stanowi już dla mnie żadnego problemu, bo znalazłam swój kosmetyk idealny, który nie tylko ładnie pachnie, ale też odpowiednio dba o moją skórę. Polecam wszystkim kobietom, które borykają się z problemem z suchymi dłońmi. Mam w planach wypróbować inne kremy z tej serii, bo ten zdecydowanie skradł moje serce.


Jaki krem do rąk jest u Was produktem "Must Have" zimową porą?

01:01:00

Recenzja: Louise O'Neill "Sama się prosiła".

Recenzja: Louise O'Neill "Sama się prosiła".

Opis od wydawnictwa:
Początek lata w małym irlandzkim miasteczku. Emma O'Donovan, piękna i nieustraszona osiemnastolatka, idzie z przyjaciółkami na imprezę. Są na niej wszyscy, a ich oczy są zwrócone na nią.
Następnego dnia rano rodzice znajdują ją nieprzytomną na progu domu. Krwawi, jest brudna i zdezorientowana. Co gorsza, nie pamięta, co stało się poprzedniego wieczoru. Wie tylko tyle, że nikt nie odpowiada na jej esemesy. W szkole ludzie odwracają się od niej i szepczą za jej plecami. Nic nie pamięta z imprezy, ale ktoś wstawił na Facebooka jej zdjęcia. Zdjęcia, których nigdy nie zapomni.
Teraz w oczach wszystkich jest łatwa. Jest niczym.
Zdjęcia idą w świat. Rozpoczyna się dochodzenie, które prowadzi do podziałów w społeczności. Pojawiają się media, ludzie opowiadają się po różnych stronach, nagle każdy ma o niej coś do powiedzenia.
Mocna historia o tym, jak strasznym, piętnującym i zawstydzającym doświadczeniem jest gwałt.
Brytyjski bestseller i książka roku 2015 w Irlandii.
„Złamała mi serce” Red Magazine
„Mocna, odważna… i brutalna” Bookseller

Szczegóły:
Format: 143x204
Liczba stron: 344
Oprawa: Miękka
Cena: 34.90 zł
Wydawnictwo: Feeria Young

Źródło: http://wydawnictwofeeria.pl/pl/ksiazka/sama-sie-prosila



Moja opinia:

 „Sama się prosiła” to kolejna książka wydawnictwa Feeria Young, po której przez kilka dni nie mogłam się otrząsnąć. Pierwszą tego typu lekturą była „Co mnie zmieniło na zawsze” autorstwa Amber Smith. Tematem jednej i drugiej jest gwałt. Traumatyczne przeżycia, zmiany zachodzące w kobietach, ich zachowanie, obawy, zmiana codziennego życia to tylko niektóre z łączących powieści elementów. Dzisiejszy post będzie skupiał się jedynie na powieści autorki Louise O'Neill.

Emmy O’Donovan to normalna nastolatka. Ma wysokie mniemanie o sobie, a grono adoratorów jedynie ją w tym fakcie utwierdza. Przyjaźni się z kilkoma dziewczynami, z którymi się nie rozstaje. Od lat stanowią zgraną paczkę. Wszyscy pochodzą z niewielkiego miasteczka i znają się niemalże od dziecka. Początek przypomina zupełnie zwyczajne życie grupy nastoletnich osób.

Wszystko zmienia się w życiu Emmy jednego dnia, tylko dlaczego dziewczyna nic z niego nie pamięta? Rodzice Emmy są zniesmaczeni zachowaniem swojej córki. Nie rozumieją jej nowej, mrocznej odsłony. Matka próbuje stworzyć pozory normalnego życia, lecz z czasem sama zaczyna tracić wiarę w otaczający świat. Ojciec, udając, że problem nie istnieje, całe dnie spędza w pracy. Jedyną osobą wykazującą jakiekolwiek zainteresowanie dziewczyną jest jej starszy brat.

Opisy przeżyć wewnętrznych są jednymi ze straszniejszych, jakie czytałam. Autorce bezbłędnie udało oddać się emocje towarzyszące depresji. Przez liczne powtórzenia w tekście ukazuje nam dokładnie, co dzieje się w głowie Emmy. Czy dziewczynie zdoła ktoś pomóc? Dlaczego sama dla siebie stanowi zagrożenie? Jak zakończy się jej  koszmar na jawie?

Powiem szczerze, że strona po stronie czułam, jak moje problemy stają się bardzo małe w obliczu tych, z którymi musiała zmagać się Emma. Tragedia, jaka spadła na tę dziewczynę jest niewyobrażalna i nic nie jest w stanie jej usprawiedliwić. Pewnie niektóre z Was zawahają się przy osądzie sytuacji, ale ja nie mam wątpliwości, kto zawinił. Pod koniec z pewnością spodziewacie się licznych odpowiedzi na pytania rodzące się w Waszych głowach. Czy jednak je znajdziecie?


Historia Emmy O’Donovan pozostaje na długo z nami. Przyznam, że ta opowieść jest tak wstrząsająca, że polecam ją czytelniczkom jedynie o mocnych nerwach. Sądzę, że tematyka powieści zainteresuje głównie młode kobiety, a może dla niektórych będzie przestrogą, jak niewinna impreza może przerodzić się w tragedię i zakończyć normalne życie. Proszę, byście uczyły się na błędach innych i wyciągały z nich odpowiednie wnioski, nawet jeśli popełniają je postacie fikcyjne.

Książka przeczytana w ramach wyzwania "Pod hasłem".



13:19:00

Recenzja: KOBO PROFESSIONAL MATTE LIPS.

Recenzja: KOBO PROFESSIONAL MATTE LIPS.

Matowe pomadki od KOBO Professional z letniej kolekcji to szminki, które używam od święta. Nie miałam ostatnio zbyt wielu ważnych wyjść stąd też takie opóźnienie w recenzji. W kolekcji znajdziemy sporo ciemnych kolorów, które idealnie sprawdzą się w makijażu wieczorowym. Przy moim typie urody jedynie dwie z nich możemy potraktować jako pomadki na co dzień.


Produkt zamknięty jest w przepięknym opakowaniu. Czarny mat idealnie komponuje się z przeźroczystymi elementami ukazującymi kwiaty. Patrząc z góry, jesteśmy w stanie stwierdzić, z którym odcieniem mamy do czynienia. Połączenie elegancji z praktycznością tutaj na duży plus dla marki.

Pomadki jak najbardziej są matowe na ustach i mają dość kleistą strukturę przy nakładaniu, która sprawia, że są trwalsze. Osobiście sceptycznie ostatnimi czasy podchodzę do tradycyjnych szminek, zdecydowanie wolę te w płynie, ale tutaj obawy były kompletnie nieuzasadnione. Produkt bez problemu rozprowadza się na ustach i pozostaje na nich przez dobrych parę godzin. Producent informuje na opakowaniu „nasycone kolory i trwały, matowy efekt”, nie sposób się z nim nie zgodzić.


Szminki pachną wanilią. Ten zapach utrzymuje się przez około godzinę, ale zwykle już po pół godziny przyzwyczajam się do woni i jej nie wyczuwam. Zawsze zabieram ze sobą pomadkę w razie koniecznych poprawek, bo po kilkukrotnym jedzeniu i piciu usta nie wyglądają zbyt estetycznie (kolor jest widoczny, ale nie wygląda już tak atrakcyjnie i świeżo). Ważne jest, by przy ponownej aplikacji zetrzeć starą warstwę, a następnie nałożyć nową, bo takie domalowywanie powoduje, że produkt nie jest nałożony równomiernie i jest mniej trwały.


KOBO Professional to marka, którą bardzo lubię i często sięgam po jej kosmetyki. Testy tych szminek tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że produkty są dobrej jakości i naprawdę w przystępnych cenach jesteśmy w stanie wejść w posiadanie swoich kosmetycznych ulubieńców. Przeglądając ostatnio wiele urodowych podsumowań roku 2016, zauważyłam wiele kosmetyków tej marki. Nie bez powodu sądzimy, że są one naszymi MUST HAVE każdej Polki.

13:32:00

Mini konkurs u Lady Flower (Vianek, Rimmel, Essence).

Mini konkurs u Lady Flower (Vianek, Rimmel, Essence).

KONKURS, a w nim do wygrania :
1. LE Essence - Rozświetlacz  Hello Autumn.
2. Vianek - odżywczy żel myjący do twarzy z ekstraktem z miodunki.
3. Rimmel Brow This Way żel do brwi odcień 003 Dark Brown.

REGULAMIN

1. Organizatorką jestem ja, czyli autorka bloga http://lady-flower123.blogspot.com/.
2. Czas trwania konkursu: od 7.01.2017 do 31.01.2017. do godziny 24.00.
3. Zwycięzca zostanie ogłoszony na blogu 1.02.2017.
4. Zgłoszenie się do konkursu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych.
5. Rzeczy wchodzące w skład nagrody są nowe i nigdy nie używane.
6. Wszelkie koszty związane z wysyłką zostają pokryte przeze mnie (zwycięzca MUSI mieszkać na terenie Rzeczypospolitej Polskiej).

Co zrobić, by wziąć udział w konkursie?:

  • być publicznym obserwatorem bloga http://lady-flower123.blogspot.com/
  • zostawić w komentarzu adres e-mail (będzie mi on potrzebny po wyłonieniu zwycięzcy)
  • Odpowiedzieć na pytanie: "Bez jakiego kosmetyku nie ruszam się z domu i dlaczego?"

Dodatkowo będzie mi miło jeśli:  

Powodzenia :)

01:23:00

Recenzja: YOPE - Nawilżające mydło figowe w płynie.

Recenzja: YOPE - Nawilżające mydło figowe w płynie.

Mydełka Yope od dawna za mną „chodziły”. Każda wizyta w sławnej w Krakowie Drogerii Pigment, w której asortymencie znajdziemy mnóstwo naturalnych kosmetyków, kończyła się zastanawianiem nad tym kosmetykiem. Po dłuższym namyśle oraz kolekcji zobaczonej u Kamili w zdobyczach listopada wiedziałam, że muszę go mieć. Mój wybór padł na wariant figowy, bo uwielbiam ten zapach.


Opakowanie to klasyczna dla mydeł do rąk plastikowa butelka z pompką. Znajdziemy w niej 500 ml niezawierającego parabenów, silikonów, barwników, SLES-u i SLS-u kosmetyku. Najbardziej cieszy oko oldschoolowa etykieta w tym przypadku panem przepiórką. Każdy wariant zapachowy ma swojego opiekuna, więc mamy tu szopy, zające, tukany itd. Zdecydowanie plakietka wyróżnia się wśród innych produktów dostępnych na rynku.


Konsystencja mydła jest dość oleista. Mydło stosuję od 2 tygodni i nie widać na razie zbytniego zużycia, więc zakładam, że z wydajnością nie będzie problemu. Jedno naciśnięcie pompki idealnie uwalnia tyle produktu, by dokładnie umyć obie dłonie. Po aplikacji i zmyciu wodą skóra na rękach jest zdecydowanie nawilżona i tutaj jestem zachwycona. Zwykle borykam się z problemem suchego naskórka w okresie zimowym, a tu regularne stosowanie kremu i używanie tego mydła widocznie złagodziły problem.


Cena tego produktu to ok. 17 zł. W zależności od sklepu, dostępnych promocji. Sądzę, że warto zapłacić może odrobinę więcej i mieć naturalne, dobrze myjące, a do tego nawilżające mydło w płynie. Pamiętajcie, że pielęgnacja zaczyna się właśnie od takich małych rzeczy, bo nie dbając o podstawy jak macie zając się bardziej skomplikowanymi zabiegami. Diabeł tkwi w szczegółach i każda z nas doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Na koniec zostawiam Was ze składem produktu, byście same podjęły decyzję czy chcecie, by któryś ze zwierzaków z etykiet na dobre zagościł w Waszej łazience.


Adoptujecie zwierzaka?

18:51:00

Wyniki konkursu noworocznego z LadyFlower.

Wyniki konkursu noworocznego z LadyFlower.


Nie było łatwo wybrać zwycięski komentarz, bo każda z Waszych odpowiedzi była na swój sposób wyjątkowa.

Jednak zwycięzca może być tylko jeden i jest nim Pani Anna Czajkowska. Wygrywa Pani książkę "Dziki Łabędź".
Poproszę o adres e-mail.



Mam nadzieję, że ilustracje w książce posłużą Pani jako inspiracje.
Gratuluję!

14:13:00

Kącik czytelniczy: Amanda Prowse "Świąteczna kafejka".

Kącik czytelniczy: Amanda Prowse "Świąteczna kafejka".

Amanda Prowse- "Świąteczna kafejka"

Opis książki od wydawnictwa:
OPOWIEŚĆ O UTRACONEJ MIŁOŚCI ODKRYTEJ W ROMANTYCZNEJ SCENERII ŚNIEŻNEGO EDYNBURGA
Bea nie wierzy w tak zwane drugie szanse. Jest 53-letnią wdową, która musi zmierzyć się z faktem, że już na zawsze pozostanie samotna. Nie mogąc sobie poradzić z nieukojonym żalem i ogromnym poczuciem lęku, ucieka w ciężką, tytaniczną pracę, poświęcając się bez reszty prowadzeniu własnej kawiarni. W krótkim czasie zyskuje ona miano miejsca, w którym można zjeść najlepsze w Sydney ciasto marchewkowe.
Pewnego dnia kobieta otrzymuje wiadomość mailową od poznanej na forum właścicielki kafejki z Edynburga. Nowa znajoma namawia Beę do przyjazdu do Szkocji na Boże Narodzenie. Bohaterka zgadza się i wraz z ukochaną wnuczką Florą wyruszają w podróż, która już na zawsze odmieni ich życie.
W magicznej scenerii romantycznego Edynburga, wśród urokliwych, pokrytych śnieżnym puchem zakątków, Bea odkryje sekrety przeszłości, o których od dawna próbowała zapomnieć…
WZRUSZAJĄCA HISTORIA O MIŁOŚCI – W SAM RAZ NA NADCHODZĄCE ŚWIĘTA

„Wprawdzie książek z tytułem święta nie brakuje na naszym rynku wydawniczym, jednak ta opowieść – wyjątkowo ciepła, rodzinna i chwytająca za serce – ujęła mnie już od pierwszych stron” – Closer

Kilka słów o autorce:
Amanda Prowse – brytyjska pisarka specjalizująca się w opisywaniu współczesnych historii miłosnych. Głównymi bohaterkami jej prozy są kobiety stojące w obliczu trudnych sytuacji życiowych. W Polsce zasłynęła jako autorka Złej kobiety, dramatycznej powieści o przemocy rodzinnej.

Szczegóły:
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Autor: Amanda Prowse
ISBN: 978-83-65506-88-7
Rok wydania: 2016
Format: 13.5 x 20.5 cm
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 272
Tłumaczenie: Anna Sauvignon
Tytuł oryginału: The Christmas Cafe

Źródło: http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/swiateczna-kafejka/#




Moja opinia:

Świąteczna kafejka to nie tylko powieść utrzymana w bożonarodzeniowym klimacie, ale również historia prawdziwej miłości. Tego typu książki szczególnie polecam na zimowe, długie wieczory, ale sądzę, że lektura tego tekstu pomoże Wam uwierzyć w znaczenie prawdziwej miłości przez cały rok. Pamiętajmy, że czasem warto dać życiu drugą szansę i nieco ożywić wspomnienia z przeszłości.

Główna bohaterka o imieniu Bea to kobieta, która posiada własną kawiarnię. Po śmierci męża czuje przytłaczającą samotność. Trudno jej pogodzić się z faktem, że jej jedyny syn jest już dorosły i ma własną rodzinę. Szczególnie przeszkadza jej wybór partnerki, która jej zdaniem nie jest wystarczająco dobrą partią dla jej pierworodnego. Wiele niedomówień i obawa przed wyjawieniem prawy o biologicznym ojcu mężczyzny sprawiają, że ich relacja na płaszczyźnie matka-syn nie układają się najlepiej.

Bezsilność syna i synowej w wychowywaniu jej wnuczki Flory sprawiają, że małżeństwo nie radząc sobie z okresem buntu nastolatki, postanawiają by ta spędziła trochę czasu z babcią. Tak pojawia się pomysł na wspólny wyjazd do Edynburga, gdzie mieszka właścicielka kawiarni, w której świąteczne specjały są serwowane przez cały rok. Bea już wcześniej rozpoczęła z nią wirtualną korespondencję w ramach międzynarodowego klubu właścicieli kawiarni. Dla dziecka, które nigdy nie widziało śniegu, taki wyjazd może być naprawdę magiczny. Jak kobiety poradzą sobie w mroźnej stolicy Szkocji?

Cały wątek miłosny Bei i jej pierwszej miłości uznaję za piękny, ale mało prawdopodobny. Magii świąt można przypisać wiele, ale nawet z jej pomocą całość jest lekko przejaskrawiona. Moim zdaniem tego typu powieści są potrzebne, by nie stracić wiary w prawdziwe uczucia i niezwykłe połączenia wydarzeń. Sięgając po książkę, oczekujemy chwili zapomnienia. Dlatego historie, które nie miałyby prawa bytu w realnym świecie to najlepsze ekranizacje lub dzieła literackie.

Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale muszę powiedzieć, że to jedna ze świątecznych książek z najlepszą grafiką, jaką widziałam w tym roku. Może ona sugerować czytelnikowi, że w środku znajdzie mnóstwo świątecznego klimatu i opisów różnych dań. Jednak to nie temat przewodni tej powieści. Tutaj pierwsze skrzypce gra miłość - uczucie, które możemy definiować na wiele sposobów.


Książkę polecam osobom, które gustują w romantycznych historiach. Zdecydowanie tekst trafi do publiki kobiecej, która będzie w stanie zrozumieć przeżycia wewnętrzne bohaterki. Lektura poleca się w pakiecie z kubkiem gorącego kakao lub herbaty, ciepłymi skarpetami i kocykiem, obok świątecznego drzewka, na kanapie w salonie. Spokojnie, strona po stronie zakochacie się w historii Bei i jej rodziny. Tego jestem pewna.

Jakie świąteczne powieści przeczytaliście w grudniu minionego roku?

02:00:00

Podsumowanie roku 2016.

Podsumowanie roku 2016.

Rok 2016 minął mi zdecydowanie za szybko. Wiele się działo, nieraz sama zastanawiałam się, jak to wszystko zdołam pogodzić, bo poprzeczki nigdy nie stawiałam sobie nisko. Na szczęście kilka z moich obranych wcześniej celów zrealizowałam. 2016 rok jest dla mnie jak najbardziej udany, a to chyba najważniejsze. W kilku punktach postaram się Wam przybliżyć, jak wyglądało minione 365 dni i dlaczego uważam, że mogę być osobą dumną, szczęśliwą i optymistycznie nastawioną do dalszego działania.


1. FLORYSTYKA
W marcu 2016 ukończyłam roczny kurs florystyczny, z czego jestem bardzo zadowolona. Nie robiłam tego  szkolenia, by przywiesić na ścianie kolejny papier, lecz w zupełności dla siebie. Potrzebowałam tzw. "czasoumilacza". Chwile spędzone z kwiatami, stroikami i innymi ozdobami należały do czasu mojego relaksu. Teraz mam skończoną szkołę oraz początkowy plan jak tę pasję przerodzić w coś, co będzie w przyszłości przynosić profity. Moim zdaniem samokształcenie zawsze jest na "tak".


2. GRAFIKA
Coraz bardziej pasjonuje mnie grafika komputerowa. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale ćwiczę, poznaję, szukam informacji i ciągle uczę się czegoś nowego. Kiedyś obróbka zdjęć, stworzenie kolażu lub najprostszej z możliwych konfiguracji ułożenia poszczególnych fotografii, przyprawiały mnie o dreszcze, bo kompletnie nie wiedziałam, jak mam się do tego zabrać. Teraz staram się w tej dziedzinie być samowystarczalna, a dodatkowo pomagać innym. W tym roku stworzyłam grafiki dla kilku blogerek. Bardzo cieszę się z faktu, że zostałam przez nie doceniona.


3. BLOGOWANIE
Najbardziej cieszy mnie to, że wróciłam do blogowania i do Was drogie czytelniczki. Od marca pomału zaczęły pojawiać się nowe posty, a wraz z upływem czasu moje zaangażowanie w prowadzenie bloga wzrastało. Pojawiła się ogromna liczba polubień, komentarzy itp. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo doceniam to, że ze mną jesteście. Bez Was zapewne strona ta nie miałaby prawa istnienia.


4. CZYTANIE
W tym roku przeczytałam około 30 książek. Niestety nie zdołałam z pozytywnym rezultatem ukończyć wyzwania "52 książki w 2016". Starałam się, ale nie wyszło, trudno. Od czego w końcu mamy rok 2017? Wiosną i latem zdołałam ukończyć zdecydowanie mniej lektur niż jesienią i zimą. Ma to związek z moją pracą za barem, gdzie w cieplejsze dni mam zdecydowanie więcej obowiązków i niezbyt dużo wolnego czasu. Biorąc pod uwagę statystyczne czytelnictwo w Polsce wynik i tak jest imponujący.

Dodatkowo cały rok mam u swego boku kochającego i wspierającego mężczyznę, który za każdym razem służy mi pomocną radą. Podsumowując, wiele dobrego spotkało mnie w minionym roku i oczekuję, że kolejny przyniesie jeszcze więcej dobrego. Zdecydowanie stawiam na samorozwój i swoje pasję. Trzymajcie za mnie w kciuki i po prostu bądźcie jak do tej pory. To najlepsze co możecie zrobić, by utrzymać mnie w przekonaniu, że to, co robię, jest właściwe.

00:00:00

Nowości marek KOBO Professional i Sensique w drogeriach Natura od 27 grudnia 2016.

Nowości marek KOBO Professional i Sensique w drogeriach Natura od 27 grudnia 2016.


Drogerie Natura przygotowały noworoczną niespodziankę dla wszystkich kobiet. Już dziś szafy makijażowe marek KOBO Professional i Sensique wzbogaciły się o kolejne produkty do stylizacji twarzy i paznokci. Z nowym zestawem kosmetyków wykonanie makijażu na Sylwestra czy bal karnawałowy będzie czystą przyjemnością. Wśród nowości pojawiły się maskujące korektory, rozświetlające pudry, mocno napigmentowane cienie do powiek, intensywnie czarny eyeliner oraz lakiery do paznokci z kultowej serii KOBO Professional Colour Trends w dziesięciu wyrazistych kolorach. Wszystkie produkty dostępne są wyłącznie w stacjonarnych drogeriach Natura oraz na www.drogerienatura.pl.


KOBO PROFESSIONAL Ideal Cream Camouflage
Kremowy korektor do twarzy zapewniający mocne krycie przez długi czas. Pozwoli zamaskować wszelkie niedoskonałości, przebarwienia i zaczerwienienia widoczne na twarzy. Zawiera kojącą alantoinę  i nawilżający olej rycynowy, który zapobiega przesuszaniu się skóry.
Waga: 14 g
Cena: 19,99 zł



KOBO PROFESSIONAL Illuminating Powder Palette
Paleta pięciu pudrów do twarzy z dodatkiem perłowych drobinek, które odbijają światło i powodują, że skóra nabiera blasku. Specjalnie dobrana kolorystyka delikatnych odcieni brązu i różu sprawia, że cera wygląda promiennie. Produkt może być stosowany także jako róż oraz puder brązujący.
Waga: 8 g
Cena: 24,99 zł


KOBO PROFESSIONAL Waterproof Liquid Liner
Wodoodporny, trwały eyeliner w płynie  o intensywnie czarnym kolorze. Cienki pędzelek  z łatwością dopasowuje się do powieki i pozwala na wykonanie precyzyjnej kreski.
Pojemność: 6 ml
Cena: 14,99 zł


KOBO PROFESSIONAL Colour Trends
Dziesięć nowych kolorów lakierów do paznokci z linii Colour Trends o wysokiej trwałości i połysku. Specjalnie dobrana formuła składników zapobiega blaknięciu koloru, a dodatek specjalnego żelu tworzy elastyczną i odporną na pękanie powłokę na paznokciu. Szeroki pędzelek z gęstym włosiem ułatwia aplikację na płytce. Lakiery nie zawierają szkodliwych substancji, tj.: toluen i formaldehyd.
Nowe odcienie: 62 SILKY NUDE, 63 GOLDEN BEIGE, 64 ROCKY GRAY, 65 LAVENDER TOUCH, 66 MAUVE TAUPE, 67 CHOCOLATE GLEAM, 68 MYSTIC BURGUNDY, 69 ADDICTING PINK, 70 CHARMING FLAMINGO, 71 TEMPTING APRICOT.
Pojemność: 7 ml
Cena: 9,99 zł


KOBO PROFESSIONAL Magic Correcting Stick
Zestaw kredek korygujących niedoskonałości twarzy:
1 BRIGHTENS – do rozświetlania i rozjaśniania twarzy,
2 CORRECTS REDNESS – pokrywająca zaczerwienienia i popękane naczynka,
3 CORRECTS UNDER EYE CIRCLE – przeznaczona do redukowania ciemnych cieni pod oczami.
Kredki są bardzo wygodne w aplikacji, wykręcane, nie wymagają temperowania.
Waga pojedynczej kredki: 3 g
Cena za jedną sztukę: 19,99 zł



SENSIQUE Top Color Eyeshadow
Aksamitne cienie do powiek w pojedynczych opakowaniach. Dzięki dużej ilości intensywnych pigmentów pokrywają powiekę głębokim kolorem. Są łatwe w aplikacji, wydajne i trwałe. Utrzymują się na powiece przez długi czas.
Dostępne w dwunastu odcieniach: 201 BEIGE, 202 RUSSET, 203 COPPER, 204 PEARL BEIGE, 205 TERRACOTA, 206 SIENA, 207 IVORY, 208 COOL BROWN, 209 DARK CHOCOLATE, 210 LUNAR, 211 ROSE CHAMPAGNE, 212 PEARL BROWN.
Waga: 2,3 g
Cena: 9,99 zł


SENSIQUE Strobe Lighting Powder
Rozświetlający puder do twarzy. Dzięki zawartości pigmentów odbijających światło sprawia, że cera wygląda świeżo i promiennie.
Dostępne trzy odcienie: 201 LOVE, 202 PASSION, 203 SEDUCTION.
Waga: 3 g
Cena: 8,99 zł

Które z nowości chętnie przygarnęłybyście do swoich kosmetyczek?

15:01:00

Kącik czytelniczy: Tess Gerritsen "Chirurg".

Kącik czytelniczy: Tess Gerritsen "Chirurg".

Opis od wydawnictwa: 
W Bostonie grasuje morderca biorący na cel samotne kobiety. Prasa nazwała go Chirurgiem, ponieważ zanim odbierze życie swoim ofiarom, z przerażającą precyzją usuwa im macice. Bez znieczulenia.

Podobna seria morderstw miała miejsce dwa lata wcześniej. Problem w tym, że sprawca został wtedy zastrzelony przez doktor Catherine Cordell, której jako jedynej udało się ujść z życiem. Teraz znów jest na celowniku mordercy... Jej sprzymierzeńcami są detektywi Thomas Moore i Jane Rizzoli. Ale nawet oni mogą nie ochronić doktor Cordell przed genialnym myśliwym ze skalpelem...

Szczegóły:
Autor: Tess Gerritsen
Data wydania: 14.11.2016
Język publikacji: polski
Wydawca: Albatros
ISSN: 978-83-7985-912-2
Liczba Stron: 382
Okładka:Twarda

Źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4031354/chirurg
Źródło szczegółów i zdjęcia okładki: https://literia.pl/chirurg

Moja opinia:

Zapewne, gdyby nie wydawnictwo Albatros i pomysł na wydanie „Anatomii Zbrodni” długo jeszcze nie sięgnęłabym po żadną książkę autorstwa Tess Gerritsen. Oczywiście cena pierwsze tomu, czyli niecałe 8 zł i fakt, że promocji serii towarzyszyli mocno bloggerzy oraz mole książkowe też wywarły na mnie lekką presję, że muszę posiadać ten kryminał. Nim jeszcze rozpoczęto całą reklamę, już wcześniej intrygowała mnie twórczość pisarki. Moja sąsiadka wspominała mi o świetnych książkach pisanych przez tę kobietę. Wszystko potoczyło się w sposób oczywisty, czyli kupuję kolejne tomy i niemalże w momencie je „pochłaniam”.

„Chirurg” to thriller medyczny, który przyprawi czytelnika o gęsią skórkę. Siadając do tej książki, liczcie się z faktem, że niektóre ze scen przedstawionych są nad wyraz brutalne. Okaleczone zwłoki, którym brakuje narządów wewnętrznych, opisane w niesamowicie realistyczny sposób mogą niektórych czytelników odrzucić. Jednak koneserzy kryminałów i thrillerów nie będą mogli oderwać się od lektury.

Niestandardowy schemat, z którym nie spotkałam się wcześniej, nieprzewidywalne zwroty akcji oraz cała mroczna otoczka sprawiają, że wkraczamy wręcz w surrealistyczny świat seryjnych zabójców. Portrety psychologiczne ofiar i przestępców są mocno naszkicowane. Jesteśmy w stanie przejrzeć ich myśli, a w miarę zgłębiania tekstu widzimy ich najskrytsze obawy lub pragnienia. Czasami rzeczy, które z pozoru wydają się nam oczywiste, w tej powieści stają się zagadkami, które nie sposób odgadnąć.

Wartka akcja to największa zaleta tej książki. Kartki niemalże same się wertują. Złakniony zakończenia historii czytelnik jest w stanie w kilka godzin uporać się z tajemnicą mordów. Czy zakończenie go usatysfakcjonuje? To już zależy od niego. Ja, jak najbardziej po zakończeniu lektury poczułam ulgę, choć ostatnie strony sprawiały, że niechętnie przewracałam strony. Dlaczego? Tego dowiecie się sami. Nie zamierzam spoilerować, bo to najgorsze co mogłabym Wam zrobić.

„Chirurg” to doskonała lektura na to, by bliżej przyglądnąć się pracy organów ścigania. Jak to się dzieje, że sprawca zostaje schwytany? Tropy czasem mogą wysyłać sprzeczne sygnały, ale dla nich to chleb powszedni, więc wiedzą doskonale jak je odczytywać. Wiadomo, że w całym zamieszaniu nie są nieomylni, ale starają się, jak mogą, by uniknąć w całej sprawie niepotrzebnych ofiar. Czy na pewno są w stanie zrobić wszystko?

Dla kogo „Chirurg” może okazać się pozycją czytelniczą wartą przeczytania? Sądzę, że ten thriller to powieść dla fanów tematyki medycznej, a szczególnie dla osób o stalowych nerwach, które nie będą czuły zniesmaczenia podczas lektury opisów krwi i narządów wewnętrznych. Książkę polecam czytelnikom, którzy uwielbiają tajemnicze sprawy kryminalne, profile zabójców oraz ich przeżycia wewnętrzne.



Czytaliście? Może już od dawna "Chirurg" gości w Waszej domowej biblioteczce, ale nie było czasu, by go przeczytać?

12:49:00

Recenzja: Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie.

Recenzja: Bielenda - Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie.
W zakupach październikowych pokazywałam Wam kilka ciekawych produktów. Część z nich przeszła już testy, a na temat innych dopiero wyrabiam sobie opinię. Dziś w tym przedświątecznym szaleństwie, gdzie wszędzie wypieki, pakowanie prezentów (o tym pisała moja przyjaciółka Magda na naszej wspólnej stronie) i inne ciekawe, ale też lekko stresujące rzeczy, chciałabym Wam przedstawić recenzję oleju do ciała od Bielendy. Mam nadzieję, że któraś z Was w tym całym zamieszaniu skusi się na relaksujący prysznic, a by go chwilkę przedłużyć, tuż po myciu odda się rozkoszy oleistym, cudownie pachnącym kropelkom na swoim ciele.



Zacznę, że kosmetyk wchodząc na rynek, zrobił małą furorę w sieci, bo jak nie zakochać się w trzywarstwowym tak pięknie prezentującym się kosmetyku? Ogólnie ja jestem uczulona na takie rzeczy, bo jak tylko zobaczę ładną rzecz, to potem ona sama wskakuje mi do koszyka w sklepie. Nie potrafię tego zrozumieć, staram się walczyć, jak do tej pory przegrywam. Kosmetyk jest ogólnodostępny. Ja kupiłam go w Rossmannie w cenie ok. 18 zł. Moim zdaniem cena jak najbardziej normalna, bo zwykle w tych granicach kupuję balsamy, masła i inne pielęgnacyjne kosmetyki do całego ciała.



Opakowanie jak widzicie na zdjęciach to plastikowa butelka zakończona atomizerem. Produkt bardzo prosty w użyciu. Należy dokładnie wstrząsnąć kosmetykiem, tak by warstwy się wymieszały, a następnie rozpylić na ciało. Jedyna uwaga tutaj, by rozpylanie odbywało się w miarę blisko ciała, tak byście nie miały całej łazienki umazanej olejkiem, bo ja właśnie to zrobiłam za pierwszym razem.

Powiem szczerze, że działanie nie jest niesamowite. Może miałam zbyt wybujałe wyobrażenie na temat tego preparatu, ale jak dla mnie poza ładnym wyglądem nie wyróżnia się on niczym szczególnym. Natłuszcza jedynie na chwilę i niestety niezbyt intensywnie. Przyjemny, słodki zapach też dość prędko się ulatnia. Wiem, że może za taką cenę nie możemy oczekiwać cudów, ale moim subiektywnym zdaniem, niekoniecznie warty uwagi produkt. Stosuję go jako odskocznię dla swoich mniej zapachowych balsamów, które jednak nawilżają moją skórę jak trzeba. Tak jak wspominałam na początku posta używam go w celu zniwelowania stresu. Jego dość intensywny przez moment zapach potrafi odprężyć, ale dla naszej skóry niestety nie robi nic dobrego.



Skład: Aqua (Water), Dimethicone, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycerin, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Coumarin, Limonene, Linalool, CI 17200, CI 60725.

Polecam osobom, które tak jak ja szukają jedynie chwilowego zapomnienia, a na co dzień stosują produkty, które dobrze nawilżają ich skórę. Ładny design na pewno wpadnie w oko niejednej z Was, ale czy warto zainwestować, to już musicie ocenić same. Może któraś z Was ma zupełnie odmienne zdanie o tym produkcie? Zachęcam do podzielenia się swoją opinią.
Copyright © 2016 Lifestyle by Ladyflower. , Blogger